Hejt uderza w schronisko dla zwierząt w Olsztynie. Czy doprowadził do napaści na lekarkę weterynarii?

2021-07-27 13:52:14 (ost. akt: 2021-07-27 23:44:53)
Lekarkę zaatakowały dwie kobiety w lesie

Lekarkę zaatakowały dwie kobiety w lesie

Autor zdjęcia: pixabay.com

Lekarka weterynarii, pracująca w schronisku dla zwierząt w Olsztynie, została zaatakowana w drodze do pracy. Napadły ją dwie kobiety w maseczkach. Nie chodziło jednak o rabunek. Być może to na skutek hejtu, jaki pojawia się w mediach społecznościowych na temat schroniska. Sprawę zbada policja.
Droga do schroniska dla zwierząt w Olsztynie biegnie przez las. W poniedziałek rano lekarka weterynarii, która tam pracuje, została zaatakowana przez dwie kobiety. Dlaczego? Nie została obrabowana. Prawdopodobnie stała się ofiarą komentarzy, które pojawiły się w internecie. Chodzi m.in. o informacje na temat usypiania kotów, które pojawiły się w mediach społecznościowych. Dane jednak pochodziły z kilku miesięcy, ale zostały opublikowane wszystkie w jednym czasie. Gdy te liczne kocie nekrologi pojawiły się naraz, w internecie zawrzało.

— Chociaż przy każdym była data, ludzie tego nie zauważyli. To zaogniło sytuację na forach, na których wypowiadają się również byli wolontariusze schroniska w Olsztynie — opowiada „Gazecie Olsztyńskiej” jedna z wolontariuszek schroniska i prosi o anonimowość. — Do mnie też zadzwoniła osoba, która miała pretensje. Odebrałam telefon z zastrzeżonego numeru w niedzielę, chwilę po audycji w radiu, w którym byłam gościem. Usłyszałam w słuchawce: „Jak pani nie wstyd. Opowiada pani o schronisku, a tu koty są mordowane”. Niewiele osób zna mój prywatny numer, więc za tę sytuację może być odpowiedzialny ktoś, kogo znam. A potem, następnego dnia, doszło do ataku na lekarkę. Przypadek?

Kto mógł zaatakować lekarkę?


— Mam wrażenie, że niektórzy wolontariusze pracujący w schronisku oczekują niemożliwego albo mają zbyt wysokie wymagania od schroniska. Nie potrafią zrozumieć, że pewne sytuacje będą miały miejsce. One nie są ani dobre, ani złe. Po prostu są. Chodzi przede wszystkim o eutanazję. Niektóre zwierzęta są usypiane z uwagi na sytuację zdrowotną. Lekarze wiedzą, co robią — podkreśla wolontariuszka. — Nikt zresztą niczego nie ukrywa. Schronisko wywiązuje się z obowiązków raportowania i ujawniania danych — jakie są adopcje, przyjęcia i eutanazje. I z jakiego powodu.


Jest strach, a co będzie dalej?


Sytuacja przeraziła wszystkich pracowników schroniska.

— Bo co teraz może się stać? Teraz nikt sam nie chodzi do pracy. Albo się podwozimy, albo chodzimy parami — podkreśla wolontariuszka. — W „kocim środowisku” staram się być neutralna. Ale to, co się dzieje, już mnie mierzi. Schronisko działa na pewnych zasadach i ze zdrowym rozsądkiem, a nie na własnych wymysłach. Gdy na przykład trafia do nas dziki kot, ludzie na forach chcą, żeby go wypuścić, bo zabiera mu się wolność. A my nie możemy tego zrobić. Zwłaszcza, gdy chodzi o kota bardzo lękliwego albo agresywnego. Owszem, trafia do klatki, bo nie może być umieszczony na przykład w „kotułku” z innymi dwudziestoma kotami. Bo wtedy wszystkie koty będą miały pogorszone warunki życia. Tu nie ma dobrego rozwiązania. Albo jeden kot będzie odizolowany, a reszta kotów będzie miała względne życie, albo wszystkie będą się gryzły i drapały. Oczywiście najłatwiej jest komentować. Dlatego uważam, że trzeba głośno mówić, jak wyglądają realia w schronisku. Jakie są przepisy i regulaminy. Ludzie tego nie rozumieją. Dlatego zapraszam do pracy w schronisku. Dopiero wtedy można przejrzeć na oczy, a nie pisać bzdury w sieci. Najgorsze, że przez takie nieprzychylne opinie cierpią zwierzęta. Schronisko jest potrzebne i ono nie przestanie działać tylko przez negatywne komentarze. Odbija się to na adopcjach, wolontariuszach i zatrzyma dopływ prywatnego wsparcia. Słowo to broń, która wycelowana jest w zwierzęta.

Czy naprawdę tego chcemy?


— Polacy są we wszystkim specjalistami. Znają się najlepiej na sporcie, na szczepieniach, polityce i opiece nad zwierzętami. Brakuje pokory i zdrowego rozsądku. Ludzie też chętniej piszą negatywnie oceni niż pozytywnie. Czyżby w ten sposób się dowartościowywali? Ale nie tędy droga. Niektóre posty zamieszczane w internecie są często różnie interpretowane i mogą wpływać na zachowania niektórych osób. Zawsze trzeba być odpowiedzialnym za swoją opinię — podkreśla Anna Barańska, dyrektor schroniska dla zwierząt w Olsztynie. — Schronisko jest jednostką, która działa w oparciu o prawo i ustawy regulujące postępowanie ze zwierzętami, również jeśli chodzi o kwestie medyczne i weterynaryjne. Do tego zobowiązuje nas kodeks etyczny. Tak samo podchodzimy do zwierzęcia, które ma właściciela i się zgubiło albo do zwierzęcia bezdomnego. Pracownicy schroniska są też przede wszystkim ludźmi. Pracujemy z ogromnym obciążeniem psychicznym. Patrzymy na krzywdę i cierpienie zwierząt.

I dodaje: — Chciałabym mieć magiczną moc — wyczarować dodatkowe boksy w schronisku i kochających właścicieli. Ludzie często biorą zwierzęta do domu, bo mają taki kaprys. Ale być może właśnie takie osoby, które nie mają pojęcia o zwierzętach, piszą komentarze. To my walczymy z chorobami, ale często nie jesteśmy w stanie wygrać ze śmiercią. Są zwierzęta, które nieuleczalnie chorują, a my możemy i powinniśmy im te cierpienia skrócić. Dlatego decyzję o eutanazji należy podejmować… To humanitarne podejście. Sprawę napaści zgłosiliśmy odpowiednim służbom. Pani doktor czuje się już lepiej. Od razu po napaści zajęła głowę pracą ze zwierzętami.

Nie tylko w Olsztynie sytuacja wymknęła się spod kontroli. Kilka tygodni temu hejterzy grozili śmiercią właścicielowi schroniska w Chełmku. Oskarżali go o mordowanie zwierząt przez lekarza weterynarii. W znalezienie hejterów został zaangażowany detektyw Krzysztof Rutkowski. Rok temu w sierpniu z negatywnymi komentarzami mierzyło się też schronisko w Pile.

ADA ROMANOWSKA

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. RanchoRomanticaRebelle #3071643 27 lip 2021 14:40

    W nocy 3 maja 2018 roku fundacja porwała z mojego gospodarstwa stado zadbanych, zdrowych i szczęśliwych 50 owiec i kóz. Zwierzęta były transportowane w koszmarnych warunkach, w wyniku czego 3 owce zostały zatratowane na śmierć.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-16) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)