Każdy ma swój własny Everest. Rozmowa z Barbarą Ickiewicz, trenerem aktywności

2021-05-14 18:00:17 (ost. akt: 2021-05-14 15:26:49)
Barbara Ickiewicz, trener aktywności oraz doradca całożyciowy z Warmińsko-Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych.

Barbara Ickiewicz, trener aktywności oraz doradca całożyciowy z Warmińsko-Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych.

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Zdrowie to jedna z najcenniejszych rzeczy w życia człowieka. Jeśli jednak zdrowie stracimy, warto pamiętać, że istnieją organizacje oraz specjaliści, do których możemy zwrócić się o pomoc. Jedną z takich specjalistek jest Barbara Ickiewicz, trener aktywności oraz doradca całożyciowy z Warminsko-Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych w Olsztynie.
— Na czym dokładnie polega rola doradcy całożyciowego?

— Doradca całożyciowy jest członkiem zespołu, który pracuje przy projekcie Centrum Aktywności. Wynika to z metody, którą zapożyczyliśmy od jednej z organizacji, zajmujących się zatrudnianiem wspomaganym — odpowiada Barbara Ickiewicz. — Pracujemy z naszymi uczestnikami zespołowo, wspieramy się wzajemnie. Wnosimy swój własny wkład, swoją własną perspektywę do programu, który realizujemy. Na początku wspólnie z uczestnikami stawiamy sobie określone cele. Aktywizacja społeczna i aktywizacja zawodowa to dwa najszersze obszary, cele nadrzędne. Formułujemy w nich cele bardziej szczegółowe. Czasem są to cele bardziej intrapersonalne, związane z daną osobą, z obrazem siebie, postrzeganiem świata, z zarządzaniem emocjami, z samopoznaniem. Czasem są to cele, które wiążą się z umiejętnościami interpersonalnymi czy samoorganizacyjnymi: są one bazą i do aktywizacji społecznej, i do aktywizacji zawodowej. Z tego obszaru też wybieramy zadania, które są najistotniejsze, które naszym zdaniem dają możliwość realizacji celów głównych.

Trzeba wiedzieć, do czego zmierzamy, ale też jakie mamy zasoby. Służy temu diagnoza wieloprofilowa. Odbywa się ona na początku spotkań z uczestnikami. Jest też tak, że wiele celów weryfikujemy w trakcie trwania programu, gdyż jest to proces. Okazuje się, że pojawiają się nowe sytuacje, doświadczenia, jakiegoś aspektu wpływającego na sytuację uczestników, których nie zauważyliśmy, nie doceniliśmy. Jest to całkiem naturalne. Gdy zmienia się sytuacja życiowa naszych klientów, pojawiają się nowe potrzeby.

W tym projekcie pierwszą osobą w największym wymiarze współpracującą z klientem jest trener aktywności. Uczestnik jest wspierany dodatkowo, w miarę potrzeb, przez doradcę całożyciowego oraz psychologa. Pracując zespołowo, mamy więcej możliwości wpływu na zmianę sytuacji naszego klienta. Często doradca całożyciowy jest też doradcą zawodowym. Jeśli naszym ostatecznym celem staje się aktywizacja zawodowa, to dobrze robić to w oparciu o konkretne metody i narzędzia. Ja osobiście jestem doradcą zawodowym, coachem kariery, ale też pedagogiem. Moje wykształcenie jest więc ukierunkowane na pracę z ludźmi, w tym na osoby z niepełnosprawnościami.

— Wspiera pani osoby z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Co w tej pracy stanowi dla pani największe wyzwanie?
— Na pewno ten zawód jest pod pewnymi względami bardziej wymagający niż profesje, w których pracuje się z ludźmi niedoświadczającymi niepełnosprawności. Na początku wydawało mi się, że będzie to jakieś wyzwanie, trudność. Z biegiem czasu ta niepełnosprawność jest tylko w tle. Tak naprawdę, wyzwaniem jest poznanie danej osoby i znalezienie takiej drogi i takich sposobów, żeby mogła ona z punktu A przemieścić się do punktu B. Do punktu, w którym chciałaby się w życiu znaleźć, kim chciałaby być. Osoba, która do nas przychodzi jest decydentem, my ją tylko wspieramy w decyzjach. To nie są działania na kimś, tylko działania z kimś. Podmiotowe i partnerskie traktowanie klientów jest dla mnie bardzo istotne.

— Co uważa pani za swój największy sukces?

— Moim sukcesem są sukcesy moich klientów. Jeśli zmienia się ich sytuacja, czasem ku zaskoczeniu ich samych, bo nie zawsze wierzą we własne możliwości. Myślę, że budowanie pewności siebie, poczucia własnej wartości jest bardzo ważne. Jeśli to się uda, odczytuję to jako swój największy wkład.

— Czy każdemu da się pomóc?

— Pomóc da się oczywiście każdemu. Każdy ma swoje własne cele, własne potrzeby i każdy ma swoje własne Everesty. To, co jednej osobie wydaje się mało istotne, niespektakularne, dla drugiej jest rzeczywiście Everestem. Może nie każdy z naszych klientów znajdzie pracę, ale nie zawsze jest to najistotniejszy cel. Bo dużo zmian zachodzi w obszarze życia, codzienności, w obszarze kontaktów z innymi ludźmi. Każdy może tutaj coś zyskać, jeśli zechce to wziąć.
W Centrum Aktywności bardzo ważne jest to, że uczestnicy wzajemnie poznają własne historie. Widzą, jak w trakcie projektów poszczególne osoby osiągają sukcesy. Również na gruncie zawodowym. To bardzo motywuje innych. Bo skoro tej koleżance i temu koledze się udało, to ta droga jest otwarta również dla mnie. Osoby z niepełnosprawnościami naprawdę wspierają się wzajemnie, działają na siebie motywująco. Stąd cenne jest dla nas to, że możemy się spotykać w grupie, a nie tylko w ramach spotkań indywidualnych trener-klient.

— Żeby pomóc osobie doświadczającej niepełnosprawności w osiągnięciu większej samodzielności trenerzy nieraz pracują z jej bliskimi...

— Rodzina jest największym zasobem u każdego człowieka. Bywa tak, że osoby z niepełnosprawnością są częściowo od swojej rodziny zależne. Jest to również zmartwienie rodziców tych osób, które pozostają częściowo niesamodzielne życiowo, nie podejmują zatrudnienia po ukończeniu nauki. Każdy rodzic zastanawia się, co będzie dalej, jaka będzie przyszłość mojego dziecka. My, jako trenerzy, którzy wchodzą w życie danej rodziny, mamy to poczucie, że wiemy tylko trochę, nie znamy wszystkich czynników kontekstowych. Natomiast rodzice znają daną osobę oraz jej sytuację i mogą okazać się dla nas cennymi przewodnikami.
Ale dzieje się to tylko wówczas, gdy nasz klient wyrazi na to zgodę. Nie może być tak, że przychodzi do nas dorosła osoba, a my traktujemy ją ciągle jak dziecko, które ma rodziców i to rodzic decyduje. Decyduje osoba z niepełnosprawnością, my jej dajemy wsparcie. I rodzice są tym wsparciem jak najbardziej zainteresowani.

— Czy od samego początku chciała pani pomagać osobom z niepełnosprawnościami? Czy też odkryła pani ten zawód z czasem?

— Moja ścieżka zawodowa jest dość złożona. Ukończyłam studia pedagogiczne, ale potem zapragnęłam być technologiem żywności. Zrealizowałam ten pomysł na siebie, zdobyłam o tytuł inżyniera i swoją pracę rozpoczęłam jako technolog żywności. Myślę jednak, że te pierwsze studia były podjęte nie bez powodu. Potrzeba i chęć współpracy z ludźmi była u mnie potrzebą ważną. Splot różnych okoliczności ułożył się tak, że po latach wróciłam do swojego pierwszego zawodu i rozpoczęłam współpracę z Towarzystwem Przyjaciół Dzieci. Pracowałam z osobami młodymi, zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Był to mój pierwszy kontakt z aktywizacją zawodową osób w bardzo trudnej sytuacji i wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że to jest to, co chcę robić. Ostatecznie trafiłam do Warmińsko-Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych. Bardzo się cieszę, że tak się stało.
Mówi się, że nie ma przypadków, szczególnie gdy mówimy o drodze zawodowej. Dla mnie praca z osobami z niepełnosprawnościami jest pracą naprawdę satysfakcjonującą.

— Czego nauczyła się pani dzięki pracy z osobami z niepełnosprawnością?
— Kontakt z takim osobami uczy szacunku i pokory. Podziwiam odwagę moich klientów. Dla mnie to najsilniejsze osoby, jakie znam. Nie raz widziałam, jak pokonują ogromne bariery. Jest to dla mnie cenna lekcja życiowa.

— Czy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat życie osób z niepełnosprawnościami, które zamieszkują nasz region, zmieniło się na lepsze?
— Na pewno jest lepiej. Pojawia się coraz więcej inicjatyw dostępnościowych. Urzędy oraz infrastruktura stają się bardziej otwarte. Wdraża się idee projektowania uniwersalnego, które są bardzo pomocne. Ale bez wątpienia pozostaje jeszcze dużo rzeczy do zrobienia. Uważam, że brakuje systemowego wsparcia dla osób z niepełnosprawnością, szczególnie dorosłych. Nasze projekty częściowo pełnią taką rolę. Jednak marzy mi się zakład aktywizacji zawodowej z prawdziwego zdarzenia, nowoczesny, gdzie potrzebujący tego uczestnicy mieliby większe możliwości treningu umiejętności, które pomogą wkroczyć na otwarty rynek.

— Przyzwyczailiśmy się do terminu osoba niepełnosprawna. Dlaczego lepiej używać terminu osoba z niepełnosprawnością?
— Słowa mają moc. Odpowiednia terminologia to nie jakaś wydumana poprawność polityczna, jak niektórzy zwykli sądzić. Osoba z niepełnosprawnością to jest osoba. Takie sformułowanie pokazuje, że w pierwszej kolejności jest człowiek, jak każdy z nas, a niepełnosprawność nie jest jego istotą. Odpowiada mi też termin „osoba doświadczająca niepełnosprawności”. Nie tylko uszkodzenie, deficyt, czy choroba definiuje to, w jaki sposób funkcjonujemy. Nasze funkcjonowanie zależy w dużej mierze od barier mentalnych, czasem bardziej niż architektonicznych. W zależności od tych barier, a z drugiej, niedocenionej strony, zasobów, którymi dysponujemy, doświadczamy niepełnosprawności albo jest ona czymś w tle. Oczywiście musimy mieć świadomość, musimy wiedzieć, z czym niepełnosprawność się wiąże. Ale to nie ona definiuje człowieka.

— Na koniec kilka słów do osób z niepełnosprawnościami, które chciałyby zmienić swoje życie...
— Zapraszam do Sejmiku. Odważcie się, dajcie sobie szansę. Jeśli myślicie o pracy, jeśli myślicie o zmianie, spróbujcie. Przyjdźcie do nas, porozmawiajmy. Być może będzie to moment przełomowy.


Paweł Snopkow
p.snopkow@gazetaolsztynska.pl

Biuro projektów Warmińsko-Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych: 10-575 Olsztyn, al. Piłsudskiego 11/17, lok. 107 (budynek NBP), tel. 89 523 84 01, kom. 504 22 55 95, e-mail:centrumaktywnosci.olsztyn@wp.pl; asystent.sejmik@wp.pl