Międzynarodowy Dzień Głuchych. Co to znaczy być osobą głuchą w Polsce?

2021-09-26 10:37:46 (ost. akt: 2021-09-25 15:15:34)
Olsztyńskie Stowarzyszenie Głuchych

Olsztyńskie Stowarzyszenie Głuchych

Autor zdjęcia: Paweł Snopkow

Co to znaczy być osobą głuchą w Polsce? Często, niestety, oznacza to nieustanną walkę z przeciwnościami w codziennym życiu. Warto o tym pomyśleć szczególnie teraz. W najbliższą niedzielę obchodzimy Międzynarodowy Dzień Głuchych i Języka Migowego.
Święto ustanowiono w 1958 roku. Zwyczajowo obchodzi się je w ostatnią niedzielę września. Z czasem obchody rozszerzono do całego tygodnia. Wszystko po to, by zwrócić uwagę społeczeństwa, polityków i władz zarówno na osiągnięcia osób głuchych, jak też na trudności, z jakimi muszą się mierzyć.
O problemach osób niesłyszących niejednokrotnie pisaliśmy na łamach "Gazety Olsztyńskiej". Pod koniec czerwca 2021 roku odwiedziliśmy siedzibę Olsztyńskiego Stowarzyszenia Głuchych. Za pośrednictwem Barbary Pardy, tłumaczki języka migowego, udało nam się porozmawiać z tymi ludźmi. Przypomnijmy, co nam wówczas opowiedzieli.

Szkoła nie dla głuchych?


Osobie, która urodziła się głucha, nauka języka polskiego przychodzi z trudem. Jak bowiem zrozumieć znaczenie danej litery lub głoski, gdy się jej nie słyszy? Sprawy nie ułatwiają obowiązujące w szkołach standardy.

— W edukacji używa się systemu językowo-migowego — powiedział nam Mateusz Kłoskowski. — Gdyby polski język migowy był językiem w którym naucza się w szkole, to głusi uczniowie na pewno lepiej przyswajaliby materiał i szybciej rozumieliby to, co chce im się przekazać. Moja mama również jest osobą głuchą, więc w sposób naturalny przejąłem od niej polski język migowy. Rozumiem wszystko w języku migowym. Natomiast w szkole podstawowej w Olsztynie, do której chodziłem, nauczyciele posługiwali się systemem językowo-migowym. Przez to komunikacja była zaburzona — stwierdził.

— Nauczyciele zakazywali kiedyś używania języka migowego — wspomina Alina Kobusińska, która chodziła do szkoły jeszcze za czasów PRL. — Dzieci nie mogły używać swojego naturalnego języka. Miały posługiwać się wyłącznie mową. Uczyły się wtedy na pamięć, bez zrozumienia. Nie rozumiały tego, czego się uczą.

— Edukacja przynosiłaby więcej efektów, gdyby w szkołach zatrudniano głuchych nauczycieli, którzy biegle posługują się naszym naturalnym językiem — zauważył Jacek Kirakowski. — W Warszawie jest wielu takich nauczycieli. W Olsztynie też była taka osoba, ale nie przyjęto jej do pracy.
— Niestety teraz jest już za późno, żeby nauczyć nas języka polskiego — dodał jeden z naszych rozmówców.

Kartka i długopis


Bez znajomości języka migowego komunikacja z osobą głuchą może być utrudniona. Ale nie niemożliwa.
— Możemy posługiwać się kartką i długopisem, ale używamy również gestów — wyjaśnił Marek Mamątow.
— Wyjechałem kiedyś na wakacje do Giżycka z grupą głuchych — relacjonował Jacek Kirakowski. — Stawialiśmy namioty, byliśmy jedyną grupą niesłyszących na polu. Reszta to były osoby słyszące. Podczas ogniska używaliśmy gestów, prostych komunikatorów. Raczej nie chcieliśmy używać kartek i długopisów. Posługiwaliśmy się gestami, które osoby słyszące z łatwością odgadywały. Muszę powiedzieć, że były to dwa tygodnie spędzone w bardzo miłej atmosferze — chwalił.
— Używam aparatu słuchowego — powiedział nam Mateusz Kłoskowski. — Niektóre dźwięki jak najbardziej odbieram, ale nie rozumiem ich. Dlatego łączę odczytywanie z ust i gesty. Nie wszystko rozumiem w przypadku, gdy panuje hałas — dodał.

Moje CV zignorowano


W Polsce około 80 proc. osób niesłyszących pozostaje bez pracy.
— Istnieje dużo ofert pracy dla osób z niepełnosprawnością. Ale nie dotyczy to niepełnosprawności słuchowej. Nie rozumiem, dlaczego? — zastanawiał się Zbigniew Słysz. — Jesteśmy świetnymi fachowcami, mamy złote ręce. Widocznie osoby słyszące obawiają się, że brak słuchu to jakaś bariera. Tymczasem nie przeszkadza nam hałas, możemy wykonywać różne zawody. Sugeruję czasami osobom słyszącym, żeby zamieniły się ze mną. Jestem bardzo sprawny. Jedynym problem to to, że nie odbieram telefonów, nie rozmawiam przez telefon. W Łodzi jest bardzo dobra sytuacja, tam osoby głuche zatrudnia się w różnych miejscach. Na przykład w zakładach produkcyjnych. W Olsztynie jest znacznie gorzej.
— W czasach PRL-u osoby głuche przyjmowano do pracy. Było dużo zakładów, gdzie zatrudniano inwalidów. Natomiast w tej chwili, kiedy mamy demokrację, osoby głuche napotykają na bariery — zauważył Marek Mamątow.

— Posiadam zawód elektryka — przyznał Mateusz Kłoskowski. — Mogę pracować w tym zawodzie, składałem wiele CV. Jedna firma miała wolne miejsce, myślałem, że mam szansę na zatrudnienie. Ale moje CV zignorowano. Składałem CV do firmy, która zajmuje się monitoringiem. Kierownik zapytał mnie: czy ty jesteś głuchy? Powiedziałem: tak. Wtedy kierownik odparł: nie, nie, nie mogę przyjąć cię do pracy. W monitoringu jest praca na wysokości, a ty nie możesz pracować powyżej trzech metrów. No ale osoby głuche również mają domki jednorodzinne. Wykonują prace na wysokościach. Bardzo interesuję się elektrycznością, to moja pasja. Zdałem egzamin zawodowy. Nie wiem dlaczego osoby słyszące boją się mnie zatrudnić. Nie chcą nawet wziąć mnie na okres próbny. Jest to dla mnie bez sensu. Może wato by było wziąć mnie na trzy miesiące i ocenić moje kwalifikacje? — pytał.

Stereotypy


Dlaczego pracodawcy boją się osób głuchych? W jaki sposób można temu zaradzić?

— Myślę, że większość problemów z zatrudnianiem głuchych bierze się ze stereotypów panujących zarówno wśród pracodawców, jak i lekarzy medycyny pracy — konstatuje Andrzej Jurkian z Warmińsko-Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych. — Trzymają się oni formalnych zaleceń z dawnych lat nie dopuszczających głuchych do pracy w hałasie, na wysokości, ani przy maszynach znajdujących się w ruchu, wózkach widłowych itp. Na szczęście to powoli się zmienia. Sami uczestniczymy w przełamywaniu barier. Działania naszych trenerów pracy przełamują te stereotypy. Lekarz medycyny pracy w trakcie jednego z naszych projektów dopuścił osoby głuche do szkolenia w zakresie obsługi wózków widłowych. Po głębszej analizie stanowiska pracy wyrażane są zgody na pracę niesłyszących przy obsłudze maszyn w ruchu — zauważa.

Międzynarodowy projekt


Siedem lat temu ludzie z Sejmiku i Olsztyńskiego Stowarzyszenia Głuchych zdobywali doświadczenie w pracy z osobami głuchymi w Niemczech w ramach międzynarodowego projektu Elbląskiej Rady Konsultacyjnej Osób Niepełnosprawnych.

— Razem z Iwoną Grzesiak zostałem współautorem modelu zatrudniania wspomaganego osób głuchych i niedosłyszących, wykorzystującego doświadczenia niemieckich organizacji pozarządowych — wspomina Andrzej Jurkian. — Model został rozpropagowany w naszym województwie, a także poza jego granicami. Myślę, że taka międzynarodowa wymiana doświadczeń też przyczynia się do poprawy sytuacji głuchych na rynku pracy.
Pozostaje jednak sporo do zrobienia. Choćby w kwestii pomocy psychologicznej dla osób głuchych.

— W Polsce bardzo mało jest psychologów znających dobrze język migowy — zauważa Jurkian. — Mieliśmy w Olsztynie jedną taką osobę, ale wyemigrowała ona do Warszawy. Natomiast podczas wymiany doświadczeń z Niemcami obserwowaliśmy fajny przykład, kiedy głuchy psycholog, pracujący bezpośrednio z głuchymi osobami przygotowywał je do odnalezienia się w środowisku pracy.

Znany producent da im szansę?


Wiele rzeczy, które na początku wydają się niemożliwe, udaje się przełamać.
— Bardzo obiecujące są nasze rozmowy i spotkania z Michelin w Olsztynie — ocenia Andrzej Jurkian. — Zakład ten deklaruje chęć zatrudniania w niedalekiej przyszłości osób głuchych i słabosłyszących na różnych stanowiskach. Kierownictwo zakładu zwróciło się z prośbą do Sejmiku oraz do Olsztyńskiego Stowarzyszenia Głuchych o współpracę w tym zakresie. Michelin podchodzi do tematu bardzo poważnie i bardzo dużą wagę przykłada do bezpieczeństwa. Opinie, ekspertyzy, praktyczne wizyty głuchych w zakładzie wskazują na to, że ta znana firma otwiera się na zatrudnianie takich osób, czego wcześniej nie robiono.

Paweł Snopkow