Afganistan okiem generała Waldemara Skrzypczaka

2021-08-22 09:32:40 (ost. akt: 2021-08-20 17:56:22)
Gen. Waldemar Skrzypczak

Gen. Waldemar Skrzypczak

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Zachód nie może się odwrócić od Afganistanu — uważa generał broni Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych, który dowodził wielonarodowej dywizją podczas jej misji w Iraku.
— Dlaczego armia afgańska tak szybko uległa talibom?
— Armia afgańska była zbyt powszechna, zbyt duża, byli w niej niekoniecznie zwolennicy rządu w Kabulu i pracowali na dwie strony. W armii panowała niesamowita korupcja, handlowano żołdem żołnierzy, który trafiał nie do tych, co trzeba. W związku z tym morale żołnierzy było niskie. Amerykanie zamiast zrobić armię elitarną, dobrze opłacaną, która jest w stanie wykonać każde zadanie, poszli w stronę wielkiej armii. Trochę się temu dziwię, bo przecież mieli doświadczenia z Iraku, kiedy w 2004 roku podczas powstania as-Sadra całe dywizje irackie rzucały broń i szły do domu. I to samo stało się w Afganistanie. Teraz Amerykanie za ten błąd płacą.

— Czy spodziewa się pan wielkiej fali uciekinierów z Afganistanu?
— To się dzieje. Niech nikt nie ma złudzeń, że Afganistan w rękach talibów będzie państwem, które szanuje prawa obywateli. Nie będzie żadnej demokracji, będzie szariat. Niech nikt nie liczy na poszanowanie praw człowieka. Już mordują, zabiją ludzi. U nich to jest normalne. Nie biorą jeńców. Jeśli ktoś w Europie liczy, że z nimi da się negocjować, to z terrorystami się nie negocjuje. Będą robili to, co oni chcą robić. Wiara i przekonanie, że islam jest jedyną wiarą na świecie powoduje to, że wszyscy inni są ich wrogami. Afgańczycy zobaczyli, że można żyć inaczej i teraz dla nich nie ma już miejsca w ich kraju, bo tym jednym miejscem może być już tylko dół w zbiorowej mogile. Ci ludzie — jeżeli chcą ocalić życie — muszą uciekać.

— Emigranci są już pod naszą wschodnią granicą. Czy powinniśmy ich przyjąć?
— To nie są emigranci, którzy są tam, bo talibowie opanowali Afganistan. To są ludzie sprowadzeni przez Łukaszenkę, głównie z Iraku i ekspediowani poza Białoruś. Nie możemy być zakładnikami Łukaszenki, który zrobił z Irakijczyków, Afgańczyków, biednych ludzi zakładników swojej polityki. Nie możemy ulec terrorowi Łukaszenki. To jest zaplanowana operacja, która trwa już od kilku miesięcy. Przyjmiemy emigrantów, ale tych, których chcemy, a nie tych, których ktoś chce nam narzucić. Na to nie wolno pozwolić. Na pewno trzeba stworzyć warunki do życia ludziom, którzy uciekają przed rzezią jaką talibowie szykują. I to jest obowiązek nas wszystkich, ludzi ze świata demokratycznego, nie tylko Polski, ale całej Europy.

— Wielu obawia się problemów, jakie wynikają z napływu uchodźców...
— Podobna mi się polityka migracyjna Nowej Zelandii. Ich premier powiedziała wyraźnie: jesteście u nas i macie szanować nasze prawo, naszą religię. Nie chcecie, to nie ma dla was miejsca. I wszyscy, którzy chcą być u nas muszą się temu podporządkować, a nie zaczynać swój pobyt od budowy meczetów.

— Czy świat zachodu poniósł klęskę w Afganistanie?
— Można mówić o kompromitacji, podobnie jak w Iraku. Nie da się przenieść naszych standardów na grunt tych państw. Oni mają swoją religię, kulturę, zasady i trzeba je szanować. Byłem na studiach podyplomowych w Stanach Zjednoczonych. Był z nami generał z Algierii. Kiedyś w rozmowie powiedział mi: Waldemar, wy nie rozumiecie, dla nas demokracją jest islam. My innej demokracji nigdy nie uznamy. Karabinami się tego nie wymusi. I po moich doświadczeniach w Iraku, w Afganistanie uważam, że miał rację. Jednak Zachód nie może się teraz odwrócić od Afganistanu, trzeba szukać dróg dotarcia do talibów, żeby przestrzegali praw człowieka. W zamian np. za pomoc w odbudowie kraju, by kraj normalnie funkcjonował. Inaczej Afganistan będzie źródłem zła, terroryzmu.

Andrzej Mielnicki