Na święta chciałabym dostać wałek... żeby zdzielić nim męża

2021-12-18 20:30:07(ost. akt: 2021-12-18 11:51:36)
Co żona znajdzie w tym roku pod choinką?

Co żona znajdzie w tym roku pod choinką?

Autor zdjęcia: pixabay.com

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zatem czy dobry prezent zawsze jest dobry? Żona na święta chciałaby dostać coś dla siebie, a nie do kuchni. Bo to stawia ją w niezręcznej sytuacji i... w kuchni oczywiście. Przy garach. Jak w tym znanym polskim powiedzeniu...
Święta tuż tuż. Tylko jak ich nie zepsuć? Chodzi oczywiście o prezenty, te niechciane. Kiedyś prym wiodły skarpetki, które dziś wróciły do łask. Bo kiedyś były szare jak rzeczywistość, więc nieatrakcyjne, dziś są kolorowe jak nasze sny o przyszłości. Chociaż, gdy patrzę, jak inflacja idzie w górę, niedługo może będzie nas stać jedynie na skarpetki…

Ale pal licho, za chwilę święta, więc nie ma się co załamywać tym, że zakupy masakrują nasze portfele. Jasne, nie jest do śmiechu, ale co możemy zrobić? Czekać na Świętego Mikołaja, a nuż widelec przyniesie coś na poprawę humoru. O ile ten da się w ogóle poprawić… I oby trafił z prezentem.

Na myśl przychodzi mi sytuacja mojej znajomej. Jej tata wpadł kiedyś na genialny pomysł, żeby kupić żonie prodiż. To takie połączenie garnka z piekarnikiem. Był hitem PRL-u. Kto pamięta, niech zamknie oczy i przypomni sobie zapach pieczonego w nim pasztetu. I ile było przy nim roboty. A kto nie ma zielonego pojęcia, czym wyróżnia się ten garnek, niech wpisze go w wyszukiwarkę. Urodą nie grzeszy. I właśnie, gdy mama rozpakowała prezent pod choinką, ręce jej opadły. Bo prodiż na święta? Serio? Spojrzała wymownie na męża i spytała, jakim cudem taki pomysł wpadł mu do głowy. Co usłyszała? Że chciał kupić coś praktycznego. Tak jak żona, która dała mu kiedyś… siekierę. Rzeczywiście, praktyczna jak cholera.

Inny mąż swojej żonie kupił garnki. Piękny, lśniący, srebrny zestaw. Prawie jak naszyjnik. Oczywiście też na święta. I też, żeby było praktycznie. Niby że miejsce kobiety jest w kuchni, przy garach. Tylko kto na tym korzysta? Mąż, który będzie miał zawsze podane do stołu? I jeszcze pytanie: kto pozmywa po obiedzie? Jeszcze inny mąż kupił żonie jajowar. Wcześniej siekacz do ziół. A jeszcze wcześniej… szkoda gadać. Żona twierdzi, że w tym roku powinna znaleźć pod choinką wałek do ciasta, żeby zdzielić nim męża po głowie. Nic innego nie potrzebuje. I tak nigdy nie dostaje niczego dla siebie, bo zawsze do kuchni, więc chce sobie poużywać.

Zastanawia mnie, co się dzieje w mężu, w środku, w głowie, że wpada na taki pomysł. Promocja w sklepie? Rozmowa z sąsiadką? Reklama w telewizji? Przypadek? A może ma to w genach, wyssał z mlekiem matki? Oczywiście, z roku na rok, coraz więcej Polaków zapewnia, że najlepszy model rodziny to ten, w którym domowe obowiązki są dzielone po równo. Panowie biją się w pierś, że są wparciem dla swoich żon. Że są alfą i omegą w domu. Ile jest w tym prawdy? Myślę, że coraz bardziej nam to wychodzi. Nie tylko młodzi mężowie, ale też starsi panowie stają na wysokości zadania. I wcale nie są pantoflarzami.

Pamiętam, jak zadzwoniłam kiedyś do Wojciecha Fortuny, skoczka narciarskiego i mistrza olimpijskiego z Sapporo. Powiedział, że właśnie obiera ziemniaki na obiad. I że zawsze to robi, bo przecież żonie trzeba pomagać. I że jeśli nie będzie mi to przeszkadzało, może obierać dalej i rozmawiać ze mną. To było zaskakujące. Mistrz i ziemniaki? Szkoda, że nie spytałam, co dał żonie na święta.

A prezenty bywają różne. Nie mówię już tylko o tych garnkach, jajowarach czy prodiżach. Są też takie, które mówią wprost: „myślę, że masz ze sobą problem", "jesteś gruba" albo... „robią ci się zmarszczki”. I jak się zachować w tej sytuacji? Czy żona ma być szczera, a może dyplomatyczna? Nawet jeśli uśmiecha się na siłę, drogi mężu, to wiedz, że coś się dzieje. Że się w niej w środku gotuje. Bulgocze, wręcz kipi. I wcześniej czy później z niej to wyjdzie. Na przykład, gdy będziesz chciał oglądać Stocha w natarciu. Jeśli więc myślisz, że żona niecierpliwie czeka na prezent do kuchni, to przemyśl to dwa razy. Lepiej kup jej talon na balon albo voucher do spa. Może nawet sprezentuj jej kurs tańca. Broń boże kurs robienia past twarogowych! (kto pamięta cytat z „Kogla mogla”?) A jeśli nie masz pieniędzy, zrób taki voucher sam — z napisem, że ma tydzień wolnego od gotowania, sprzątania, prasowania. Ma po prostu czas wolny. A czas to pieniądz.

Ale oczywiście jak kij ma dwa końce, a medal dwie strony, żona też nie powinna myśleć praktycznie. Nie powinna kupować mężowi siekiery pod choinkę. W sumie to nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jednym z moich najdziwniejszych prezentów, jaki dałam mężowi (było to lata temu, bo dziś jestem po rozwodzie), był model ludzkiej czaszki. Miał zdejmowane czoło, a w środku… to, co powinno być w środku. Ucieszył się, bo akurat taka była mu przydatna na podyplomówce. Mówił, że się cieszy i nawet na takiego wyglądał. Tylko, tak myślę po latach, aby na pewno?

Ada Romanowska

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Dorota #3085186 18 gru 2021 21:31

    Kolejna promocja przemocy kobiet wobec mężczyzn, i tak już wszechobecnej.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)