Pierwsza certyfikowana towarzyszka w żałobie. Anja Franczak opowiada o tym, jak pomaga przejść trudny czas

2021-11-06 20:07:00 (ost. akt: 2021-11-05 15:38:29)
Anja Franczak, pierwsza w Polsce certyfikowana towarzyszka w żałobie

Anja Franczak, pierwsza w Polsce certyfikowana towarzyszka w żałobie

Autor zdjęcia: Mikołaj Starzyński

Osobie przeżywającej żałobę zwykle mówimy: „będzie dobrze”, co wcale nie pomaga. Nie pozwalamy na przeżywanie straty. Anja Franczak jest pierwszą w Polsce certyfikowaną towarzyszką w żałobie, która uczy, jak wspierać w rozpaczy.
— Z pojęciem douli umierania po raz pierwszy zetknęłam się dzięki książce Jodi Picoult „Księga dwóch dróg”, gdzie była nią główna bohaterka. Towarzyszka w żałobie, doula umierania to zawody zupełnie nieznane w Polsce.
— Tak, na świecie istnieje kilka zawodów, które zajmują się sferą śmierci i żałoby, w Polsce natomiast są zupełnie nieznane. Jednym z nich jest właśnie towarzysz w żałobie, kolejnym — doula umierania. Zaczęłam interesować się tym tematem kilka lat temu. W końcu, w 2019 roku ukończyłam szkolenie w instytucie w Heidelbergu i uzyskałam certyfikat wystawiany przez Bundesverband Trauerbegleitung (Niemiecki Związek Zawodowy Towarzyszy w Żałobie), który wyznacza standardy profesjonalne w Niemczech. Obecnie, dodatkowo, biorę udział w szkoleniu, dzięki któremu będę również doulą umierania.

— Jednak takie szkolenia nie odbywają się w Polsce.
— Jestem pół Niemką, pół Chorwatką, ale od 11 lat mieszkam w Polsce. Pomyślałam, że jeśli ten zawód jest tutaj nieznany, chcę zebrać wszystkie swoje doświadczenia i dzielić się nimi właśnie w Polsce. Już prowadzę krótkie kursy w tym zakresie, a w przyszłości chciałabym stworzyć tutaj, na miejscu, szerszą ofertę edukacyjną. Myślę, że edukacja o umieraniu i żałobie dochodzi dziś do głosu zupełnie nieprzypadkowo. We współczesnej kulturze temat śmierci i odchodzenia spychany jest na margines. Kiedyś, w naszej historii, wokół pogrzebów, zawsze wzbierała się wspólnota. Przed laty z żałobą, stratą, związane było wiele rytuałów, które pozwalały nam się z nią oswoić. Było wspólne czuwanie przy zmarłym, gdzie zbierała się wspólnota wspierająca najbliższą rodzinę w pierwszych dniach żałoby. Dziś te rytuały praktykuje się coraz rzadziej.

— To sprawia, że w żałobie jesteśmy bardzo samotni?
— Tak, bo żałoba jest traktowana jak coś prywatnego, z czym każdy powinien poradzić sobie sam. A im bardziej jesteśmy w tym momencie samotni, tym towarzyszy nam większe poczucie pustki. Osoby w żałobie często doświadczają, że osoby w ich otoczeniu unikają tematu albo nawet kontaktu, bo czują się niekomfortowo. Z samotnością i bezradnością spotykają się również osoby terminalnie chore oraz ich opiekunowie. Kiedyś w rodzinach przekazywano wiedzę na temat tego, jak rozpoznać oznaki zbliżającej się śmierci. Dziś wygląda to inaczej. Taka wiedza traktowana jest jako specjalistyczna, do której mają dostęp głównie profesjonaliści w zawodach medycznych. Te zawody, jak towarzysz w żałobie czy doula umierania, są więc też po to, by ta wiedza wróciła do ludzi. By tematem umierania czy żałoby nie zajmowały się wyłącznie osoby po medycynie albo psychologii. Odchodzenie, żałoba są wpisane w nasze życie i tak naprawdę bliscy też mogą nauczyć się, jak w tej sytuacji towarzyszyć. Każdy z nas ma takie umiejętności, tylko czasami brakuje odwagi, żeby doświadczyć sytuacji, która charakteryzuje się głównie bezradnością i niepewnością.

— Jednak wciąż śmierć jest tematem tabu?
— Tak i przez to nie jest traktuje się jej jako czegoś naturalnego, wpisanego w nasze życie, a raczej wroga, z którym trzeba walczyć. Straciliśmy kontakt ze śmiercią, a to wzbudza w nas ogromny lęk. I to jest chyba jedna z głównych ról mojego zawodu — edukacja. By mówić o żałobie, umieraniu, bardziej otwarcie. By pomóc ludziom nauczyć się wspierać innych w żałobie.

— By wiedzieć, jak się wtedy zachować. Bo na pewno nie pomagają słowa: „będzie dobrze”.
— To właśnie efekt myślenia zadaniowego. W zetknięciu ze śmiercią, żałobą, jesteśmy bezradni. Zamiast wspierać, mówimy osobom po stracie: „musisz być silny” czy „weź się w garść”. Wydaje się nam, że musimy coś powiedzieć, by ta osoba była mniej smutna. A to przecież niemożliwe. Co więcej, wymaga się, by taka osoba jak najszybciej wróciła do pracy. Tu mamy tak naprawdę do czynienia z brakiem pozwolenia na żałobę. Serce podpowiada nam, by zbliżyć się do osoby w żałobie, ale wtedy włącza się umysł i reagujemy strachem. Wybieramy dystans.

— Często barierą są też powszechnie panujące mity na temat żałoby. Chociażby pięć faz przeżywania żałoby.
— Tak naprawdę ten model od Elizabeth Kübler-Ross, która opisywała pięć etapów żałoby (zaprzeczenie, gniew, targowanie, depresja, akceptacja – red.), jest dzisiaj uważany jest za przestarzały. To teoria, która powstała w latach 60. Była jedną z pierwszych prób opisywania żałoby, a dziś w tym temacie bardzo dużo się zmieniło. Współczesna psychologia żałoby opisuje już ją w zupełnie inny sposób. Zakłada przede wszystkim indywidualizm w jej przeżywaniu. Tak naprawdę jest tyle rodzajów żałoby, ile ludzi na świecie. Niestety w Polsce większość tych nowoczesnych metod i publikacji nie jest szeroko znana. Wynika to po części z tego, że kilka kluczowych publikacji o żałobie nie jest dostępnych w języku polskim. I nadal na uczelniach mówi się właśnie o tych pięciu fazach żałoby, mimo że w międzynarodowym dyskursie naukowym funkcjonują już inne standardy.

— I dlatego wciąż pokutuje przekonanie, że jeśli przeżywamy żałobę przez rok, jest w porządku. Ale już dziesięć lat — to już bardzo źle.
— No właśnie. To kolejny mit, że żałoba ma się kończyć. Każda osoba, która straciła kogoś bliskiego — dziecko, rodzica czy partnera wie, że żałoba się nie kończy. Ta strata zostanie z nami, co nie oznacza jednak, że na zawsze pozostanie też cierpienie. W żałobę wpisana jest zmiana. Może z czasem ból będzie mniejszy, może będzie pojawiać się rzadziej. To nie jest tak, że w pewnym momencie zamkniemy etap żałoby i wszystko z nią związane zniknie. Nie usuniemy przecież bliskiej osoby, która zmarła, z naszego życia. Ona na zawsze pozostanie dla nas ważna, mimo że nie ma jej już z nami fizycznie. Nadal ją kochamy. Chodzi o to, by w naszym życiu znaleźć również miejsce na żałobę.

— Towarzyszka w żałobie pomaga nie tylko bliskim po stracie, ale też osobom umierającym. Na czym polega to wsparcie?
— Towarzyszenie w umieraniu nie skupia się wyłącznie na osobie, która znajduje się na ostatnim etapie życia, a na całym jej otoczeniu. Często w takich sytuacjach, szczególnie w przypadku choroby terminalnej, rodzina skupia się na działaniu - jak możemy uratować taką osobę, przedłużyć życie, chronić przed śmiercią. A przecież śmierć jest nieunikniona. Tracimy z oczu najważniejsze, czyli to, jak w najlepszy sposób przeżyć razem te ostatnie dni, czym je wypełnić. Może osoba umierająca chciałaby jeszcze coś ważnego zrobić, może rozwiązać jakiś konflikt, może spisać testament czy uporządkować inne sprawy? Rolą douli umierania jest też bycie mediatorką pomiędzy bliskimi a umierającym, która ułatwia te rozmowy. Doula przełamuje milczenie i strach przed zadawaniem pytań. Sprawia, że rozmowa o śmierci staje się czymś normalnym.

— Pani podejmuje wiele działań edukacyjnych, które mają sprawić, że temat śmierci przestanie być tematem tabu. Jednym z nich są otwarte spotkania „Death Cafe”. Jak ludzie na nie reagują?
— Widzę duże zainteresowanie. Spotkania „Death Cafe” organizuję przeważnie raz w miesiącu. Obecnie, przez pandemię, online. Widzę, że to przedsięwzięcie cieszy się dużym zainteresowaniem i biorą w nim udział ludzie z całej Polski, w każdym wieku. Dzięki tym spotkaniom, albo też warsztatom o śmierci i żałobie, chcemy stworzyć przestrzeń do rozmowy. By temat śmierci przestał być tabu. By pokazać, że to w porządku, kiedy jest to dla nas trudne, że wszyscy boimy się tych tematów, ale bądźmy w tym razem. Może kiedy będziemy się wspierać nawzajem, będzie nam łatwiej? Może ta nasza wspólna rozmowa pozwoli nam się z tymi tematami oswoić?

— Dziś jest pani w Polsce jedyną certyfikowaną towarzyszką w żałobie. To trudny zawód. Nie żałuje pani tej decyzji?
— Oczywiście, że nie. Bardzo lubię swój zawód. Ludzie często pytają mnie, czy praca z ludźmi po stracie nie jest zbyt obciążająca, zbyt trudna. Tak, te rozmowy nie są łatwe. Jednak pojawia się w nich przecież nie tylko smutek, ale też jest miejsce na śmiech, dobre wspomnienia, jest w nich dużo miłości. Bo przecież żałoba istnieje tam, gdzie była miłość. Jedno nie istnieje bez drugiego. Tylko wtedy, kiedy umiera ktoś dla nas ważny, my będziemy w żałobie. A z drugiej strony, wszędzie tam, gdzie jest miłość, kiedyś będzie też żałoba. Wszyscy, których kochamy, kiedyś umrą. We współczesnej kulturze wypieramy z naszej świadomości fakt, że śmierć jest wpisana w nasze życie.

Katarzyna Janków-Mazurkiewicz