Na Mazurach będą szukać zaginionej kamery i noża z „Noża w wodzie” Romana Polańskiego. Przejrzą dno jeziora Śniardwy

2021-08-20 20:03:25 (ost. akt: 2021-08-20 15:48:40)
Czy uda się znaleźć zaginioną kamerę i nóż w wodzie?

Czy uda się znaleźć zaginioną kamerę i nóż w wodzie?

Autor zdjęcia: Kadr z filmu "Nóż w wodzie"

60 lat temu na Mazurach Roman Polański kręcił kultowy dziś film „Nóż w wodzie”. Dziś poszukiwacze skarbów zamierzają znaleźć kamerę, która wpadła wtedy do jeziora. Mają nadzieję, że znajdą też nóż, który również leży na dnie.
Roman Polański debiutował „Nożem w wodzie”. Można więc sobie wyobrazić jak zareagował na sytuację, gdy kamera wpadła do wody.

— Dziś można było pójść do sklepu i kupić kolejnej kamery. Nie można było nawet takiej pożyczyć od kogoś, kto był w zasięgu ręki. Zatonięcie kamery musiało być więc ogromną komplikacją na planie. Do tego stopnia była to historia, o której nikt nie chciał pamiętać, że nie zanotowano jej nawet w dokumentacji na temat filmu — opowiada Piotr Maszkowski z Fundacji Poszukiwacze.org, która organizuje poszukiwania kamery i noża w wodzie. — Trudno jednak ustalić, gdzie dokładnie wypadła. Wydarzyło się to 60 lat temu, wiele wspomnień już się zatarło. Ale taka jest specyfika poszukiwania skarbu. Dopóki się go nie znajdzie, niewiele wiadomo o jego lokalizacji. Możemy wytypować obszar i tak zrobiliśmy. To fragment jeziora Śniardwy. Planujemy nurkować, ale na początku chcemy dotrzeć do miejscowych świadków. Wiem, że minęło mnóstwo czasu, ale pobyt ekipy filmowej w tamtych czasach był wydarzeniem. A takie pamięta się najlepiej. Mam wiec nadzieję, że może ktoś nam pomoże, coś nam podpowie.

W jaki sposób kamera znalazła się w wodzie? Wówczas operatorem był Jerzy Lipman. Żeby zrealizować ujęcia z góry, wdrapywał się na maszt żaglówki. Robił to bez żadnego zabezpieczenia. Również kamera nie była w żaden sposób przymocowana. Lipman filmował z ręki.

— Dla filmowca najważniejsze jest światło, a wtedy prawdopodobnie już zachodziło słońce, więc nie było idealnie. Polański pytał operatora, czy wszystkie kadry mu się udały. Lipman podobno zdenerwował się na niego. I kamera wpadła do jeziora — opowiada Piotr Myszkowski. — Kamera prawdopodobnie była wodoszczelna, więc jeśli udałoby się ją znaleźć, być może będziemy mogli poznać ujęcia, które nigdy nie pojawiły się na ekranie.

Dalsze prace nad „Nożem w wodzie” umożliwiła pożyczka od ojca Wojciecha Frykowskiego, producenta filmowego.

— Prawdopodobnie ekipa jechała specjalnie do wytwórni filmowej we Wrocławiu, żeby ją kupić — zauważa Piotr Myszkowski. — To kosztowało ekipę nie tylko sporo pieniędzy, ale i kilka dni zdjęciowych. Oficjalnie jednak nikt nie chciał o tym rozmawiać, dlatego nie ma żadnej wzmianki w dokumentacji filmowej. W opowieściach o filmie wątek zaginionej kamery zawsze jednak się pojawia. Sam Roman Polański, do którego dotarliśmy, nie zaprzecza. Nie jest jednak w stanie dokładnie pokazać nam palcem, gdzie kamera zatonęła. Zresztą on pewnie tego dokładnie nie pamięta.

W „Nożu w wodzie” mogliśmy zobaczyć pochodzącego z Olsztyna Zygmunta Malanowicza. Gdy rozmawialiśmy z nim kiedyś o realizacji filmu, wspominał o nożu, który zaginął w jeziorze. To nóż niemieckich spadochroniarzy z czasów II wojny światowej.

— Jeden nóż utopił się i pewnie gdzieś rdzewieje na dnie. Ale był jeszcze drugi nóż. Co się z nim stało? Nie wiem. Na szczęście film jest największą pamiątką. To film kultowy i ponadczasowy. Mówi o problemie, który nigdy nie zniknie. Takie relacje między ludźmi są odwieczne — mówił Zbigniew Malanowicz w wywiadzie dla „Gazety Olsztyńskiej”. — A jak trafiłem do filmu? Trafiłem przez przypadek. Roman bardzo długo szukał aktora. Zdjęcia próbne nie przynosiły efektu. A my z Romanem znaliśmy się jeszcze ze szkoły filmowej. Nasza znajomość nie owocowała jednak częstymi spotkaniami czy dyskusjami. Mijaliśmy się tu i ówdzie. Kiedy trzeba było już zacząć zdjęcia, spotkałem się z nim w Warszawie i po paru ujęciach usłyszałem: do zobaczenia na planie. Nie zbył mnie Roman tak, jak dzisiaj zbywa się ludzi. Nie usłyszałem: zadzwonimy do pana. Roman był konkretny.

Co ciekawe, Zygmunt Malanowicz miał „za męski” głos do tej roli.

— Nie mam niestety szczenięcego głosu, więc Roman podkładał głos za mnie — zdradził aktor. — Ale jakie to ma znaczenie dla filmu, kto za mnie mówił? Za granicą żadne.

„Nóż w wodzie” był pierwszy polskim kandydatem do Oscara. Podobno Polański Oscara przegrał tylko jednym głosem z filmem, który do dzisiaj jest uważany za jeden z najwybitniejszych filmów światowej kinematografii — "Osiem i pół" Federico Felliniego.

Poszukiwania kamery i noża zaplanowane są na 22-28 sierpnia. Osoby, które mogą pomóc ekipie, proszone są o kontakt: redakcja@poszukiwacze.org

ADA ROMANOWSKA
a.romanowska@gazetaolsztynska.pl