Kult Bandery, czyli bomba z opóźnionym zapłonem

2021-07-17 16:07:00 (ost. akt: 2021-07-16 16:37:13)
Eugenia Kononenko, publicystka, pisarka, pracownica Centrum Badań Kulturowych w Kijowie.

Eugenia Kononenko, publicystka, pisarka, pracownica Centrum Badań Kulturowych w Kijowie.

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Niedawno obchodziliśmy 78. rocznicę rzezi wołyńskiej. Była to okazja do uczczenia pamięci ofiar. Jak bumerang wróciła również kwestia inicjatorów czystek etnicznych, którzy zyskali status ukraińskich bohaterów. Dlaczego Ukraina czci takie postacie, jak Stepan Bandera, czy Roman Szuchewycz? Czy kryje się za tym wrogość wobec Polaków?
W marcu 2021 roku władze Tarnopola nadały stadionowi miejskiemu imię Romana Szuchewycza, dowódcy UPA, odpowiedzialnego za ludobójstwo Polaków. Decyzja wywołała oburzenie wśród mieszkańców Elbląga — miasta partnerskiego Tarnopola. 11 lipca przy skwerze Rotmistrza W. Pileckiego odbyła się manifestacja, zorganizowana przez Ruch Narodowy. Protestujący domagali się od władz Elbląga zerwania współpracy z Tarnopolem oraz zmiany nazwy ronda Tarnopol, na rondo Ofiar Wołynia.

Póki co elbląscy samorządowcy nie zdecydowali się na zerwanie relacji, rozwijanej przez oba miasta od 1992 roku. Ale niedługo po wybuchu afery zażądali od strony ukraińskiej wyjaśnień. Odpowiedź przyszła w kwietniu.
„Z mediów dowiedzieliśmy się o szerokim rezonansie na decyzję Rady Miejskiej Tarnopola o nadaniu stadionowi miejskiemu w Tarnopolu imienia R. Szuchewycza i próby wykorzystania tego przez niektóre siły polityczne i polityków Polski oraz wywarcia presji na partnerskie miasta” — pisali przedstawiciele administracji Tarnopola. — „Naszym zdaniem takie nieprzemyślane działania nie przyniosą korzyści przyjaznym relacjom między naszymi krajami i miastami”. Autorzy listu proponowali „zwołanie konferencji historyków obu krajów, żeby obalić komunistyczne mity, które są używane w nieprzyjaznej perspektywie”.

Z antybohatera na bohatera

Jaką rolę odgrywają we współczesnej Ukrainie takie postacie, jak Stepan Bandera, czy Roman Szuchewycz? Jak ich zwolennicy oceniają zbrodnie popełnione przez UPA? Z tymi pytaniami zwróciliśmy się do Eugenii Kononenko, pisarki, publicystki z Kijowa.
— Na Ukrainie, po uzyskaniu niepodległości, Bandera stopniowo, stawał się bohaterem — konstatuje badaczka. — Jest on oczywiście bardziej popularny, niż Roman Szuchewycz. Za czasów Związku Radzieckiego Szuchewycz nie figurował w masowej świadomości. Co innego Bandera, postać dość głośna, przedstawiana w bardzo negatywnym świetle. Po 1991 roku ta narracja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Wizerunek Bandery zaczęto oczyszczać, a z czasem opisywać jako wybitnego Ukraińca. Powstało mnóstwo biografii Bandery, utrzymanych w tym duchu. Nie brakuje też książek, w których przedstawia się go jako postać kontrowersyjną — przyznaje.

Wielu Ukraińców ma niewielkie pojęcie na temat prawdziwego Stepana Bandery. Nie oznacza to, że zmitologizowany portret wodza UPA przyjmuje się bezkrytycznie.
— Bandera i banderowcy wciąż dzielą ukraińskie społeczeństwo. Na wschodzie Ukrainy organizowano swego czasu wystawy, poświęcone biografii Bandery. Akcję traktowano jako oświatową. Miała ona na celu zmienić sposób, w jaki mieszkańcy tych obszarów postrzegają Banderę. Przekonać, że ich wiadomości na temat tej postaci są zafałszowane — mówi Kononenko.

Świadkowie wolą zapomnieć

Jak dobrze współczesne ukraińskie społeczeństwo zna tragiczne wydarzenia na Wołyniu?
— W zasadzie, przeciętni Ukraińcy mają niewielką świadomość na temat tego, co się wówczas wydarzyło — nie ukrywa Kononenko. — Szczególnie tyczy się to Ukraińców, którzy nie mieszkają na Wołyniu. W czasach Związku Radzieckiego o tych wydarzeniach w ogóle nie mówiono — podkreśla.
Szersze badania tragedii wołyńskiej ukraińscy historycy zaczęli prowadzić dopiero w latach 90 XX w.

— Pamiętam konferencję, którą zorganizował Uniwersytet w Ostrogożsku — wspomina Kononenko. — Konferencja była poświęcona właśnie rzezi wołyńskiej. Współpracownicy naszego Centrum Badań Kulturowych brali w niej udział. Stosunek uczestników wobec tych wydarzeń był bardzo różny. Historycy przekonywali, że o tych wydarzeniach należy pamiętać. Niezależnie od tego, jak traktowani byli Ukraińcy przez Polaków w okresie 20-lecia międzywojennego, przeprowadzanie czystek etnicznych było niedopuszczalne.
Ukraińscy badacze odnotowali również dość niepokojący fakt.

— Ówcześni mieszkańcy Wołynia, którzy pamiętali tamte wydarzenia, woleli o nich milczeć. Mieli oni świadomość, że UPA nie ma dobrego wizerunku. A nagłaśnianie rzeźni wołyńskiej jeszcze bardziej ten wizerunek skompromituje. Taka postawa była charakterystyczna dla ludzi prostych, niewykształconych — podkreśla pisarka.

Zupełnie inaczej podchodzą do problemu przedstawiciele inteligencji.
— Mirosław Popowicz, jeden z najbardziej znanych współczesnych filozofów ukraińskich, pracował swego czasu jako nauczyciel historii w jednej z wiejskich szkół na Wołyniu — zauważa Kononenko. — Prowadził rozmowy ze świadkami rzezi wołyńskiej. Był głęboko przekonany, że o tej tragedii należy mówić. Ukraińcy padali ofiarami zbrodni ze strony przedstawicieli innych narodowości. Lecz sami również popełniali zbrodnie. Tego faktu nie można negować. Zasadniczo intelektualiści są za tym, by o tym pamiętać, prosić o wybaczenie. Natomiast zwykli ludzie woleliby wymazać te wydarzenia z historii — puentuje ukraińska pisarka.
I dodaje:
— Szeregowym Ukraińcom osoba Bandery kojarzy się przede wszystkim z walką przeciw ZSRR i komunistom. Nie kojarzą go z działaniami przeciw Polakom. Gloryfikację UPA nie traktują oni w kategoriach czynu wymierzonego w Polskę, lecz jako sprzeciw wobec Związku Radzieckiego oraz obecnej Rosji.

Trudny bagaż
— Stepan Bandera bez wątpienia pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci we współczesnym panteonie ukraińskich bohaterów — potwierdza Mykoła Riabczuk, ukraiński krytyk literacki, poeta oraz eseista w książce „Syndrom postkolonialny. Spostrzeżenia”. — Te kontrowersje wynikają z głębokiego podziału ukraińskiego społeczeństwa na dwie językowo-kulturowe, grupy o zupełnie odmiennym spojrzeniu na przeszłość historyczną kraju. Ale Bandera jest oceniany niejednoznacznie także w kręgach środowisk proukraińskich — pisze.
Kult działaczy OUN i UPA, wspierany przez instytucje państwowe, pociąga za sobą szereg problemów. Choćby w sferze polityki wewnętrznej i zagranicznej.

— W jaki sposób gloryfikację ruchu banderowców, jako organizacji patriotycznej i narodowo-wyzwoleńczej, pogodzić z potępieniem jej ekscesów, czystek etnicznych wśród ludności polskiej i żydowskiej, prześladowania ideologicznych przeciwników oraz „odstępców”? Jak budować relacje z Polakami, Żydami, czy „antybanderowskimi” Ukraińcami, biorąc pod uwagę ich poważne zastrzeżenia co do OUN i UPA? — pyta Riabczuk.

Historia banderyzmu jest ponadto obciążona ideologicznym bagażem, który zupełnie nie przystaje do współczesnych czasów.
— To bagaż politycznego terroru, autorytaryzmu, integralnego nacjonalizmu, ksenofobii i nietolerancji. Z etycznego punktu widzenia to elementy niedopuszczalne — zastrzega ukraiński eseista.

Winien ZSRR?

Dlaczego banderyzm zyskuje na popularności we współczesnej Ukrainie? Paradoksalnie, jedna z przyczyn sięga korzeniami czasów sowieckiej propagandy.
— Radziecka propaganda zawsze demonizowała nacjonalistów, ale nie dlatego, że łamali oni prawa człowieka, lecz za opór, jaki stawiali stalinowskim władzom — twierdzi Ołeksandr Motyl, amerykański historyk i artysta ukraińskiego pochodzenia, w artykule „Ukraine, Europe, and Bandera”. — Sowiecka propaganda przedstawiała nacjonalistów jako barbarzyńców i rzezimieszków, nie posiadających żadnej idei, oprócz siania śmierci i zniszczenia. Ten obraz przyjął się na obszarach Ukrainy wschodniej oraz południowej, które były bardziej zsowietyzowane — pisze.

Po rozpadzie ZSRR nowo powstałe państwa zaczęły tworzyć własną, niezależną narrację historyczną.
— To, co sowieccy historycy konsekwentnie ignorowali, bądź oczerniali, stało się obiektem badań i dyskusji. Termin „banderowiec”, który wcześniej miał wydźwięk pejoratywny, nabrał wydźwięku pozytywnego — wyjaśnia Ołeksandr Motyl.
Chcąc odciąć się od czerwonej przeszłości, nasi wschodni sąsiedzi afirmowali to, co antyradzieckie.
— Współcześni Ukraińcy, którzy uznają banderowców za bohaterów, szanują ich za konsekwentny opór wobec Związku Radzieckiego w latach 1939-1955. Nie uznają przemocy ukraińskich nacjonalistów wobec Polaków i Żydów jako coś godnego pochwały. Jednocześnie, traktują te wydarzenia jako wątek poboczny. W ich rozumieniu Bandera i nacjonaliści to przede wszystkim niezgoda na wszystko, co radzieckie, niezgoda na antyukraińskie kłamstwa, absolutne oddanie idei niezależnej Ukrainy. Banderę i nacjonalistów postrzega się także jako alternatywę do skorumpowanej, pazernej ukraińskiej elity, nieudolnie kierującej tym państwem. Oczywiście takie postrzeganie przeszłości jest jednostronne — zastrzega.

Niepijący fanatyk
Ołeh pochodzi z Tarnopola. Od dwudziestu lat mieszka w Polsce. Jest jednym z tych Ukraińców, którzy nie akceptują kultu Bandery. Jego zdaniem nie powinno się stawiać ich na piedestale.
— W niektórych przypadkach banderowcy wykazali się niezwykłą odwagą i determinacją. Niektóre pomysły czołowych działaczy tego ruchu miały sens. Bandera był abstynentem, nawoływał do unikania używek, takich jak alkohol, czy tytoń. Ale te pozytywne aspekty nie mogą przesłaniać nam drugiej strony medalu. Banderowcy byli fanatykami, gotowymi w imię ideologii unicestwić miliony istnień ludzkich, z Ukraińcami włącznie. Ich społeczno-polityczne wizje kompletnie mijały się z rzeczywistością. Nie dało się tego zrealizować w ówczesnych realiach historycznych. Gdyby nawet Bandera i jego poplecznicy zdołali stworzyć niepodległe państwo, byłoby to państwo totalitarne, równie okrutne wobec obywateli, co reżim stalinowski. W takim kraju na pewno nie chciałbym mieszkać — deklaruje.

Zdaniem naszego rozmówcy, gloryfikowanie radykalnych aktywistów z OUN, przy jednoczesnym ignorowaniu ich zbrodni, może przynieść wiele szkód.
— Psuje to stosunki z Polską, krajem, który na chwilę obecną jest jedynym sensownym sojusznikiem Ukrainy. W działaniach politycznych powinna być konsekwencja. Skoro stawiacie pomnik działaczom UPA, postawcie obok pomnik dla jego ofiar. W przeciwnym wypadku wyjdziecie albo na ignorantów, którzy nie znają własnej historii. Albo na hipokrytów, którzy wolą zatuszować niewygodne fakty z przeszłości.
Ołeh dostrzega także inne zagrożenie.
— Jak każda radykalna, agresywna ideologia, banderyzm niesie za sobą potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa Ukrainy. To bomba z opóźnionym zapłonem, która w pewnym momencie może eksplodować — ostrzega.

Paweł Snopkow
p.snopkow@gazetaolsztynska.pl

Roman Szuchewycz (1907-1950) — ukraiński działacz nacjonalistyczny, zastępca dowódcy batalionu „Nachtigall”, kapitan 201 batalionu Schutzmannschaft, generał i naczelny dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za zaakceptowanie rzezi wołyńskiej jako taktyki UPA przeciwko Polakom i przeprowadzenie ludobójczej czystki etnicznej w Małopolsce Wschodniej na polskiej ludności cywilnej.
Zginął w obławie wojsk NKWD.

Stepan Bandera (1909-1959) — ukraiński polityk niepodległościowy, radykalny nacjonalista, terrorysta, jeden z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Od 1940 r. kierował jedną z dwóch frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Współtworzona przez Banderę frakcja OUN-B ponosi odpowiedzialność za zorganizowane w latach 1943–1944 ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, którego ofiarą padło około 100 000 osób.
Zginął w zamachu przeprowadzonym w Monachium przez agenta KGB Bohdana Staszynskiego.
Źródło: wikipedia