Polka wśród stu najbardziej wpływowych kobiet na świecie

2022-01-11 11:13:51 (ost. akt: 2022-01-11 11:17:57)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Polska rebornerka Barbara Smolińska trafiła na listę 100 najbardziej wpływowych kobiet na świecie według BBC. Artystka wykonuje lalki, które wyglądają i pachną jak niemowlęta. Trafiają do kobiet, które doświadczyły straty dziecka.
W listopadzie ubiegłego roku brytyjska stacja BBC wyemitowała odcinek programu “100 Woman”, którego główną bohaterką była Barbara Smolińska - polska rebornerka. Artystka zajmuje się tworzeniem lalek, które nie tylko wyglądają, ale także pachną i układają się na rękach jak prawdziwe niemowlęta. Pani Barbara opowiedziała nam o kulisach swojej pracy i zdradziła, kto najczęściej zamawia u niej lalki.

Jak zaczęła się Pani "przygoda" z lalkami reborn?

— Zaczęło się banalnie i całkowicie przypadkowo. Szukając prezentu urodzinowego dla mojej wtedy 3-letniej córki, natrafiłam na lalkę reborn w Internecie. Jakaś kobieta sprzedawała swoją kolekcję od zagranicznych artystek na Allegro. Od razu zafascynował mnie kunszt wykonania i ten hiperrealizm. Z miejsca było oczywiste że muszę taką lalkę zobaczyć na żywo. Kupiłam i zachwyciłam się jeszcze bardziej, kiedy wyjęłam lalkę z pudełka.

I zapragnęła Pani stworzyć własną lalkę?

— Nie od razu. Najpierw zaczęłam zgłębiać temat i dotarłam do różnych artystek. Pierwszy rok trochę kolekcjonowałam, sprawdzałam różne techniki malowania i w międzyczasie stworzyłam pierwszą w Polsce grupę na Facebooku zrzeszającą kolekcjonerki. Wreszcie po roku odważyłam się zrobić taką lalkę od podstaw. Malując ją, czułam, że właśnie odnalazłam swoją rolę na ziemi. Niesamowite uczucie.

Jak wygląda proces powstawania takiej lalki?

— Proces tworzenia jest bardzo złożony i długotrwały. Najpierw model rzeźbi rzeźbiarka, a potem z powstałej rzeźby robione są odlewy winylowe sprzedawane w określonym nakładzie na cały świat. Jako rebornerka kupuję taki gotowy winylowy półprodukt, czyli głowę, rączki, nóżki i materiałowy korpusik. Wszystko to maluję etapami, nakładając żyłki, naczynka, znamiona, marmurek imitujący głębię skóry. Na koniec ręcznie wszczepiam włoski z moheru, obciążam lalę szklanym granulatem i watką. Następnie składam w całość, ubieram i fotografuję.

Ile zajmuje wykonanie takiej lalki?

— Cały proces trwa dosyć długo, zważywszy na to, że każdą kolejną warstwę farb utrwalam w wysokiej temperaturze piecyka halogenowego. Lala musi ostygnąć zanim przystąpię do malowania kolejnej warstwy. Stworzenie takiej lali zajmuje mi aktualnie około 2 tygodni. Szybciej chyba się nie da (śmiech).

Kto i po co zamawia u Pani lalki?

— Wachlarz zapotrzebowania na lalki reborn jest bardzo szeroki. Zamawiają wytwórnie filmowe, fotografki, kobiety szyjące ubranka niemowlęce, szkoły rodzenia, placówki medyczne, terapeutki, kolekcjonerki oraz kobiety, na które lalki reborn mają cudownie terapeutyczny wpływ. Dzięki nim można poradzić sobie ze stratą dziecka, depresją, nerwicą i różnymi zaburzeniami. Wiadomo, że oprócz lalek kluczowa jest terapia u specjalisty, ale niewątpliwie są one świetnym wspomagaczem w radzeniu sobie z trudnościami.

Dlaczego lalki mają tak zbawienny wpływ? Na czym polega ich "magia"?

— "Magia" lalek reborn polega na hiperrealizmie, począwszy od rzeźbienia danego modelu poprzez malowanie urealniające go, aż po sposób układania się takiej lali w ramionach. Kiedy bierzemy ją na ręce, czujemy rzeczywisty ciężar prawdziwego niemowlęcia. Do tego całe "ciałko" i kończyny układają się bardzo naturalnie. Główka lali opada do tyłu, wymagając podtrzymania jak u prawdziwego dziecka. To wszystko wywołuje u nas potrzebę "zaopiekowania" się taką lalką z dużą dozą skupienia i delikatności oraz fale błogiego spokoju i radości. Zawsze powtarzam, że to trzeba poczuć żeby zrozumieć.

Jedną z klientek pani Barbary była olsztynianka, która również wystąpiła w programie. Pani Ola kupiła lalkę w celach terapeutycznych, nie mogąc pogodzić się ze stratą dziecka.

— Dwa lata - tyle zajęło mi, aby przetrawić to, co się stało — powiedziała pani Ola. — Miałam wsparcie najbliższych, chodziłam na terapię, byłam pod opieką psychiatry, ale nic nie pomagało. Na lalki trafiłam przypadkiem. Od razu mi się spodobały, bo są prawdziwymi dziełami sztuki. Gdy przeczytałam o ich funkcji terapeutycznej, byłam sceptyczna. Jednak z drugiej strony, byłam też w tak kiepskim stanie, że chciałam spróbować wszystkiego. I to była bardzo dobra decyzja. W ciągu pół roku “opieki” nad “Stasiem” wyleczyłam się z płakania na widok małych dzieci, ciężarnych kobiet i liczenia, ile moje dziecko miałoby teraz lat, gdybym go nie straciła. Uważam, że pani Basia robi kawał dobrej roboty. Jestem szczęśliwa, że mogłam wziąć udział w programie i opowiedzieć swoją historię. Nie chcę, aby jakakolwiek kobieta musiała cierpieć dłużej niż to konieczne.

Oprócz olsztynianki w programie wystąpiły również inne Polki. Nie wszystkie kupują lalki w celach terapeutycznych. Część z nich to po prostu kolekcjonerki. Swoją pasją mają okazję dzielić się z innymi kobietami na specjalnych spotkaniach, które organizuje pani Barbara.

Olga Dadańska