Nasz zegar biologiczny zimą

2022-01-06 20:01:41 (ost. akt: 2022-01-05 17:15:18)

Autor zdjęcia: Pixabay

Czy zima wpływa na nasz organizm? Czy to normalne, że o tej porze roku częściej dopada nas senność i… niepohamowany głód? Czy to możliwe, że winę ponosi właśnie zima albo nawet sam brak światła?
Praktycznie permanentnie odczuwamy spadek nastroju. Mamy kłopoty z koncentracją, a jak już klapniemy w fotelu lub na kanapę — to nie mamy ochoty wstawać… I nic w tym dziwnego, bo tak jak dla przyrody — także dla naszego organizmu jesień i zima to czas wyciszenia. Jak zatem konkretnie zima i deficyt światła wpływają na organizm? I jak najlepiej przetrwać ten czas?

Brak słońca


Wszyscy dokładnie wiemy, jak ważne dla naszych organizmów jest słońce i jak cierpimy z powodu jego braku. Nie bez kozery Skandynawowie doświetlają się zimą specjalnymi lampami, bo im dalej na północ i im krótsze dni — tym szybciej w tamtych rejonach Ziemi rosną wskaźniki samobójstw…! Skutek jest taki, że z braku światła słonecznego więcej śpimy, więcej jemy, a o wiele mniej się ruszamy. Najłatwiej oczywiście za taki stan rzeczy zrzucić winę na lenistwo — ale tak naprawdę to nasze spowolnienie jest bardziej złożoną reakcją organizmu na brak światła.

A trzeba pamiętać, że światło słoneczne reguluje praktycznie wszystkie procesy zachodzące w organizmie. Promienie światła padają na znajdujące się w oku receptory, czopki i pręciki na siatkówce, po czym zamieniają się na impulsy, które docierają do centralnego układu sterowania, czyli do mózgu. A ponieważ zimą jest ciemno, gdy do pracy lub szkoły wychodzimy, i ciemno jest, gdy wracamy, a z kolei sztuczne oświetlenie to zbyt mało, by niedobór promieni słonecznych zrekompensować — w ciągu dnia spada nam poziom serotoniny, dopaminy i beta-endorfiny. To hormony, których niedobór sprawia, że wolniej reagujemy na bodźce zewnętrzne i szybciej się męczymy. Pogarsza się także nasza sprawność intelektualna. Z tych trzech hormonów bardzo ważna jest serotonina: odgrywa kluczową rolę w regulacji ciśnienia krwi i temperatury ciała, także procesach krzepnięcia krwi. Ponadto stymuluje ośrodkowy i obwodowy układ nerwowy. Gdy te ośrodki przyjemności w mózgu nie są odpowiednio pobudzane, my odczuwamy spadek nastroju, a czasem wręcz popadamy w apatię. W naszej szerokości geograficznej zimową chandrę odczuwa aż 20 proc. osób, z czego cierpią głownie kobiety: na sezonowy spadek nastroju zapadają 4 razy częściej niż mężczyźni…!

Z kolei niedobór emitowanych przez słońce promieni nadfioletowych sprawia, że nasza skóra produkuje zbyt mało witaminy D. To niedobrze, bo akurat ta witamina nie tylko ułatwia przyswajanie wapnia i fosforu, niebagatelnych przecież dla zdrowia naszych kości i zębów — ale reguluje też wydzielanie insuliny. Do tego obniża poziom złego cholesterolu, bo do jej produkcji organizm zużywa sporo cholesterolu z własnych zapasów.

Na spadek serotoniny, dopaminy i beta-endorfiny ponocna bywa fototerapia. Popularna właśnie w Skandynawii — skutecznie zwiększa poziom tych hormonów. Emitowane w czasie zabiegu światło nie zawiera promieniowania UV — nie parzy więc, nie szkodzi oczom, a pomaga się doświetlić. Można skorzystać z usług gabinetu odnowy biologicznej czy medycyny naturalnej, ale lampę można kupić także do użytku domowego. Trzeba tylko wybrać taki egzemplarz, który emituje światło o natężeniu przynajmniej 10 tys. luksów. Z fototerapią muszą uważać osoby chore na cukrzycę i nadczynność tarczycy. Nie jest też wskazana przy nawracających zapaleniach spojówek i innych chorobach oczu.

Nadmiar melatoniny


Melatonina to kolejny hormon, na który wpływ ma mniejsza ilość światła. W przeciwieństwie jednak do tamtych trzech — z braku światła poziom melatoniny rośnie i to też niedobrze…! Melatonina to bowiem hormon snu, i gdy w naszym organizmie jest jej dużo — nam chce się spać. Gdy światła mamy pod dostatkiem, produkcja melatoniny spada, a my czujemy się pełni energii i wigoru. Ale gdy jest ciemno, robi się jej dużo i to do tego stopnia, że wysoki poziom melatoniny utrzymuje się przez całą dobę, więc znów winne są te bardzo krótkie zimowe dni…

I to dlatego nawet z samego rana czujemy się bardziej ociężali, mniej sprawni — tak fizycznie, jak i psychicznie. Jakby tego było mało, nocą, choć poziom melatoniny w naszym organizmie jest wciąż wysoki, jakby na przekór często miewamy kłopoty ze snem: bez żadnego powodu wybudzamy się po kilka razy albo w ogóle nie możemy zasnąć i rano budzimy się niewyspani. Wysoki poziom melatoniny ma wpływ na wiele narządów wewnętrznych. Hamuje choćby czynności tarczycy, która wydziela wtedy mniej tyroksyny (T4) i trójjodotyroniny (T3). A gdy tych T jest za mało — nasz metabolizm zwalnia i przybieramy na wadze.

A jednak na nadmiar melatoniny są sposoby. Przede wszystkim częściej słuchajmy muzyki: to ona doda nam energii. Ja stawiam na jazz, funky, a przede wszystkim na gorące rytmy latynoskie — badania, w które święcie wierzę, wykazały, że Latynosi to najszczęśliwsi ludzie na świecie…!

Kto nie wierzy w moc muzyki, może wspomagać się zieloną herbatą, najlepiej taką z dodatkiem guarany. Podobne działanie będzie miała szklanka świeżo wyciśniętego soku z owoców cytrusowych.

Na sen wielki wpływ mają też warunki panujące w naszej sypialni. Temperatura nie powinna nawet zimą przekraczać tam 18 st. C. Nie tylko łatwiej nam będzie zasnąć, ale taka liczba stopni pozytywnie wpłynie też na błony śluzowe wyściełające górne drogi oddechowe. Wspomoże nas też kolacja: produkcję hormonu snu poprawiają węglowodany i białka. Zjedzmy więc banana pod twarożek, rybkę lub makaron na mleku.

Więcej wody…!


Może się to wydawać dziwne, ale jesienią i zimą skóra traci wilgoć prawie dwa razy szybciej niż latem…! Winę za taki stan rzeczy ponosi częsty o tych porach, silny i wysuszający wiatr, mroźne powietrze, ale w równym stopniu niewietrzone i ogrzewane kaloryferami pomieszczenia. Na pierwszy ogień oczywiście idzie skóra, która natychmiast robi się przesuszona i bardziej skłonna do podrażnień. Ale cierpi cały organizm, w którym z braku wody gęstnieje i wolniej płynie krew, skutkiem czego do wszystkich komórek dociera mniej substancji odżywczych, a my odczuwamy chroniczne zmęczenie. Jakby tego wszystkiego było mało, wysychają też nasze śluzówki, co oczywiście oznacza słabszą ochronę przed atakami chorobotwórczych drobnoustrojów.

Organizm o niedoborze wody zawiadamia nas większym pragnieniem i nie wolno tego bagatelizować, bo całkiem możliwe, że już się odwodniliśmy. Dlatego zasada jest tak, że pijemy nawet wtedy, gdy nie mamy na to ochoty — minimum 2 litry płynów dziennie. Najlepsza jest woda mineralna średniozmineralizowana, bo uzupełnia ewentualne niedobory ważnych dla zdrowia pierwiastków. Ale dobra jest też zielona herbata. Dodatkowo polecam zupy: one też są źródłem wody. No i pamiętamy o kosmetykach, które chronią skórę przed wysuszeniem i mrozem.

Magdalena Maria Bukowiecka