Dr Mariusz Antolak: — Dobry ogrodnik potrafi obserwować

2021-08-26 12:00:00 (ost. akt: 2021-08-19 11:29:43)
dr Mariusz Antolak, jego ogród w Sząbruku i ukochany pies Nero

dr Mariusz Antolak, jego ogród w Sząbruku i ukochany pies Nero

Autor zdjęcia: Magdalena Maria Bukowiecka

— Dziś hortiterapia zyskuje coraz większą popularność. Choć tak naprawdę to tylko kwestia nazewnictwa, bo chodzi przecież o znaną od wieków terapię ogrodem — mówi dr Mariusz Antolak z Katedry Architektury Krajobrazu na Wydziale Rolnictwa i Leśnictwa UWM.
Fundacja „W krajobrazie” uczy innych życia w zgodzie z naturą. Jej wolontariusze razem z uczniami szkół projektują i wykonują jadalne ogrody o szerokim przeznaczeniu. Jej założyciel to dr inż. arch. Mariusz Antolak. — Pracując w ogrodzie, nie tylko dbamy o sam ogród, ale też o własną kondycję fizyczną i poprawiamy samopoczucie — zachęca.

— I rzeczywiście czuje się pan zdrowszym…?
— Hm, różnie bywa… Bo ogród przecież też potrafi dać w kość. Jeśli ktoś ma problemy z kręgosłupem, to ta hortiterapia czasami nie jest wskazana, ale na nasze zdrowie psychiczne ogród z pewnością wpływa pozytywnie! Wypoczywamy, stajemy się mniej pobudliwi, ogród koi nasze nerwy… Jesteśmy optymistycznie nastawieni do życia i w ogóle życie z perspektywy ogrodu wydaje nam się piękniejsze. Zwłaszcza, gdy spędza się tam bardzo dużo czasu. Jestem takim ogrodnikiem, który w swoim podejściu do ogrodu wprowadza elementy ułatwiające życie. Ważne, by ogród sprawiał nam przyjemność — a nie był przymusem. Weźmy choćby jesień i zasadę, że trzeba wtedy koniecznie przekopać grządki. Ale dlaczego trzeba? Wcale nie trzeba! Ja w swoim ogrodzie nie kopię. Obserwuję po prostu przyrodę. Lasu jesienią nikt nie przekopuje, a przecież wiosną zakwitają tam zawilce, przylaszczki i konwalie, potem pojawiają się jagody, maliny, jeżyny… Wszystko dzięki temu, że z drzew jesienią na ziemię spadają liście, dzięki czemu tworzy się ściółka. Te same wzorce stosuję w swoim ogrodzie. Dokładam kilka razy w sezonie nową warstwę materii organicznej na wierzch. A potem czekam na działania moich ogrodowych sprzymierzeńców: dżdżownic i innych pożytecznych organizmów, które pomagają spulchnić ziemię, a produkty ich przemiany materii ją użyźniają. Najlepszy nawóz…! A do tego kręgosłup nie boli, bo odciążony. Ziemię pod wszystkie uprawy powinno się ściółkować, nawet pod warzywa i kwiaty jednoroczne. To także sposób na to, by nie dokuczały nam chwasty. A przecież pielenia nikt nie lubi, bo to ciężka i bardzo żmudna praca! Dając ściółkę — odpada nam też podlewanie. Ja prawie w ogóle nie podlewam swoich grządek, wszystko załatwia deszcz i odpowiednia lokalizacja warzywnika. W ogrodzie ma być przyjemnie i nie może on się nam kojarzyć z ciężką pracą i bólami w tzw. krzyżu!

dr Mariusz Antolak, jego ogród w Sząbruku i ukochany pies Nero

— Taki ogród dla leniwych!
— Zdecydowanie! To bardzo dobry tytuł na artykuł…! Przy czym na wiele z tych pomysłów ogrodniczych nie wpadłem sam. Czerpię garściami z permakultury, czyli z idei permanentnego rolnictwa, w której obowiązują trzy podstawowe zasady: troszcz się o Ziemię, troszcz się o ludzi i dziel się nadmiarem. To też dziś bardzo modne i rzeczywiście można znaleźć w tej gałęzi projektowania ekologicznego wiele podpowiedzi do zastosowania w swoim ogrodzie. Leśna Polana Edukacyjna „Stacja Permakultura” — to pełna nazwa mojego ogrodu edukacyjnego przy siedzibie Fundacji, gdzie staram się zarażać innych pasją do życia w zgodzie z naturą. Żeby było ekologicznie, żeby jak najmniej szkodzić środowisku i żeby zbytnio się przy tym nie napracować. Ogrodnictwo i architektura krajobrazu wbrew pozorom bardzo mocno wpływają na zmiany środowiska i przyczyniają się tym samym do zmian klimatycznych. Architekci krajobrazu planują nasadzenia roślin miododajnych, umieszczają przy nich hotele dla owadów, sieją łąki kwietne, ale tak naprawdę gdyby nie było tego ogrodu, to w tym miejscu występowałby o wiele cenniejszy i stabilniejszy ekosystem, który z punktu widzenia bioróżnorodności byłby dużo cenniejszy. Pamiętajmy o tym i nie przekłamujmy rzeczywistości. To samo dotyczy rolników, bo znów: zamiast pola żyta czy pszenicy mógłby w tym miejscu rosnąć las. Ale: i rolnik, i ogrodnik są potrzebni, bo przecież człowiek musi się czymś żywić. W swoim ogrodzie staram się uczyć życia w zgodzie ze środowiskiem i takich zachowań, które jak najmniej będą mu szkodziły. Akceptacja szkodników to kolejny element mojej filozofii i nauki, którą przekazuję. Warto zatem choć trochę polubić krety i nornice, a nawet larwy pięknych motyli, które niestety zjadają nam plony. W ekosystemie ogrodu ekologicznego powinno znaleźć się miejsce dla wszystkich zwierząt. Dobrze funkcjonujący, stabilny i dojrzały ekosystem daje nam gwarancję ogrodu bujnie wegetującego i nie wymagającego aż tak wielkiej pracy.

dr Mariusz Antolak, jego ogród w Sząbruku i ukochany pies Nero

— Ogród w Sząbruku prowadzę od czterech lat. I wcale nie zacząłem od wycięcia drzew i sprowadzenia tu traktora, który wybronowałby całą powierzchnię tego nieużytku. Nie. Pierwsze, co zrobiłem, to zwiesiłem na okolicznych drzewach budki lęgowe. Budowanie ogrodu powinno się rozpoczynać od akceptacji tego, co zastaliśmy w danej okolicy. Był las — to go zostawiam i tworzę ogród leśny. A potem sprawdzam, czego w tym ekosystemie brakuje.

— Czyli jak wspomóc, a nie jak zmieniać i ingerować.
— Dokładnie. I to dopiero jest wielka sztuka! Bo dobry ogrodnik to też dobry obserwator. Te dwa aspekty muszą dobrze ze sobą koegzystować. Kto nauczy się uważnie obserwować przyrodę, od niej samej uzyska wiele cennych wskazówek: jak uniknąć inwazji szkodników, jak i gdzie sadzić poszczególne rośliny, które rośliny usuwać, a które zostawiać. Pamiętajmy też, że nie powinniśmy do naszego ekosystemu ogrodowego sprowadzać zbyt wielu nowych rzeczy. Rozejrzyjmy się jakie zasoby ma do zaoferowania najbliższa okolica. Korzystajmy z tego, co mamy w zasięgu ręki. Nie sprowadzajmy do warmińskiego ogrodu kamiennych łupków z drugiego końca Polski. Nie kupujmy sosnowej kory w plastikowych workach, skoro mamy do dyspozycji skoszoną trawę z naszego trawnika lub liście, które na niego spadają jesienią i które również możemy wykorzystywać do ściółkowania. W ten sposób poprawiam strukturę lokalnej gleby i nie muszę sprowadzać nowej, z którą nie wiadomo co tu przyjedzie, turkuć podjadek, drutowiec czy podagrycznik. Gleba w moim ogrodzie jest słaba — VI klasa. Dlatego też sadzę tu tylko takie rośliny, które są dostosowane do tych wymagań siedliskowych. Obserwacja i cierpliwość dają najlepsze efekty! To zresztą zadanie Fundacji „W krajobrazie”: podpowiadać ludziom, że można ogród stworzyć inaczej — niech natura sama nam powie, w którą stronę pragnie iść, a ogrodnik powinien nauczyć się kierować intuicją, by wiedzieć, kiedy już powinien interweniować, bo natura poszła ciut za daleko. Obserwujmy uważnie, a rośliny podpowiedzą nam, gdzie tkwi problem. Rośliny też mówią, pewnego rodzaju językiem…

dr Mariusz Antolak, jego ogród w Sząbruku i ukochany pies Nero

— Którego my nie znamy, nie rozumiemy, a dodatku chyba jesteśmy odporni na jego poznanie… Do kogo skierowane są pana warsztaty?
— Początkowo przygotowywałem je z myślą o dzieciach, bo liczyłem, że to one zdobędą u mnie wiedzę, którą poniosą do domów i nauczą tego nowoczesnego, ekologicznego i niemęczącego ogrodnictwa rodziców. Ale z czasem zacząłem też przygotowywać ofertę edukacyjną z myślą o samych dorosłych. Warsztaty cieszą się sporym zainteresowaniem, bo to zdecydowanie lepsze źródło wiedzy niż ogrodnicze fora internetowe. Są darmowe i odbywają się plenerze. W czasie spaceru poznawczego po moim ogrodzie zdradzam tajniki ekologicznego ogrodnictwa. Obowiązują wcześniejsze zapisy przez media społecznościowe Fundacji. Tam też zamieszczamy informacje o bieżących wydarzeniach. Ostatnio w Sząbruku gościliśmy przedstawicieli Olsztyńskiego Stowarzyszenia Głuchych — uwielbiam z nimi pracować! Sam wprawdzie migowego języka nie znam…

dr Mariusz Antolak, jego ogród w Sząbruku i ukochany pies Nero

— … Ale ogród mówi we wszystkich językach świata!
— Tak… To niesamowite, ile ogród nam może dać. Trzeba tylko umieć z niego skorzystać. Wyciągnąć do niego rękę, a ogród zaoferuje nam cały wachlarz możliwości. Oprócz warsztatów Fundacja „W krajobrazie” uczestniczy też, jako jeden z polskich liderów, w kampanii „#OurFood.OurFuture” — nasza żywność, nasza przyszłość. To projekt ogólnoeuropejski, w którym uczestniczą organizacje pozarządowe z kilkunastu krajów, a każda z nich ma swój pomysł i program, które w swoim kraju realizują. Głównym celem kampanii jest zwrócenie uwagi na to, w jakim miejscu jako społeczeństwo się znaleźliśmy, że pewne zmiany poszły nieco za daleko, że konsumpcjonizm i tempo życia trzeba jednak w najbliższym czasie zwolnić. I że trzeba skończyć z zachłannością. Projekt skierowany jest do ludzi młodych, od 15 do 35 lat, w jego ramach też organizujemy warsztaty oraz wykłady: pokazuję, jak samodzielnie produkować żywność na własne potrzeby. A to dziś bardzo ważne, bo w ten sposób odciążamy planetę. Masowa produkcja bardzo jej szkodzi, wymaga użycia wielkich ilości wody, ale też chemii. We własnym ogrodzie tego unikamy. Trochę to skomplikowane, ale da się zrobić. Ta kampania to też cykl filmów, które prezentujemy w naszych mediach społecznościowych. Ostatnio opublikowaliśmy film o jadalnych drzewach, w którym mówimy, że z drzewa możemy jeść nie tylko owoce, ale też liście, korę, korzenie… Mają nam do zaoferowania o wiele więcej, niż sądzimy. W naszym filmie pokazujemy m.in. przepis przystawkę wykonaną z sera camembert owiniętego wokół młodej szyszki świerku, a wszystko to zawinięte jest w młody liść lipy i polane oliwą z pokrzywy. Wygląda pięknie, a prócz sera wszystko pochodzi prosto z drzewa. No, i pysznie smakuje! Inny film, który opublikujemy niebawem, przedstawia przepisy na jadalne owady, bo to też alternatywa dla białka zwierzęcego i musimy się powoli na nie przestawiać — wieprzowina i wołowina też naszej planecie, ale i nam samym już od dawna nie wychodzą na zdrowie…! Na innych filmach opowiadamy o takich zagadnieniach, jak jadalne chwasty, freeganizm, fleksitarianizm. Kampania potrwa do końca 2021 r. Jeszcze tego lata w Sząbruku odbędzie się cykl wykładów ogrodniczych, na które serdecznie zapraszam.
Magdalena Maria Bukowiecka