Angelika Stawisińska, dyrektor GOK w Dywitach: Trzeba mówić, że wszystko można! [ROZMOWA]

2021-05-29 17:32:34 (ost. akt: 2021-05-28 15:35:18)

Autor zdjęcia: GOK Dywity/ Anna Urbanik

Angelika Stawisińska, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Dywitach, ma w sobie tyle energii i chęci do działania, że mogłaby pewnie nią obdzielić kilka osób. Dowód? Urlop bierze po to, by... pracować. 29 maja obchodzimy Dzień Działacza Kultury.
— Kiedy myślałam o działaczkach kultury, natychmiast pojawiło się w mojej głowi pani nazwisko. Mam wrażenie, że jest pani kobietą kultury z krwi, kości i serca.
— Kocham to robić i tak naprawdę nie czuję, że pracuję. I pewnie dlatego siedzę w tej pracy od rana do wieczora, w sobotę i w niedzielę, a kiedy trzeba i w święta. W duchu zawsze byłam działaczką kultury, a w końcu zajęłam się tym też zawodowo, choć na początku byłam… technologiem żywności i nauczycielką chemii.

— O!
— Tak! Dlatego kiedy ktoś mówi, że nie lubi na przykład swojej pracy, to zawsze radzę: zmień zawód. Warto robić to, co się lubi. I ja to robię! Wybierając studia, nie do końca wiedziałam, czym będę się zajmować w przyszłości. Chciałam iść na studia taneczne, ale moi rodzice nie popierali tego pomysłu, więc wybrałam inny kierunek, ale i tak wróciłam swoją łódką życiową do tej przystani, do której dążyłam.

— A ta łódka już w dzieciństwie płynęła po falach kultury. Kto tę łódź na nie skierował?
— Mój dziadek budował świetlicę wiejską, która się później stała filią takiego domu kultury. Spędzałam tam mnóstwo czasu i czułam, że to mój drugi dom. I teraz podobnie jest u nas, w Dywitach. Ludzie do nas przychodzą, bo chcą wypić kawę, herbatę, porozmawiać z innymi twórczymi ludźmi, rozwijać swoje zainteresowania. Są dzieci, które przychodzą do nas prosto po szkole, żeby uczestniczyć w różnych zajęciach. Czasem okazuje się, że tak naprawdę spędzają u nas pół tygodnia!

— Co składa się na siłę waszego ośrodka kultury?
— Nasz ośrodek jest instytucją gminną, która, w jakimś sensie, łączy różne instytucje: to nie tylko dom kultury, ale też świetlice i biblioteki. W dużych miastach, na przykład w Olsztynie, każda instytucja kultury ma swój zakres obowiązków, bo np. miejski ośrodek kultury jest odpowiedzialny za wydarzenia kulturalne, Pałac Młodzieży za edukację kulturalną młodzieży, a Uniwersytet Trzeciego Wieku za zajęcia dla seniorów. My te wszystkie zadania łączymy, prowadząc zajęcia dla osób w różnym wieku i z różnego zakresu. Jesteśmy wielofunkcyjni i interdyscyplinarni.

— I integracyjni.
— Oczywiście! Integrujemy mieszkańców, prowadząc edukację kulturalną i odpowiadając na potrzeby naszej społeczności. Specjalnie dla mieszkańców naszej gminy uczymy się różnych nowych rzeczy, żeby później móc im tę wiedzę i umiejętności przekazać, podzielić się tym.

— Wiem, że pani obecnie pracuje z młodzieżą.
— Tak, tworzymy razem Młodzieżową Radę Kultury, która wspiera naszą działalność po to, żebyśmy lepiej docierali do młodych mieszkańców, bo wiemy, że młodzież najrzadziej uczestniczy w kulturze. Nam się udało znaleźć sposób, by wejść z nimi w fajną relację i założyć grupę, która inicjuje różne działania. Napisaliśmy na przykład projekt, dzięki któremu powstało radio internetowe. Jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam, czym jest podcast, a teraz, dzięki młodym ludziom, nie tylko wiem, ale i uczę się takie podcasty przygotowywać. Prezentujemy w nich spojrzenie młodzieży np. na teatr, muzykę, zapraszamy naprawdę wyjątkowych gości, bo rozmówcami młodzieży byli już np. Andrzej Fabisiak z Teatru Jaracza, który wyjawił Marcelinie, że jego przygoda z teatrem zaczęła się na podwórku, czy Piotr Sułkowski, dyrektor filharmonii, którego Natalia podchwytliwie zapytała, czy w filharmonii nie mogłoby się pojawić więcej muzyki rozrywkowej. Z tych spotkań wychodzą świetne dyskusje. Bo młodzież jest mądra, trzeba tylko przy niej być. I mówić, że wszystko można.

— Towarzyszyć, ale nie narzucać niczego.
— Zgadza się. Oni mają naprawdę dużo ciekawych pomysłów i odwagę. Kiedy nasze dziewczyny z Młodzieżowej Rady Kultury były w Teatrze Jaracza, zrobiły tak świetne wrażenie, że udało nam się wypracować taką współpracę, dzięki której to one będą organizatorkami spektaklu teatru, który odbędzie się w Dywitach.

— A chłopaków macie w tej Radzie?
— Mamy, ale raczej takich „zadaniowych”. Włączają się wtedy, kiedy mają coś konkretnego do zrobienia. Jeden z nich fascynuje się fotografią, a drugi filmem, więc chętnie wspierają nas w takim zakresie. Dziewczyny spotykają się regularnie, także towarzysko, bo bardzo się zaprzyjaźniły.

— Rozmawiamy w czasie pani pobytu w Brąswałdzie na warsztatach tkackich. Skąd pomysł na takie działania?
— Inicjatywa wyszła od mieszkańców. Oni zgłosili zapotrzebowanie, a my projekt do Narodowego Centrum Kultury. W sześciu miejscowościach zorganizowaliśmy pracownie, a po roku w jednej kontynuowane są zajęcia. Kiedy planowaliśmy ten projekt rękodzielniczy, liczyliśmy, że będziemy mieli około 80 uczestników. Mieliśmy 200.

— Mówi pani „my”...
— W naszym ośrodku mamy naprawdę fajny zespół złożony z wyjątkowych ludzi. Joasia Kitkowska ma twórcze, plastyczne pomysły, Ania Urbanik prowadzi zajęcia z grafiki komputerowej, na które zapisy są na kilka miesięcy do przodu, od inicjatyw oddolnych jest sołtyska jednej ze wsi Karolina Moczulska, a Krzysztof Włodarski, muzyk, zagra na wszystkim, nawet na garnku, a jak będzie trzeba, to i za mikrofon chwyci (śmiech). Mam wokół siebie wielozadaniowych ludzi, którzy bez problemu zakasają rękawy i zrobią, co trzeba.

— Te rękawy trzeba zakasać między innymi dlatego, jak się domyślam, że kasy na kulturę zawsze jest za mało.
— To prawda. Mamy jednak to szczęście, że w tamtym roku udało nam się pozyskać sporo pieniędzy z Narodowego Centrum Kultury, a nasz ośrodek został wyróżniony jako jeden z szesnastu, które tworzą nową ofertę edukacyjną właśnie pod skrzydłami NCK. Nasz budżet jest na podobnym poziomie, a dzięki dodatkowym programom i dotacjom możemy rozwijać swoją ofertę. Wiadomo jednak, że wszystko drożeje. Na szczęście możemy liczyć także na mieszkańców gminy, którzy wiele rzeczy robią po prostu społecznie. Na przykład teraz wprowadzamy nowy pilotażowy program wycieczek, w przygotowaniu których pomagają nam sołtysi. Co drugą niedzielę, od 13 czerwca do końca września, będziemy organizować wycieczki po różnych miejscowościach i towarzyszące im spotkania przy kawie i herbacie. W rolę przewodników wcielą się osoby, które najlepiej znają historię swojej wsi. Czasami kulturze nie trzeba dużo pieniędzy. Trzeba fajnych ludzi. A my takich mamy.

— Z tego, co słyszę, nie ma pani w zwyczaju odpoczywać?
— Och, od lat urlopy poświęcam na obozy i kolonie taneczne, podczas których jestem wychowawcą młodzieży, oraz na udział w organizacji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Demoludy”. Odpoczywam dzięki temu psychicznie.

— Co jeszcze daje pani radość?
— Taniec. Uwielbiam tańczyć. Tak jak zresztą cała moja rodzina. Pamiętam, że tata mnie zaciągał do garażu, włączał głośno muzykę, wygłupialiśmy się i tańczyliśmy. To sposób na wyrażenie siebie, na wyrzucenie z siebie trudnych emocji i pokazanie radości.

Daria Bruszewska-Przytuła


1. Najczęściej uśmiecham się, gdy...
widzę radość u innych.
2. Gdyby moje życie miało być dostać tytuł to brzmiałby on…
„Działacz kultury”.
3. Moją największą siłą jest...
zarażanie radością i kulturą.