I Jezus był bezdomny, i miał kłopoty z władzą

2021-05-08 20:11:00 (ost. akt: 2021-05-08 18:46:13)

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Na chodniku pod KFC w centrum Olsztyna siedzi mężczyzna. Jedna z gałek jego oczu ma zmieniony kolor, a jego uzębienie jest trochę niekompletne, ale jest ogolony i schludnie ubrany. Wygląda na trzeźwego: mówi wyraźnie. Trzyma tabliczkę z napisem: „Jestem bezdomny i niepełnosprawny”.
[„Nie możesz nigdy zapomnieć o jednej rzeczy: historie zawsze czekają na ulicy”Pająk Jeruzalem]

Po rozmowie okazuje się jednak, że nie jest ani do końca bezdomny, ani do końca niepełnosprawny. O co chodzi?

Mięso ze strusia był bardzo smaczne

Kamil, bo tak się nazywa, ma 35 lat. Zapytany o dzieciństwo i szkołę, odpowiada z uśmiechem, że lubił chodzić, ale na wagary. Mieszkał w centrum miasta; jego matka była ogrodniczką (Kamil pomagał jej w ogrodzie — przy owocach i warzywach — jak mógł), a ojciec rzeźnikiem. Matury nie chciało mu się napisać. Trochę później zdarzało mu się robić na budowie — powiedział, że kiedyś, gdy tak pracował, poczęstowano go mięsem ze strusia: nigdy wcześniej ani później nie jadł czegoś takiego i było bardzo smaczne.

Potem, już po ukończeniu osiemnastu lat, jakiś czas mył szyby samochodów na pobliskim parkingu — zdarzało się, że zarabiał i 400 złotych dziennie. Później dość długo bumelował, nie robiąc nic. Do domu przychodził tylko na obiad.

Kilka lat później stała się rzecz straszna: Kamil był świadkiem gwałtu. I wtedy uderzył gwałciciela z taką siłą, że bandyta umarł. Wyłącznie dzięki świadectwu zgwałconej dziewczyny mężczyzna dostał wyrok tylko trzech i pół roku więzienia.

Mówi, że w kryminale na powitanie pobił strażnika, który go „zdenerwował”. W więzieniu nie było źle — Kamil siedział z więźniami grypsującymi i dostawał dobre jedzenie, ponieważ jako osadzony pracował też na budowie, a więźniom tam pracującym dawano porządne porcje, „żeby mieli siłę do pracy”.

Jakiś czas po tym, jak Kamil wyszedł z kryminału w 2010 roku, umarli jego rodzice. Mężczyzna nie pracował i nie miał na czynsz, więc został wyeksmitowany.

Matka ubezwłasnowolniła syna

Można powiedzieć, że od wtedy Kamil żyje na ulicy. Ma jednak obecnie dach nad głową: mieszka kątem u kolegi w domu jednorodzinnym. Na Redykajnach. Dorzuca się na czynsz. Bezdomnym jest oficjalnie, ponieważ nie jest nigdzie zameldowany. Redykajny leżą dość daleko od centrum Olsztyna, ale Kamil ma darmowe przejazdy autobusowe, bo jest ubezwłasnowolniony i nie ma prawa do zasiłku.

Ma zdiagnozowaną schizofrenię paranoidalną i jego matka, gdy jeszcze żyła, ubezwłasnowolniła syna. Jako taki — Kamil ma zakaz pracy.

To dość potworne mieć sądowy zakaz pracy. Bo skąd czerpać środki do życia? — pyta, nie oczekując odpowiedzi.

Wydaje się, że taki człowiek prędzej czy później trafi na ulicę. Kamil dostaje trochę renty, ale nie da się z takich pieniędzy wyżyć, więc codziennie przyjeżdża do centrum miasta i żebrze na chodniku. Najczęściej siedzi przy KFC, blisko ratusza — mówi, że przebywa tam od trzynastej do osiemnastej albo dziewiętnastej.
Również zimą, chociaż członki marzną. Kiedy pada, Kamil chowa się pod daszkiem. Mężczyzna ma starszego brata i starszą siostrę, ale ich kontakt się urwał. Kamil nie wie nawet, czy żyją. Zapytany, czy ma wielu znajomych żyjących jak on na ulicy, potwierdza, ale uzupełnia, że nie trzyma się z tymi ludźmi, ponieważ oni piją bardzo dużo alkoholu, a on popija „tylko czasami”.

Kamil wspomina, że kilka tygodni wstecz, gdy szedł ulicą i kulał (miał uraz kolana), zaczepiła go Kasia, która jest zielonoświątkowcem: była dla niego bardzo miła, dała mu kolorową broszurę i powiedziała, że będzie się za niego modlić. Mężczyzna pokazuje ładną ulotkę — szczególnie podoba mu się fragment, w którym wspomina się, że Jezus był bezdomny i że miał kłopoty z władzą: — Czyli z policją” — uśmiecha się Kamil.

Normalną pracę jak normalny człowiek

Zapytany, czy policjanci się go czepiają, zaprzecza, ale mówi, że strażnicy miejscy czasami do niego podchodzą i nie pozwalają mu siedzieć tam, gdzie spokojnie siedzi. Gdzie może zatem przebywać bezdomny? Czy komukolwiek przeszkadza? To otwarte pytania.

Mężczyzna mówi też, że w Żabce, na osiedlu, gdzie Kamil mieszka, szefowa przeczytała o nim w gazecie, rozpoznała go i powiedziała mu, że ma zakaz wstępu do jej sklepu, bo „nie ona potrzebuje bezdomnych klientów” — człowiek musi więc chodzić po zakupy do dalszej Biedronki.

Na darmowe, ciepłe obiady Kamil chadza do Caritasu na Grunwaldzkiej. Wieczorami, gdy siedzi w swoim pokoju, ogląda telewizję (ma nawet dekoder) i popija herbatkę, czasami piwo. Zapytany, czy nie znosi takiego życia, odpowiada, że chwilami niezmiernie. Mówi, że chciałby mieć normalną pracę i żyć jak człowiek, nie musieć się prosić i marznąć na chodniku. Najchętniej popracowałby jako pomocnik na budowie, co zresztą kiedyś przez jakiś czas robił, ale skończyła się robota i został z niczym.

Kamil jest spokojny i nie wygląda na chorego. Choć nie jest ani zupełnie niepełnosprawny, ani zupełnie bezdomny, o czym ma świadczyć tabliczka, którą trzyma, to nie jest oszustem. Oczywiście jest człowiekiem wykluczonym. Gdyby jednak wziął się w garść i na przykład poszedł do psychiatry i postarał się o zniesienie ubezwłasnowolnienia, miałby szansę wyjść z kryzysu bezdomności.

Moja świętej pamięci babcia, która większą część życia przepracowała w opiece społecznej, powiedziała mi kiedyś, że ludzie żyjący na ulicy przede wszystkim nie chcą żyć normalnie — opowiada. — To oczywiście duże uogólnienie, ponieważ każdy ma własną historię i własny dramat, jednak istotnie chyba łatwiej jest siedzieć na ulicy i żebrać, niż codziennie ciężko pracować. Może się mylę...?

***
31 grudnia 2019 roku w województwie warmińsko-mazurskim było 1141 bezdomnych, z tego 1002 mężczyzn, 125 kobiet i 14 dzieci.

Michał Kotliński