Ratownik po covidzie: Ratuję ludzi, może dlatego zostałem ocalony

2021-06-02 19:07:00 (ost. akt: 2021-06-02 12:04:57)
Andrzej Rungo w czasie rehabilitacji na oddziale pocovidowym

Andrzej Rungo w czasie rehabilitacji na oddziale pocovidowym

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

W marcu Andrzej Rungo z Olsztynka walczył o kondycję po koronawirusie na oddziale rehabilitacji pocovidowej w szpitalu pulmonologicznym. Dziś wrócił do pracy, a jest ratownikiem medycznym. Z wirusem ma cały czas do czynienia.
— O mały włos, a nie byłoby pana z nami. Covid dosłownie pana rozłożył. A jak jest dzisiaj?
— O niebo lepiej! Lekarz pulmonolog zlecił mi kontrolny tomograf. Gdy zapoznał się z wynikami, powiedział, że muszę iść na kolanach do Częstochowy. Jestem szczęściarzem, że tak szybko wyszedłem z choroby. A przecież przechodziłem zakażenie bardzo ciężko. Wizyta na oddziale pocovidowym bardzo mi pomogła, ale najwięcej zawdzięczam sobie. Jestem człowiekiem, który dużo się rusza i sporo chodzi. Lubię sport po prostu. I to jest główna przyczyna tego, że tak szybko stanąłem na nogi. Bo w życiu, dla zdrowia, trzeba się dużo ruszać. To podstawa. I broń w walce z koronawirusem. Ruch, ruch, ruch! Płuca muszą ćwiczyć oddychanie. Trzeba męczyć organizm, bo dzięki temu płuca się rozprężają i skurczają. W ten sposób, nabierając powietrza, się rehabilitują. Oczywiście moja wizyta na oddziale nie była bez powodu. Lekarze bardzo mi pomogli i bardzo im dziękuję. Powrót do zdrowia jest jak puzzle. Wszystko razem wpływa na zdrowienie. Gdyby nie ćwiczenia rozciągające w szpitalu, pewnie dłużej dochodziłbym do siebie. Zresztą ja w szpitalu nie poleżałem ani chwili. Jak nie było ćwiczeń, to chodziłem. Szpital pulmonologiczny, gdzie mieści się oddział pocovidowy, znajduje się w lesie. Ile mogłem, tyle wychodziłem na świeże powietrze. Ile mogłem, tyle biegałem.

— Takich oddziałów przybywa w Polsce, bo jest taka potrzeba. Z jakimi problemami zmagali się pacjenci?
— Dla wszystkich najtrudniejsza była i pewnie nadal jest — mówię o nowych pacjentach — niewydolność krążeniowo-oddechowa. Nie było wymiany tlenu, który powinien iść z płuc do krwi. Płuca po prostu nie dają rady dostarczać tlenu. Proszę sobie więc wyobrazić, jak się człowiek czuje. Bo jak nie ma tlenu, komórki są nim niedokarmione i nie ma się wydolności. Człowiek jest bardzo słaby i męczy się przy najmniejszym ruchu.

— Zaszczepił się pan już?
— Jeszcze nie mogę tego zrobić. Zbadałem sobie przeciwciała dwa razy. Pierwszy raz zaraz po wyjściu ze szpitala, a drugi raz niedawno. Cały czas mam bardzo wysoki poziom. Lekarz powiedział, żebym się wstrzymał, bo mogę sobie krzywdę zrobić. Może dojść do konfliktu. Bo gdybym się zaszczepił, to wprowadziłbym do organizmu również przeciwciała. Nie wiadomo, jak by się one połączyły i co w wyniku tego by się stało. Nie mogę mieć wojny w organizmie. Może nic się nie wydarzyć, ale wolę dmuchać na zimne. Zaszczepię się, gdy przyjdzie na to czas. Tym bardziej, że przeciwciała po przebytym zakażeniu cały czas mnie chronią.

— Czyli warto się szczepić?
— Każdemu, z kim rozmawiam, mówię, że trzeba to zrobić. Niestety dużo ludzi dalej lekceważy pandemię. Gdy znajomi przeczytali o mnie artykuł w "Gazecie Olsztyńskiej", a przecież bez ogródek opowiadałem w nim, jak przeszedłem covid, uznali, że to ustawka. Nadal twierdzą, że mówiłem głupoty i dałem się zmanipulować. Że powiedziałem, co musiałem. A ja powiedziałem, co uważałem — całą prawdę. Bo ja naprawdę ciężko przechorowałem covid! Co musi się stać, żeby ludzie w końcu zrozumieli i wzięli się w garść? Byłem w szpitalu i z całą pewnością mogę powiedzieć, że to nie jest bajka. To bardzo ciężka choroba, która zabiera wiele osób.

— Nie tylko pan sam doświadczył covida, ale jest pan ratownikiem medycznym i wiele pan widział.
— Pracuję w karetce wyjazdowej reanimacyjnej. Gdy jedziemy do pacjenta, teraz zawsze robimy mu wymaz. Zdarzają nam się osoby, które były zaszczepione, a mimo to są dodatnie, czyli chorują. Nie mają objawów koronawirusa, bo wezwanie karetki jest z innego powodu. Potrzebują pomocy, bo na przykład czują ból w klatce piersiowej. Ludzie się wtedy dziwią, że mają koronawirusa. I te sytuacje pokazują, że tak się to może teraz objawiać. Szczepienie chroni przed objawami, ale nie przed samym zakażeniem. I to jest najbardziej niebezpieczne. Osoby niezaszczepione mogą "oberwać" od tego, który nie wie i nawet nie czuje, że jest dodatni. Koronawirus cały czas jest z nami. Cały czas krąży. Oczywiście zdarzają się jeszcze przypadki pacjentów z objawami. Raz na jakiś czas w Olsztynie wozimy takich na oddziały covidowe. Jest ich dużo mniej, ale cały czas są. A kiedyś z karetki nie wychodziliśmy. Półtora miesiąca temu nie było nawet chwili odpoczynku.


— I cały czas w kombinezonie...
— Okropnie jest w nim pracować. Rozpakować z niego się nie można, bo trzeba być w nim nieustannie. Duchota w nim jest koszmarna. Do tego maska... Tragedia! Nikt tego nie rozumie, ile myśmy, ratownicy, przeszli. Nie chciałbym wracać do kombinezonów, a do choroby... nie daj Boże.

— To kiedy pan wyrusza do Częstochowy?
— Na kolanach nie pójdę, bo za daleko, ale na pewno się wybiorę. Pojadę. W Gietrzwałdzie już byłem, bo bliżej. W ogóle myślałem o tym dużo. Jest jakaś siła, która chroni. Dzięki temu, że jestem na tym świecie jeszcze potrzebny, tak szybko wyszedłem z koronawirusa. Ratuję ludzi, może dlatego zostałem ocalony.

— Czeka nas czwarta fala?
— Ludzie urywają się z łańcucha. Po tak długim stresie, tracą zmysłu. Wszyscy na hura idą w świat. A za chwilę się okaże, że będziemy mieli powtórkę z rozrywki. Czwarta fala jest nieunikniona. Jeśli nie zaatakuje nas indyjski wariant koronawirusa, to będzie inny. Ale na pewno będzie.

— Covid coś zmienił w pana życiu?
— Psychicznie nie, fizycznie na szczęście również nie. Ale zrozumiałem, że w życiu nie liczy się tylko praca, choć moja jest ważna, ale jest też coś poza nią. Kiedyś pracowałem w kółko, a dziś na szczęście wiem, kiedy i gdzie się zatrzymać.

Na ozdrowieńców z powikłaniami w Samodzielnym Publicznym Zespole Gruźlicy i Chorób Płuc w Olsztynie przeznaczonych jest 25 łóżek. Postępowanie rehabilitacyjne jest ukierunkowane na remisję choroby, poprawę wydolności wysiłkowej i krążeniowej, sprawność oddechową i siłę mięśniową i ogólną sprawność fizyczną.

ADA ROMANOWSKA
a.romanowska@gazetaolsztynska.pl