Dlaczego kapitan zastrzelił majora?

2021-05-16 18:00:12 (ost. akt: 2021-05-14 15:38:25)
Willa Casablanka

Willa Casablanka

Autor zdjęcia: archiwum Władysława Katarzyńskiego

Restauracja Casablanca przy ulicy Zamkowej 5 nad Łyną, funkcjonująca w dawnej willi oficerskiej. To jedno z bardziej charakterystycznych miejsc w Olsztynie. W dodatku z niezwykłą historią. 1907 roku doszło w willi do głośnego zabójstwa na tle miłosnym.
Od strzału z pistoletu oddanego przez kapitana von Goebena, który zaskoczył swoją żonę z majorem Augustem von Schonebeckiem. Ten drugi został przez niego śmiertelnie raniony. Kapitan przyznał się do winy, po czym popełnił samobójstwo. Po tych wydarzeniach wojsko pozbyło się „trefnego” obiektu na rzecz Ernsta Haricha, właściciela drukarni wydającej gazetę Allenstsein Zeitung. Po wojnie Casablanca była dłuższy czas kasynem wojskowym, które miało nawet swoją orkiestrę. Budynek odrestaurowano w nowszych czasach i znowu jest on restauracją.

Jako stary olsztyniak chcę tu wrócić do wspominanej w felietonie z 24 kwietnia na łamach „Gazety Olsztyńskiej” „Antologii Szemranej, czyli wypisków z alternatywnej pamięci miasta”. To projekt „Olsztyńskie teorie spiskowe”, realizowany z pomocą mieszkańców przez Miejski Ośrodek Kultury, a skierowany do turystów i olsztynian. Efekt tego projektu znalazł odbicie na słupach ogłoszeniowych w mieście oraz na niektórych przystankach MPK, a także na stronie MOK. Autorzy projektu proszą, żeby go na bieżąco uzupełniać, co też w moim felietonie chcę teraz uczynić.

Zaczynam od wspomnianej Casablanki, gdzie w 1907 roku, kiedy była jeszcze willą oficerską, doszło do tragicznych wydarzeń, o czym rozpisywała się w 1907 roku nawet zagraniczna prasa. Znalazło się to również w antologii europejskiego pitavalu.

Przy okazji, w sąsiedztwie Casablanki istnieje most na Łynie, który współcześnie też jest miejscem magicznym. Wiszą tam bowiem — jak na wielu niewielkich mostach w Europie — kłódki, które na poręczach na znak „miłości na wieki” zapinają zakochani. O tym również warto tu wspomnieć.
Wieża spadochronowa
Fot. Zofia Barankiewicz
Wieża spadochronowa

Jeśli chodzi o „szemrane” lokale gastronomiczne, wymieniono w projekcie kilka z nich, które przeszły do legendy. Wspominałem o nich w swoich felietonach. A były to słynna „mordownia” Zgoda na skrzyżowaniu ulicy Jagiellońskiej i Żeromskiego, bar Rondo, Pod Kogutem, Kasztelanka, U Jungsta, Pod Kołem. Trzy ostatnie, jak zauważają żartobliwie twórcy projektu, to istny Trójkąt Bermudzki, w którym w ciągu jednego dnia zaginął niejeden konsument.
[media
Jest tu wymieniona także gwiazda wśród restauracji, czyli Andromeda. Warto dodać, że to w niej właśnie odbywał się pierwszy w Olsztynie pokaz stripitizu.
Dopisałbym do tej listy jeszcze trzy słynne olsztyńskie przybytki gastronomiczno-rozrywkowe: Dom Środowisk Twórczych, restaurację Pod Żaglami i Samowar, o bywalcach których i wydarzeniach z tymi obiektami związanych krąży mnóstwo anegdot.

Jeśli chodzi o miejsca magiczne, w projekcie jest oczywiście ujęty Zamek Kapituły Warmińskiej, Hala Widowiskowa „Urania” czy też kina „Polonia” i „Kopernik”. Z ciekawością przeczytałem w tym miejscu o historii żyrandola w kinie Polonia, chyba najpiękniejszego w Olsztynie, chociaż równie piękne są i żyrandole zamkowe. Szkielet tego z „Polonii” był złożony z prawie 160 elementów, w tym z trzech wielkich mosiężnych elips.

Przy okazji, czy wiecie, gdzie trafiły wymontowane fotele z kina „Kopernik”? Odkupiło je kino „Grunwald” w Olsztynku.

Jeśli chodzi o kina, na listę projektu MOK jeszcze dopisać dwa chyba najsłynniejsze olsztyńskie kina: „Odrodzenie”, gdzie były wspaniałe balkony, „Awangardę” czy też letnie kino „Zatorze”, gdzie jako małolaty oglądaliśmy przygody sołdata Czapajewa.

Przy okazji wspomnieć, że przy ulicy Jagiellońskiej stał nieistniejący już dzisiaj Dom Pod Lwem, ujęty w wielu przewodnikach po Olsztynie.
Dom Pod Lwem
Fot. archiwum Małgorzaty Kołzoń
Dom Pod Lwem

A skoro już jesteśmy na Zatorzu, upominam się o legendarny Stadion Leśny, na którym w 1960 roku Józef Szmidt pobił rekord świata w trójskoku wynikiem 17.03. Ponownie pojawił sie tu pół wieku później i wtedy zrobiłem z nim wywiad.
Proponuję też włączyć do spisu miejsc magicznych stojącą na skwerku przy dawnym WDK wieżę spadochronową, pod którą odbywały się co tydzień majówki.
W projekcie jest co prawda słynna Górka Jasia, ale nie każdy wie, skąd ta nazwa. Wyjaśniam: w sąsiedztwie istniało gospodarstwo, którego właścicielem był pan Jan, przez dzieci nazywany Jasiem. Jeśli zachodziła potrzeba, można było u niego w warsztacie naostrzyć łyżwy.

Brakuje mi mi na liście słynnego końskiego targu, kiedyś największego bazaru w naszym mieście, gdzie w czasach kryzysu można było kupić pomarańcze z paczek z zagranicy, czekoladę albo płyty zespołu The Beatles. Proponuję też wpisać na listę Peweks na starówce, gdzie kupowało się dżinsy za bony, sklep z najmodniejszymi ciuchami Elegant przy ulicy Limanowskiego i tuż obok Aleję Kasztanowców, po której mknął trolejbus, ulubione miejsca wypoczynku zakochanych i emerytów.

Z zaciekawieniem zapoznałem się z listą alternatywnych nazw olsztyńskich „lokalizacji”, między innymi dzielnic Korea, Hamburg, Pekin, Falklandy. A także z takimi słynnymi miejscami spotkań olsztyńskich piwoszy jak Niagara, Karolek, Betonplac czy też Kapselplac. Te dwa ostatnie pisaliśmy przez „tz”.

Przy okazji wspomnianych dzielnic, o moim rodzinnym Zatorzu napiszcie, że nazywano je zamiennie Zatorkiem.

Z nostalgią zapoznałem się z listą olsztyńskich postaci nietuzinkowych, a wszystkie te osoby znałem z autopsji, są tam m.in. pani Wiosenka, pan Józek, Bongiorno czy też milicjant drogówki Kobra. Zabrakło mi natomiast na liście Łobola, inaczej Ziutka Łobockiego, jednej z najbarwniejszych postaci Olsztyna, sportowca i trenera, oraz dzielnicowego Jurka.

Ciekawy jest moim zdaniem ujęty w projekcie temat nawiązujący do lokalnych legend, jak Biała Dama w Teatrze im. Stefana Jaracza czy legenda o wyspie Herta. Informacje o tej drugiej też wymagają uzupełnienia.

Herta na Jeziorze Wulpińskim, to niegdyś, jak wspomniano w projekcie, własność Roberta Rogalli, olsztyńskiego restauratora, posiadacza hotelu i restauracji Copernicus w Olsztynie. W okresie międzywojennym istniało na wyspie muzeum militarne i restauracja. Nazwa wyspy wzięła się od imienia Herty, dziewczyny zakochanej w ubogim rybaku, którą ojciec wywiózł i pozostawił na wyspie, żeby wywietrzały jej z głowy amory i tej samej nocy zaginęła ona bez wieści podczas burzy. W lipcu 1933 roku podczas nawałnicy doszło do katastrofy łodzi motorowej kursującej z Dorotowa na wyspę. Zginęło wówczas kilkunastu pasażerów. Dodam, że lokalna legenda głosi, że przewoźnik nie posłuchał ostrzeżenia Herty, której widmo ostrzegało rybaków przed nadchodzącą burzą, nakazując im wrócić do brzegu.

Kończąc temat zagadkowych wydarzeń, mocno naciągana jest zamieszczona w projekcie historia o istnieniu niegdyś w mieście Pomnika Zamiaru czy też ciągnących się aż do Moskwy kabli pod ulicą Jagiellońską, o których jako były mieszkaniec Jagiellońskiej jako żywo nie słyszałem. No, ale potraktujmy to jako żart.

Przy okazji informacja o pomniku autorstwa Sylwina Mydlaka pod nazwą Barbapappa godna uwagi.

„Nasza Antologia jest w sposób oczywisty niepełna, urywkowa — jak owe strzępy pamięci” — wyjaśniają autorzy projektu. I dalej: „Każdy może dopisać kolejne jej rozdziały — na bazie własnych wspomnień i skojarzeń. Mamy nadzieję, że lektura będzie nostalgiczną wyprawą do świata przeszłości: trochę śmiesznego, trochę groźnego, mocno zmitologizowanego — rozpiętego między realizmem a miejską legendą”.

Dodam, że jednym z ciekawych elementów projektu MOK-u, któremu dyrektoruje pisarz Mariusz Sieniewicz, jest grafika. „Antologia Szemrana” wpisuje się doskonale w promocję miasta.

Władysław Katarzyński