Poliamoria, czyli kocham jego, jego... i jeszcze jego

2021-07-31 19:02:22 (ost. akt: 2021-07-31 19:35:19)
Polacy nie są gotowi na wielomiłość

Polacy nie są gotowi na wielomiłość

Autor zdjęcia: źródło: Pixabay

Niemoralność, upokorzenie, brak akceptacji. Na bycie w miłosnym trójkącie nie ma zgody wśród Polaków. Na przełamanie stereotypu, z jakim kojarzy się poliamoria zdecydowaliby się jedynie młodzi i liberalni. Czy wielomiłość jest zła? A może to nam brakuje otwartości?
„Kochać to nie znaczy zawsze to samo. Można kochać tak lekko, można kochać bez granic” śpiewał zespól De Mono. Można kochać też kilka osób na raz. Wtedy mamy do czynienia z poliamorią, czyli wielomiłością. Oznacza ona relację uczuciową z więcej niż jedną osobą w tym samym czasie. Co ważne, wszystkie strony zaangażowane w taki związek są go świadome i zgadzają się na niego.

Robert był dobrym chłopakiem. I kran naprawił, i zawiózł Kaśkę tam, gdzie chciała. Poznali się na studiach. Po co szukać kogoś innego, skoro był przy niej w dzień i w noc? Trzymał za rękę, kiedy gorączkowała. Robił zakupy, pamiętał z jakim nadzieniem Kaśka najbardziej lubi croissanty. Nie kłócił się, nie awanturował jak partnerzy jej koleżanek. W kalendarzu miał zanotowane wszystkie rocznice.
Kochała go. I kocha nadal. Ale Robert nie dawał nigdy Kaśce tych emocji, jakich by oczekiwała. Był przewidywalny. Nawet w sypialni.

Marcina poznała w pracy. Zupełne przeciwieństwo Roberta. Typ łobuza z błyskiem w oku. Jednocześnie wrażliwy, empatyczny i wyczulony na jej potrzeby. Kiedy Robert w łóżku upewniał się, czy są w domu ziemniaki, Kaśkę do nieprzytomności rozgrzewał SMS Marcina, w którym pisał, co by z nią zrobił, gdyby była obok. Kiedy Robert kupował co roku wycieczkę w to samo miejsce, Marcin zbaczał z Kaśką z drogi na spotkanie służbowe i kochali się w aucie.

Kaśka długo o Marcinie myślała w kategorii: kochanek. Robert nie miał o nim pojęcia. Kaśka wie, że gdyby się dowiedział, pękłoby mu serce. Nie zasłużył na takie traktowanie. Marcin początkowo miał dostarczać jej adrenalinę, być przygodą, niezobowiązującą odskocznią od codzienności. Przełamaniem codziennej rutyny. Ale z dnia na dzień stawał się coraz bliższy. Kaśka martwiła się, kiedy chorował, chciała być przy nim, kiedy zmarła mu mama. Pewnego dnia uświadomiła sobie, że ona Marcina po prostu kocha. Mogłaby odejść od Roberta i zacząć z Marcinem wszystko na nowo. Problem w tym, że Kaśka Roberta... też kocha. Obaj są dla niej ważni. Wie, że jeśli wybierze Marcina, będzie brakowało jej stabilizacji i ciepła, jakie daje jej Robert. Kiedy wybierze odwrotnie: utraci emocje i ogień w łóżku, który daje jej Marcin. — Najszczęśliwsza byłabym wtedy, gdybym mogła mieć ich obu na raz — Kaśka ten jedyny raz decyduje się na chwilę szczerości wobec siebie.
I ta myśl ją wystrasza. Czuje, że boi się sama siebie.

Trójkąt miłosny? Przecież to niemoralne!

Z badania przeprowadzonego przez agencję badawczą Biostat wynika, że Polacy stawiają raczej na monogamiczne związki. Blisko 75 proc. respondentów nie byłoby skłonnych do bycia w jednoczesnej relacji z więcej niż jednym partnerem/partnerką, z czego przekonanym o tym było prawie 57 proc. ankietowanych. Tylko nieco ponad 11 proc. uczestników badania zadeklarowało, że mogłoby nawiązać taką relację.

Najwięcej respondentów stwierdziło, że trójkąt miłosny to niemoralny związek, który jest nie do zaakceptowania – 61 proc. Osoby najstarsze, należące do grupy wiekowej 55+, zdecydowanie częściej niż pozostali wskazywały właśnie na tę odpowiedź – aż 80 proc. Ponad połowa badanych (53 proc.) uważała, że uczestniczenie w trójkącie miłosnym jest upokarzające. Znacznie rzadziej zgadzano się z tym, że zaangażowanie w taką relację jest – lub może być – bardzo ciekawym doświadczeniem (blisko 27 proc.). Bardziej liberalne w tej kwestii były osoby z najmłodszej grupy wiekowej 18-24 lata, ponieważ blisko 40 proc. nie zgadzało się ze stwierdzeniem o niemoralności tego rodzaju relacji pomiędzy partnerami. Respondenci z tej grupy także najczęściej wskazywali na odpowiedź, że uczestniczenie w trójkącie miłosnym jest – lub może być – bardzo ciekawym doświadczeniem (blisko 39 proc.).

Dlaczego poliamoria?

Polacy, którzy byliby w stanie stworzyć związek poliamoryczny wskazywali, co motywowałoby ich do zaangażowania się w taką relację. Jak pokazują wyniki, głównym powodem byłaby chęć przeżycia ciekawej przygody – 59 proc. Z kolei 42 proc. badanych zrobiłoby to ze względu na trudność w dokonaniu wyboru jednego partnera. Dla 36 proc. respondentów związek poliamoryczny byłby sposobem na urozmaicenie życia i przełamanie rutyny. Polacy w takiej relacji widzą również możliwość dowartościowania siebie – 29 proc.

A jednak monogamia górą...

Badani, którzy nie byliby w stanie żyć w związku poliamorycznym, zostali zapytani o to, co demotywowałoby ich do relacji z więcej niż jedną osobą jednocześnie. Najwięcej respondentów zadeklarowało, że byłoby to niezgodne z ich wychowaniem – blisko 52. proc. Prawie 45 proc. Polaków obawiałoby się rozpadu związku, zaś 42 proc. miałoby trudności w obdarzeniu partnera zaufaniem. Nieznacznie mniej badanych wskazało na zazdrość – 41 proc. Pośród odpowiedzi pojawiły się również: niezgodność z wiarą – blisko 36 proc. czy brak możliwości założenia normalnej rodziny – prawie 36 proc. Polacy wskazywali także na brak akceptacji wśród najbliższego otoczenia jako czynnik demotywujący ich do zaangażowania się w związek poliamoryczny – 18 proc.

— Związki trójkątne są naprawdę interesującym testem. I właściwie sprowadzają się do dyskusji, czy człowiek jest monogamiczny czy poliamoryczny. Nikt tego dylematu do tej pory nie rozwiązał. Generalnie myślę, że trójkąty są niesprawiedliwie skazane na społeczne i obyczajowe potępienie. Mogą być naprawdę wyrazem bardzo, bardzo głęboko przeżywanej miłości do każdej z osób. I zgody na jej wolność — uważa Wojciech Eichelberger, psycholog i psychoterapeuta.

OKIEM PSYCHOLOGA

O blaskach i cieniach poliamorii rozmawiamy z Magdaleną Stefańczyk, psycholog z Warszawy.


— Czy możliwe jest nawiązywanie bliskich, miłosnych relacji z kilkoma osobami na raz?
— Oczywiście, że jest możliwe, skoro takie rzeczy się dzieją. Natomiast w naszej kulturze jest to nie dość, że niepopularne, to wręcz piętnowane. Dlatego też mamy przed tym blokadę. A to sprawia, że większość z nas nie doświadcza takich rzeczy. Miłość jest wyjątkowym uczuciem. Im więcej dajemy, tym więcej dostajemy. To uczucie nie ma granic. Mamy różne rodzaje miłości.
Jeśli mamy jedno dziecko i kochamy je całym sercem, a potem pojawia się drugie, to okazuje się, że je także kochamy tak samo. A miłość do pierwszego dziecka wcale nie zmalała. Miłość rozszerza się po prostu na kolejną istotę. Tak samo jest przy każdym kolejnym dziecku. I taki rodzaj miłości do wielu osób jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Popatrzmy na miłość do przyjaciół, niezwiązaną z aspektem seksualnym: to ludzie, na których nam po prostu zależy, kochamy ich tak jak rodzeństwo. Nie ma przeszkód, żebyśmy kochali więcej niż jednego przyjaciela. Skoro miłość jest tak piękna i potrafi rozszerzać się na nieskończoną ilość osób, dlaczego miłość romantyczna nie mogłaby taka być? Mogłaby, gdybyśmy pozwolili sobie na otwartość. Natomiast to wymagałoby od nas pozbycia się głęboko zakorzenionych przekonań, związanych z kulturą, religią. W związku z tym, u wielu z nas nie będzie to możliwe, bo w głowie będą nam się zapalały czerwone lampki, że coś jest nie tak. A przecież to jest taka sama miłość jak do wielu przyjaciół, tylko dodatkowo z aspektem seksualnym.

— Jeśli jednak pozbędziemy się tych blokad w głowie....Co może dać nam poliamoria, czego nie da nam monogamia? Jakie korzyści z niej możemy czerpać?

— Ludzi, którzy pojawiają się w naszym życiu, cenimy za różne wartości, które wnoszą do naszego życia. Na przykład: ktoś jest fantastycznym słuchaczem, a więc możemy do niego udać się z problemem. Inny to złota rączka, więc zawsze nam pomoże, kiedy coś się zepsuje. Inny lubi gotować, a ktoś inny sprzątać. A z jeszcze innym możemy pojechać na wycieczkę rowerową. Tak właśnie funkcjonują różni ludzie i różni przyjaciele. Natomiast kiedy zamykamy się w związku monogamicznym, musimy mieć świadomość tego, że temu jednemu partnerowi stawiamy olbrzymie wymagania. Jak wiele nagle zaczynamy od niego oczekiwać! On bardzo często musi spełnić kilka ról jednocześnie. W sytuacji kiedy tak się nie dzieje, bo on nie chce albo nie umie tego robić, pojawiają się problemy. Wyobraźmy sobie teraz, że żyjemy w związku poliamorycznym, w którym nasi różni partnerzy spełniają różne funkcje. I każdy robi to, w czym się odnajduje. I wtedy każdy z nas dostaje cały pakiet. Brzmi fantastycznie.

— Ale....?

— Ale rodzi się pytanie, jak my byśmy sobie poradzili z obciążeniem, które nałoży na nas społeczeństwo, jeśli zdecydujemy się na wielomiłość. Bo nawet jeśli sami wyzbylibyśmy się uprzedzeń i zaufalibyśmy tym dwóm czy trzem osobom, z którymi chcemy tworzyć taki związek, to jak poradzimy sobie z sąsiedztwem? Jak nasze dzieci poradzą sobie z osobami dookoła? Bo to jest brzemię, które spoczywa także na dzieciach. Są miejsca na świecie, gdzie to jest możliwe i tak się funkcjonuje. Natomiast w kulturze monogamicznej, kiedy pojawia się związek poliamoryczny, to on niestety jest w ukryciu. Na przykład: partnerka numer jeden jest naszą oficjalną, z którą możemy pokazać się na mieście, a więc partnerka numer dwa musi udawać tylko koleżankę lub siostrę. Rodzi się pytanie: w którym momencie zacznie jej to przeszkadzać? Bo wtedy nie jest to równe traktowanie wszystkich. Żeby taki związek mógł funkcjonować wszyscy muszą mieć równe prawa. Musimy zaopiekować się naszymi przekonaniami, co będzie niełatwą pracą dla większości. Natomiast ci, którzy decydują się na tego typu związek, najwyraźniej sobie z tym poradzili.

— Czy poliamoria będzie w stanie kiedyś wyprzeć monogamię?
— W Polsce takiej szansy nie ma. Mamy patriarchalne społeczeństwo, a monogamia mu sprzyja. Pamiętajmy też, że czym innym jest żyć z kimś w związku poliamorycznym, a czym innym jest umawiać się na seks grupowy. To zupełnie dwie różne rzeczy. Czym innym jest kochać wiele osób, a czym innym spotykać się z wieloma osobami dla seksualnej przyjemności. Tam niekoniecznie musi być miłość.
Ale miłość jako taka może być nieograniczona. Takie związki są trudne, bo muszą walczyć z całym światem dookoła. Niektórzy z nas kochają wiele osób, ale w ukryciu. Ile razy jest tak, że niepostrzeżenie poczuliśmy do kogoś coś więcej, mimo że tego nie planowaliśmy? Ale nie mogliśmy wejść w tę relację, bo mieliśmy męża/ żonę. Albo złamaliśmy zasady i zdecydowaliśmy się na kochanka czy kochankę. Często taka osoba nadal kocha swojego męża czy żonę, ale w inny sposób, bo dostaje od niego/ od niej coś innego niż od kochanki/ kochanka. Gdyby to nie było napiętnowane społecznie, może mogliby żyć szczęśliwie w trójkącie.

Aleksandra Tchórzewska
a.tchorzewska@gazetaolsztynska.pl

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ppor.Rżewski #3071919 1 sie 2021 22:17

    Jeżeli kochać, to nie indywidualnie.Jeżeli kochać to tylko we dwóch. A boją sie tego tylko zakompleksieni frustraci. Boją się porównań. Zgadzają się na to tylko super kobiety. Wspaniałe , śliczne , i mało takich jest...

    odpowiedz na ten komentarz