Atrakcja na wtorek: szanuj zabitych nieprzyjaciół

2021-08-03 23:59:00 (ost. akt: 2021-09-15 22:25:37)

Autor zdjęcia: Renata Szczepanik

To znajdujące się tuż pod Giżyckiem miejsce w czasie wakacji mija kilka tysięcy turystów. Większość z nich zapewne nawet nie zauważa, że tam stoi. A co co widzą zapewne myślą, że upamiętnia jakiś wypadek drogowy. Bo z okien samochodu nie widać dobrze ile ma ramion.
Ten grób przypomniał mi się, kiedy oglądałem zdjęcia z tegorocznej Operacja Boyen w Giżycku, która rozgrywała się od 29 lipca do 1 sierpnia. Do miasta zjechali rekonstruktorzy, fani militariów wojskowych i po prostu miłośnicy tej XIX-wiecznej twierdzy zbudowanej w latach 1843-55 na przesmyku między jeziorami Niegocin i Kisajno. Nazwę nosi od imienia jednego z inicjatorów projektu, pruskiego generała jeszcze z czasów wojen napoleońskich Hermanna von Boyen. Obwód murów twierdzy przekracza 2 kilometry. Jest to największy zabytek w warmińsko-mazurskim. Twierdza zasługuje na oddzielny opis, który na pewno tego lata jeszcze sporządzę.


Wielka Wojna (tak nazywano I wojnę światową, zanim nastąpiła ta II) w Prusach Wschodnich rozpoczęła się 17 sierpnia. Rosjanie zaatakowali z powodzeniem. Zajęli na kilka dni między innymi Olsztyn. Planowali nawet wtedy specjalne wydanie “Gazety Olsztyńskiej”, gdzie miała być zamieszczona prorosyjska odezwa do Warmiaków. Nie doszło jednak do tego, bo Niemcy rozgromili Rosjan pod Tannenbergiem (Złoty skarb generała Samsonowa)

Rosjanom nie udało się jednak zająć Giżycka. na drodze stanęła im twierdza Boyen i dowodzący nią płk. Hans Busse, który nie dość że odrzucił wezwanie do kapitulacji, to jeszcze prowadził działania zaczepne. Pierwszy atak na Giżycko Rosjanie przeprowadzili 25 sierpnia. Potem bezskutecznie próbowali zdobyć miasto jeszcze kilka razy.

Rosjanie od Giżycka zostali odrzuceni w połowie września 1914 roku w czasie bitwy nad jeziorami mazurskimi. Walki w okolicach miasta trwały jednak jeszcze do lutego 1915 roku, kiedy to Niemcy ostatecznie wyparli Rosjan z Prus.

Po tych walkach pozostały wojenne cmentarze. Stawiali je Niemcy nie czyniąc różnicy pomiędzy swoim i obcymi. Tyle że Rosjanie mają z reguły anonimowe, zbiorowe mogiły. Cmentarze są jednak wspólne, choć Rosjan chowano też na odrębnych cmentarzach. Tak jest np. w przypadku cmentarza przy drodze z Olsztyna do Dywit (po prawej stronie patrząc od strony Olsztyna). Zachował się tam postawiony po Wielkiej Wojnie oryginalny kamień z napisem. A obok współczesna już tabliczka z dwujęzycznym tłumaczeniem niemieckiego napisu.

Polacy dowiadują się z niej, że Rosjanie polegli w walce z "wyzwolicielami" Prus Wschodnich, bo byli wierni "rozkazowi swojego władcy". I jest to dość wierne tłumaczenie sensu oryginalnego napisu.

Rosjanie z kolei są przekonani, że ich rodacy polegli "spełniając swój żołnierski obowiązek".

Ale wracajmy na Mazury i do początku tekstu. Otóż wjeżdżając autem lub rowerem do Giżycka od strony Orzysza w Bystrym zobaczycie krzyż. Stoi po prawej stronie, dokładnie na wysokości kościoła. Postawili go tam Niemcy informując, że w tym miejscu spoczywa nieznany rosyjski żołnierz.


Takie wtedy to były czasy, że szanowało się nieprzyjaciół swoich, choćby tylko tych martwych A potem wszystko się zmieniło przez dwa totalitaryzmy, które narodziły się na gruzach Wielkiej Wojny.

Igor Hrywna