Czym jest II wojna światowa dla dzisiejszych 30-latków?

2021-09-01 09:00:40 (ost. akt: 2021-09-01 09:30:33)

Autor zdjęcia: Pixabay

Dziś mija 82. rocznica zbrojnego ataku Niemiec na Polskę. Napaść dała początek konfliktowi, jakim była II wojna światowa, która zmieniła całkowicie świat, przyniosła wiele tragedii, dramatów, mnóstwo ofiar. Jak na tamte lata patrzą 30-latkowie?
Jak widzisz 1 września 1939 roku i II wojnę światową? Co zachowało się w twojej tradycji rodzinnej w związku z tym tragicznym wydarzeniem?

Michalina JanyszekMichalina Janyszek, 36 lat, poetka, slamerka, animatorka kultury: — 1 września to był atak na Polskę i niewiele mogliśmy zrobić. Z tego, co czytałam, to ludzie już kilka tygodni wcześniej wiedzieli, że będzie wojna — były informacje w radiu, były plotki, ludzie byli świadomi niepokojów w Europie, a później na świecie. Dla mnie to sytuacja graniczna, trochę jak teraz w sprawie uchodźców: masz kilka dni i musisz spakować wszystko, co najpotrzebniejsze do samochodu i uciekać, bo miejsce, w którym mieszkasz, przestaje być bezpieczne.
Jest to trauma, która dotykała bezpośrednio moich dziadków. Widziałam, jak to wpływało na ich późniejsze życie, na stosunek do przedmiotów, na różne dziwactwa związane na przykład ze zbieractwem. Obserwowałam to z wielkim smutkiem. Powinniśmy się cieszyć, że żyjemy w czasach relatywnego pokoju i starać się o to, żeby tak pozostało. Chociaż trochę przeraża mnie, że to są zawsze wydarzenia i decyzje gdzieś odgórne, na które człowiek ma niewielki wpływ, a tak naprawdę później jego dotyka to najboleśniej.
Wspomnienia. Moja rodzina jest napływowa, nie jest czysto polska, więc te perspektywy u nas się mieszają, mieszają się też religie – więc nie wyniosłam z domu żadnych pamiątek. Były opowieści z czasów wojny – osobiste historie, sploty, które doprowadziły do ważnych osobistych spotkań w rodzinie… Babcia opowiadała też, jak po wojnie szukała swojej rodziny. Nie są to twarde, patriotyczne, czy historyczne tradycje, tylko trudne wspomnienia. Nie było ich jednak zbyt wiele. Moim dziadkowie już nie żyją. Nie dziwię się im, że opowiadali tak niewiele – w sumie nie dziwię się też sobie, bo byłam młoda i jeszcze mnie to tak bardzo nie interesowało, więc te pytania dopiero teraz byłabym gotowa im zadać. Ale już na to za późno.

Sebastian LechSebastian Lech, 36 lat, informatyk: — Przychodzi mi do głowy strach. Strach, destabilizacja. Wszystko, co było dobre, zaczyna się rozpadać. Czasy, które teraz mamy, trochę do tego nawiązują. Najpierw był koronawirus, a teraz… Dzieją się dziwne rzeczy z cenami. Nagle drewno podrożało w Polsce trzykrotnie, wykupują je Chińczycy i Amerykanie. Jest tu więc nawiązanie do wojen handlowych i znowu pojawia się niepokój. Po tym, jak Rosjanie zaatakowali Ukrainę, żyłem w strachu, że zaatakują też Polskę. Teraz zaś znowu jesteśmy w niebezpiecznym okresie. Zresztą pewnie widziałeś, jak jednostka wojska w Olsztynie jest wyposażana, ile jeździ kolumn wojska… Więc to jest niby odległe, dotyczy bardziej naszych dziadków niż nas, a jednocześnie bliskie. Mamy czas przełomu: coś się wydarzy, ale czy będzie to coś dobrego? Czy przeciwnie?
W mojej rodzinie starsze osoby już poumierały. Ale kiedy byłem młodszy, mieliśmy wuja, który dokładnie opowiadał o czasie wojny. Mówił o tym, że chował się przed Niemcami. Miał na twarzy ślad po ciosie kolbą od karabinu. Żyli wtedy w olbrzymim strachu. Na wsi ludzie nawet nie próbowali walczyć, tylko chowali się, żeby przetrwać.

Magda, 30 lat, pracuje i studiuje: — Myślę, że każde pokolenie odbiera 1 września w zupełnie inny sposób, nie powinniśmy jednak dokonywać zbytniej generalizacji. Znam młodych ludzi, którzy o rocznicy pamiętają, znam wielu, którzy interesują się okolicznościami wybuchu wojny; jej przyczynami, skutkami – sama do nich należę. Znam również takich, dla których rocznice nie mają znaczenia, żyjących „tu i teraz”. Niemniej, takie postawy cechują nie tylko młode osoby, ale także przedstawicieli społeczeństwa w tak zwanym średnim wieku. O wojnie będziemy pamiętać, dopóki żyją ostatni ludzie, którym było dane przeżyć tę tragedię. Z biegiem lat i wraz z przemijalnością pokoleń pamięć będzie się zacierać i przekształcać. Z jednej strony jest to proces naturalny, z drugiej żyjemy przecież na „ramionach olbrzymów” jak to głosił Umberto Eco, a zatracenie całej wiedzy i doświadczeń naszych poprzedników jest czymś niewybaczalnym. Wobec „historia magistrae vitae est” nikt nie jest zwolniony z pamięci.
Gdy wojna wybuchła, moi dziadkowie byli wychowującymi się na wsi dziećmi. Ich pamięć wypełniały zlepione ze sobą pojedyncze kadry: widok partyzantów, Niemców przyjeżdżających po kontyngenty lub dźwięki świszczących w oddalonym lesie kul. Wojna w ich opowieści działa się gdzieś obok. W mojej rodzinie zachował się więc ustny, dziecięcy przekaz.

Michał Kotliński