Kwiaty zamknięte w kapsule czasu

2021-07-24 20:31:09 (ost. akt: 2021-07-23 18:34:36)

Autor zdjęcia: Przemysław Skrzydło

W jej dekoracjach i biżuterii zamknięte są elementy warmińskiego lasu, łąki czy pola. Ale też jako jedna z nielicznych osób zajmuje się konserwacją bukietów ślubnych. Rozmawiamy z Katarzyną Ruszczycką-Skrzydło, właścicielką „Ależ naturalnie”.
— W opisie na twojej stronie internetowej można przeczytać: „kocham kwiaty miłością szaleńczą”. A gdybyś miała stworzyć ranking, która roślina znalazłaby się na pierwszym miejscu?
— Bez wątpienia wśród kwiatów, które lubię i często wykorzystuję we florystyce, są peonie, róże i hortensje. To są moje ukochane rośliny. Oczywiście tych, które lubię, jest o wiele więcej. Jednak trzy wymienione bardzo często znajdują się w bukietach, które tworzę czy otrzymuję w prezencie. Peonie, róże i hortensje pojawiają się dziś również w bukietach ślubnych. Teraz panuje moda na bukiety w stylu boho, naturalistyczne i właśnie te gatunki kwiatów są wykorzystywane w kompozycjach.

— Nie uważasz, że obecnie jesteśmy świadkami florystycznej rewolty? Jesteśmy bardziej otwarci na florystyczne nowości?
— Można zauważyć dwie tendencje. Z moich obserwacji czy rozmów z florystami wynika, że obecnie część osób poszukuje gatunków egzotycznych. Na przykład Protea królewska w bukietach chętnie łączona jest z różami czy rodzimymi gatunkami. Roślina egzotyczna w wiązance ma przykuwać uwagę, być elementem charakterystycznym. Część osób chętnie wybiera nasze rodzime gatunki. Obecnie poszukiwane są kwiaty, które rosły w ogródkach naszych babć. Z nich tworzy się bukiety okolicznościowe, ale także te najbardziej wymagające staranności w doborze roślin, czyli bukiety ślubne. W wiązankach ślubnych pojawiają się więc peonie czy róże ogrodowe, a nawet kosmosy. Peonie na chwilę były zapomniane, ale dziś powracają. Choć przyznaję, że są bardzo trudnym gatunkiem do konserwacji. Struktura kwiatu peonii sprawia, że płatki bardzo szybko opadają. Niewątpliwie jednak jest to kwiat bardzo elegancki, choć kojarzący się z sielskością i dlatego chętnie wykorzystywany w bukietach.

— Zaczęliśmy bardziej zwracać uwagę na pochodzenie kwiatów?
— Daje się zauważyć, że coraz chętniej sięgamy po gatunki, które pochodzą od naszych, lokalnych producentów. W bukietach można dziś spotkać zioła, a nawet chwasty. Te ostatnie też są wdzięcznymi roślinami i floryści coraz chętniej wykorzystują je do bukietów, zarówno ślubnych jak i okolicznościowych.

— Kiedyś przez myśl by nam nie przeszło, by chwast znalazł się w bukiecie ślubnym. A dziś stał się modny.

— Tak, i coraz częściej jest wykorzystywany. Zadziwia i jest interesującym elementem wzbogacającym kompozycję. Pozwala osiągnąć naprawdę ciekawy efekt. Dodatkowo jest blisko nas. Nie trzeba go transportować od producenta, który znajduje się kilka tysięcy kilometrów od nas.

— Można powiedzieć, że bukiety pełne chwastów stają się również bardziej ekologiczne, bo ich transport nie jest źródłem śladu węglowego. Nie ma konieczności sprowadzania ich z drugiego końca świata.
— Wszyscy starają się wykorzystywać jak najczęściej rośliny lokalne. Ewentualnie pojawia się jeden egzotyczny dodatek. We florystyce popularny staje się również trend bukietów jednogatunkowych. To też jest bardzo ciekawe. Myślę też, że takich bukietów będzie coraz więcej.

— Bukiety kończyły do niedawna jako zasuszona, smętna dekoracja, a potem lądowały w śmietniku. A tymczasem co może z nich powstać?

— Tak naprawdę zawsze było mi żal kwiatów, które po pewnym czasie traciły swoją urodę. Myślę, że dużo osób miało podobne przemyślenia. Przecież za każdym otrzymanym bukietem kryją się emocje, wspomnienia. Kwiaty towarzyszą nam w najważniejszych momentach życia. Nawet niewielka wiązanka ma w sobie moc wzruszeń, wdzięczności, miłości. W trakcie moich poszukiwać w świecie florystyki natknęłam się na metodę konserwacji kwiatów w żywicy. To sprawiło, że dzięki temu bukiety i kwiaty mogą pozostać w naszym otoczeniu na dłużej. Tak zaczęły powstawać moje kapsuły z kwiatów i wspomnień. To dekoracje, zakładki i biżuteria z elementami roślinnymi. Zamknięcie zasuszonych roślin w żywicy pozwala zachować je na długi czas.

— Ta technika jest bardzo wymagająca?
— Proces powstawania dekoracji z kwiatów utrwalonych w żywicy jest bardzo złożony. Rozpoczyna się od przygotowania roślin, które potem trafią do mnie do pracowni. Potem czeka je etap suszenia w różnych preparatach. Metodę dobieram w zależności od gatunku. Utrwalanie kwiatów w żywicy również trwa bardzo długo. Tutaj nie można ominąć żadnego etapu, niczego nie da się przyspieszyć. Jest to więc czasochłonne. Jedna dekoracja powstaje od pięciu do ośmiu tygodni. W zależności od wielkości i rodzaju kwiatów.

Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło - Ależ Naturalnie
Fot. Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło
Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło - Ależ Naturalnie

Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło - Ależ Naturalnie
Fot. Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło
Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło - Ależ Naturalnie

Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło - Ależ Naturalnie
Fot. Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło
Katarzyna Ruszczycka-Skrzydło - Ależ Naturalnie


— Czyli rzeczywiście, jak piszesz na swojej stronie internetowej, robisz to z namaszczeniem buddyjskiego mnicha. Ta technika wymaga anielskiej cierpliwości?
— Z pewnością, ponieważ praca z kwiatami wymaga cierpliwości i uwagi. Przy tworzeniu bukietu musimy skupić się na doborze kwiatów i odpowiednim ich ułożeniu, by miały określony charakter. W moich kompozycjach jest podobnie. Tylko tutaj skupiam się na doborze odpowiednich okazów, które wykorzystam w dekoracji. Do tego dochodzi wspomniany proces suszenia i konserwacji. To bardzo ciekawe zajęcie, choć pracochłonne. Kiedy otrzymuję bukiety, zawarte w nich kwiaty są w słabej kondycji. Muszę się więc skupić na tym, by ich najpiękniejsze elementy ocalić i zachować w kwiatowej kapsule czasu. Chciałabym, by panna młoda mogła na nie patrzeć i dostrzegać w dekoracji te rzeczy, które zachowała w pamięci z dnia ślubu.

— Zdarzają się nietypowe zamówienia?
— Zwykle są to bukiety ślubne. Zdarzają się również wiązanki zaręczynowe czy te, które para młoda otrzymała od osób, które są ważne w ich życiu. Kwiaty mają określone znaczenie. Mogą być podziękowaniem. Często są wyrazem szacunku. Utrwalając kwiaty podziwiamy ich piękno, ale chyba bardziej istotny jest sentyment do osoby, która nam je podarowała. Nie mówiąc o tym, że bukiet ślubny to wspomnienia.

— Ty też masz swoją kapsułę czasu?

— Stworzyłam biżuterię z moich kwiatów. Niestety nie przetrwały w całości. To był też impuls do powstania „Ależ naturalnie”. Z mojego bukietu ślubnego udało się uratować niewiele. Zachowałam jedynie butonierkę i ozdoby do włosów z moich kwiatów ślubnych, które wykonywała moja przyjaciółka. Te elementy, które udało się zasuszyć wykorzystałam w biżuterii, którą teraz zakładam na specjalne okazje. Kwiaty z bukietu ślubnego mogą stać się nie tylko elementem dekoracji, która może stanąć na półce. Mogą też znaleźć się w biżuterii. Zależało mi, by wykorzystać je w przedmiotach, które mogą być blisko nas. Które można nosić ze sobą i w każdym momencie być źródłem dobrych emocji. Przed laty miałam okazję realizować swoją złotniczą pasję, ale później miałam przerwę. Kiedy zaczęły powstawać dekoracje ślubne, wróciłam również do tworzenia biżuterii. To było naturalne. Ta biżuteria jest wyjątkowa, bo każdy z nas może mieć kwiaty ze ślubnego bukietu tak blisko.

— Nie byłoby jednak „Ależ naturalnie”, gdyby nie fakt, że w twoim życiu pojawił się również stuletni dom. Potrzebne było miejsce, w którym te kompozycje mogłyby powstawać.
— Rzeczywiście. Na poddaszu naszego starego, warmińskiego domu, znalazłam przestrzeń do tworzenia, a na okolicznych łąkach inspiracje florystyczne. Architektura krajobrazu zeszła na drugi plan. Ten dom, jego otoczenie, z pewnością jest dziś ogromną motywacją do działania. Mieszkamy pod lasem, niedaleko pól i łąk, gdzie zbieram rośliny. Wykorzystuję je w biżuterii codziennej. Utrwalam też m.in. elementy warmińskiego lasu.

— „Ależ naturalnie” musiało więc powstać?
— To był naturalny proces, co miało też niebagatelne znaczenie przy powstaniu nazwy.

— Jednak z wykształcenia jesteś architektem krajobrazu. Twoja droga nie była więc przypadkiem?
— Rośliny, przyroda, zawsze były mi bliskie. Mama biolog starała się, byśmy zawsze byli blisko natury. Myślę, że moja droga, która prowadzi przez architekturę krajobrazu - studia i doktorat, florystykę, do sposobów utrwalania kwiatów jest naturalna i wciąż dużo przede mną.

— Rośliny odegrały ogromne znaczenie w twoim życiu. Dziś twoja rodzina nie je mięsa. Jakie są wasze ekologiczne zwyczaje?
— Przenosząc się z Olsztyna na wieś, rzeczywiście poczuliśmy, że życie ma tutaj inny, wolniejszy rytm. Co nam bardzo odpowiada. Mamy pasiekę, hodujemy kury. Dziś inaczej patrzymy na świat. Możemy obserwować z bliska cykl przyrody, zmieniające się pory roku. Kiedy tylko możemy wybieramy rower zamiast samochodu. Staramy otaczać się naturalnymi materiałami, produkować jak najmniej śmieci i wykorzystywać powtórnie na przykład plastikowe pudełka. Opakowania, w które pakuję biżuterię i dekoracje są papierowe, naturalne i podlegają recyklingowi. Wypełniam je suszonymi roślinami, a więc są w pełni biodegradowalne.

— Masz pasiekę, hodujesz kury, tworzysz biżuterię i jesteś mamą trzylatka. W jaki sposób godzisz te wszystkie aktywności?
— Pracuję również na etacie w Zespole Szkół Budowlanych, gdzie uczę architektury krajobrazu. W międzyczasie trwa "niekończący się" remont naszego stuletniego domu, bo prace wykonujemy sami. Nie jest lekko, bo rzeczywiście praca z kwiatami jest niezwykle wymagająca. Jednak jakoś udaje się to wszystko połączyć. To zasługa mojego męża, który bardzo mnie wspiera. Remontuje dom i opiekuje się synem, kiedy jestem w pracy na etacie. Kwiatami zajmuję się głównie nocą, kiedy w domu zapada cisza i wszyscy idą spać. Wtedy właśnie powstają moje kwiatowe kapsuły czasu.

Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
k.jankow@naszolsztyniak.pl