Rowerowa Obwodnica Olsztyna (41): Morąg-Miłakowo-Olsztyn

2021-10-16 10:00:00 (ost. akt: 2021-10-16 10:40:22)
Macewa na kirkucie w Moragu

Macewa na kirkucie w Moragu

Autor zdjęcia: Igor Hrywna

— Trzykrotnie umarli kirkutu: śmiercią, rozbitym nagrobkiem, zapomnieniem — taki napis widnieje przy wejściu na żydowski cmentarz w Morągu. Widziałem go na zdjęciu. Teraz go dotknąłem.
Tym razem wytyczyłem sobie trasę, na której znalazły się dwa żydowskie cmentarze. Ten już wspomniany i ten z Miłakowa.

Wystartowałem w Morągu a potem rowerem przez Miłakowo i Dobre Miasto wróciłem do Olsztyna. W sumie przejechałem jakieś 70-75 kilometrów.

Do Morąga dojechałem pociągiem. Co warto tam zobaczyć? Na pewno XV- wieczny ratusz i stojące przed nim armaty, które Prusacy zdobyli na Francuzach w czasie wojny 1870-1871.



Dalej nieco starszy pałac Dohnów, w którym teraz mieści się Muzeum Warmii i Mazur im. J. G. Herdera (1744-1803). Ten niemiecki filozof urodził się właśnie w Morągu czy precyzyjniej w Mohrungen. Był przyjacielem Słowian, a z podróży na Ukrainę do Królewca wrócił z przekonaniem, że Słowianie kiedyś staną się dominującą siłą w Europie. Jego pomnik stoi niedaleko XIV-wiecznego kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła. W świątyni zachowały się XV-wieczne freski i ołtarz główny z 1690 roku. Morąg, tak jak większość, warmińsko-mazurskich miast zniszczyli w 1945 roku sowieccy żołnierze. Dom Herdera też.


Spod kościoła pojechałem na kirkut. Żydzi w czasach kiedy powstawał Morąg nie mieli w Europie łatwego życia. Podobnie było w państwie krzyżackim, a potem pruskim.

W XIV wieku w Europie Zachodniej szalała dżuma. Dochodziło wtedy do licznych pogromów, bo to Żydów motłoch oskarżał o jej wywołanie. Żydzi szukali wtedy (i znaleźli) schronienie między innymi w Królestwie Polskim.

Na terenie Zakonu, a potem Prus Książęcych i wreszcie Królestwa Prus aż do początku XIX wieku obowiązywał zakaz osiedlanie się Źydów. Ostatecznie w połowie XIX wieku żyjącym w Prusach Żydom przyznano te same prawa co chrześcijanom.

W Prusach Wschodnich nigdy nie było ich zbyt wielu. W XVIII wieku mieszkało ich tam tylko kilkuset, najwięcej w Królewcu.

W drugiej połowie XIX wieku było ich nieco ponad 14 tysięcy, co nie stanowiło nawet 1% ogółu mieszkańców. Więcej było ich oczywiście w miastach. Ci, którzy nie wyjechali z Niemiec w latach 30tych, zostali zamordowani w niemieckich obozach.

W Morągu Żydzi pojawili się na przełomie XVIII/XIX wieku. Wtedy też założyli cmentarz przy drodze do Pasłęka, który jak wiele innych kirkutów (choćby olsztyński) przetrwał wojnę, a zdewastowano go w latach 50tych.


Wtedy miał ostatecznie zniknąć z powierzchni ziemi. Planowano włączyć go w skład poligonu.

Cmentarz jednak przetrwał. Do dzisiaj zachowało się kilkanaście macew, z czego tylko kilka jest czytelnych. Macewy swoim wyglądem nawiązują do bramy i symbolizują przejście do innego świata. Położone na nich kamyki to symbol pamięci o zmarłych, taki jak nasze znicze.


Po upadku komuny z inicjatywy nauczyciela Krzysztofa Piotrowskiego uczniowie uporządkowali cmentarz.

W 2002 r. na słupie dawnej cmentarnej bramy umieszczono tablicę z czarnego granitu z napisem: "Trzykrotni umarli kirkutu: śmiercią, rozbitym nagrobkiem, zapomnieniem. Cmentarz gminy żydowskiej w Morągu z lat 1835 - 1933".

Z cmentarza pojechałem drogą 528 do Miłakowa (można też dojechać dłuższą, szutrowa drogą przez Gubity).


Pierwszy przystanek zrobiłem sobie za wsią Plebania Wólka. Przy drodze stoi tam pomnik z czasów, kiedy w Prusach Napoleon ścierał się z rosyjskim i pruskim wojskiem. Upamiętnia on generała-porucznika Romana (Reihholda) von Anrep, który zginął podczas “ścigania nieprzyjaciela” 13 stycznia 1807 roku. I wbrew pozorom nie ścigał on Francuzów dowodząc Prusakami, ale Rosjanami. Bo był rosyjskim generałem. Ale nie ma w tym nic dziwnego, bo to Niemcy od XVII wieku budowali rosyjska potęgę, militarną i gospodarczą. Zresztą nie tylko oni.


Drugi przystanek robię w Jurkach. Dostrzegłem z drogi resztki "czegoś". Okazało się, że to resztki cmentarza ewangelickiego. Ocalał na nim jeden jedyny napis.


Trzeci w Niebrzydowie Wielkim przy pomniku poświęconym mieszkańcom wsi poległym podczas I wojny światowej. Po nazwiskach widać, że nie jesteśmy, ani na historycznej południowej Warmii, ani na Mazurach. Bo za wyjątkiem jednego, wszystkie nazwiska na tablicy są niemiecko brzmiące.



Za Niebrzydowem skręcam z asfaltu na szuter. Po drodze mijam ścieżkę rowerową, którą do 1945 roku jeździły pociągi z Morąga do Ornety. Otwarto ją w 1898 roku, w 1945 zwinęli ją Sowieci i wywieźli do Rosji. Podobnie zresztą jak wiele innych, jak choćby z Giżycka do Orzysza.


No i jestem w Miłakowie, które po wojnie przez moment nazywało się Lubomino, a którą to nazwę oddało później leżącemu już na Warmii i w powiecie lidzbarskim miasteczku Arnsdorf.

Zatrzymuję się na chwilę przy kościele św. Elżbiety i Wojciecha. Zbudowano go w XIV wieku. Na początku XIX wieku zniszczył go pożar, a w 1945 roku ucierpiał w wyniku działań wojennych. Odbudowano go ostatecznie w 1954 roku. Niestety był zamknięty.


Miłakowski cmentarz żydowski wchłonęła współczesna, katolicka nekropolia. Stąd ocalałych 6 macew otoczonych jest krzyżami. Żydzi w Miłakowie stanowili niewielką mniejszość.


Kirkut założyli w 1809 roku. 70 lat później mieszkało ich w Miłakowie 110 (miasteczko liczyło wtedy 2311 mieszkańców). Potem ich liczba stale malała. W latach 30 było ich już mniej niż 30.


Dodajmy, że na miejscowym cmentarzu spoczywa ksiądz Bruno Siegel (1889-1945), którego Sowieci zamordowali 30 stycznia 1945 roku. Kapłana został włączony w poczet warmińskich męczenników, którzy zginęli śmiercią męczeńską podczas II wojny światowej.

Po drugiej stronie ulicy można i warto przystanąć chwile przy lapidarium, na którym zgromadzono zachowane nagrobki z cmentarza ewangelickiego. Na specjalnych tablicach zapisano imiona i nazwiska mieszkańców Miłakowa, którzy stracili życie zimą i wiosną 1945 roku.


— Śmierć tych ludzi spowodowana była w większości złymi, wręcz chaotycznymi warunkami życia panującymi w tym okresie na tym terenie, to jest końcowej fazie II Wojny Światowej. Ludzie ci często pozbawieni praw człowieka i traktowani bez litości, byli chowani na niniejszym cmentarzu bez nazwisk, tablic i nagrobków — czytamy na jednej z tablic.

Z Miłakowo ruszyłem do Ełdyt Wielkich. Najpierw zajrzałem na cmentarz, gdzie zachowało się kilka żeliwnych krzyży z przełomu XIX/XX wieku.


Tamtejsza parafia uchodzi za najstarszą na Warmii, bo wieś założono w 1289 roku, a kościół (potem mocno przebudowany) postawiono w XIV wieku. Koło kościoła zdjęcia robiliśmy razem z siwowłosym mężczyzna, który od razu pasował mi na Niemca.


W Wilczkowie, na przykościelnym cmentarzyku, spotkałem go po raz drugi i zagadnąłem go. Okazało się, że to Warmiak, którego rodzice pochodzili z podolsztyńskiej Wrzesiny. Pogadaliśmy chwilę. On po niemiecku, ja łamanym angielskim.


Wilczkowo to niemiecka Warmia. I właśnie dlatego niemiecki biskup zesłał tam na parafię księdza Robert Bilitewskiego (1859-1935), jednego z najbardziej znanych polskich Warmiaków.

Było to kara za protest przeciwko zniesieniu nauki religii w języku polskim. Inny znany polski ksiądz Walenty Barczewski (1856-1928) odmawiając kandydowania z polskiej listy napisał: ”Przesiedlono by mnie w niemieckie strony, gdziebym usech, jak ks. dra Bilitewskiego przesadzono do Wolfsdorfu, gdzie obecnie choruje i usycha”.


Dobre Miasto powitało mnie jak zawsze wieżą kolegiaty. To jeden z największych i najpiękniejszych kościołów na Warmii i Mazurach.

XIV wieczna świątynia ma długość 61,5 metra i szerokość 25,5 m. W nawie południowej możemy zobaczyć między innymi ołtarz mariacki z około 1430 roku, a północnej późnogotycki tryptyk z rzeźbioną grupą św. Anny Samotrzeć z około 1500. Ołtarz główny jest nieco starszy i pochodzi z XVIII wieku.


Na miejscowym cmentarzu zachowało się kilka przedwojennych nagrobków.

— Tych trzech niemieckich grobów nie pozwolił ruszyć ksiądz — powiedziała starsza pani, którą spotkałem na cmentarzu. — Są tu pochowani przedwojenni proboszczowie — wyjaśniła.
— Kiedy tu przyjechałam po wojnie cały cmentarz był niemiecki — dodała.

Stamtąd pojechałem Warmińską Łynostradą w stronę Olsztyna (odłączyłem od niej w Braswałdzie). Pod drodze przystanąłem na chwilę w Cerkiewniku, by dotrzymać przez chwile towarzystwa tej zjawiskowej postaci.


Trasa ok. 75 kilometrów
Morąg - Miłakowo - Henrykowo - Ełdyty Wielkie - Wilczkowo - Dobre Miasto - Barkweda - Dywity - CEiK

Inne trasy przejechane w ramach Rowerowej Obwodnicy Olsztyna


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. abc #3078043 17 paź 2021 12:30

    Piękny artykuł i zdjęcia - dużo się dowiedziałam. Dziękuje.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz