Eda Yukov: Tak! Ludzie potrzebują sztuki!

2021-03-29 14:43:15 (ost. akt: 2021-04-12 10:24:17)

Autor zdjęcia: Ewa Czułowska

Ja mam w życiu absolutne szczęście! Dziennikarstwo owszem — wręcz skazuje mnie na częste spotkania z ludźmi wyjątkowymi, nietuzinkowymi, niepospolitymi. Ale jeśli nawet raz na jakiś czas w pracy trafi się posucha — zawsze mogę liczyć na przyjaciół!
A już szczególnie na Ewę, która w świecie sztuki czuje się jak ryba w wodzie, porusza się tam niczym kapitan żeglugi wielkiej za sterami własnego latającego Holendra oraz zna samych najlepszych artystów, nie tylko w okolicy. I tu pojawia się moje szczęście: przyjaciółka Ewa bardzo często do swojego świata sztuki zaprasza mnie — pogubione dziecko. Ale ponieważ Ewa jest wyśmienitą przewodniczką, kuratorką, a pasją do sztuki — mam wrażenie — potrafiłaby zarazić nawet kawałek kostki brukowej, oddaję się w jej ręce z niezmienną radością, ale też ciekawością małej dziewczynki, którą ktoś prowadzi w nieznane, tajemnicze, pełne niewiadomych miejsce…!

Ewa Czułowska, bo o niej mowa, sztuką zajmuje się od zawsze. Niestraszne jej krachy na giełdzie, nie boi się nieczułych na sztukę fanów spraw nieludzko przyziemnych. Do otwarcia nowej galerii wirus nie tylko jej nie zniechęcił — covidek wręcz stał się impulsem i dodał jej skrzydeł przyspieszenia!
Tym razem była to wystawa Edy Yukov, „Zatrzymane w czasie”. I w ogóle wszystko było pięknie, zainteresowanie ogromne, publiczność dopisała — choć akurat tym razem wszystko było inaczej!

Eda Yukov

Zanim jeszcze poznałam samą artystkę, już w listopadzie ubiegłego roku zdążyłam dobrze poznać jeden z jej obrazów, zresztą właśnie w Galerii Sztuki Ewy Czułowskiej, bo gdzieżby indziej! Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to litery. Obraz, jak sama nazwa wskazuje, jest wyrazem samym w sobie i — nomen omen — wyrazów nie powinien już potrzebować żadnych. Tymczasem na tym akurat płótnie artystka zgromadziła wszystkie litery alfabetu, pomieszała je w tylko sobie znane wzory — i tak, w bardzo osobistym języku duszy, wyraziła COŚ. Może to były skłębione emocje, a może opinia o świecie, a może wręcz filozofia życia — grunt, że jako dziennikarka bezustannie parająca się słowem, licząca znaki, skrupulatnie pilnująca interpunkcji i liczb tak, by artykuł zmieścił się na stronie — nie przeszłam obojętnie.

— Dużo piszę po swoich obrazach, tu są całe historie — powiedziała mi Eda, kiedy przy tym jej obrazie spotkałyśmy się w Kuźni Społecznej.

Inna rzecz, że dziennikarstwo dziennikarstwem, ale fakt, że prywatnie wielbię pióra wieczne, kaligrafię, różne kroje pisma i liternictwo — też miał tu znaczenie. Może dlatego wyłowiłam natychmiast te mieniące się litery Edy?

Artystka, a za nią Sophie i Zuzanna z Bubulkiem

Właśnie, mieniące się… To był kolejny szczegół już wtedy, w listopadzie przyciągający mnie do tego obrazu jakby magnesem. Po czym okazało się, że także on miał swoje uzasadnienie, swoją przyczynę i swoje praźródło. Dziś wiem już, że Eda Yukov to artystka, która w swojej pracy używa różnych materiałów, w tym opalizujących farb. I to ona w czasie naszej rozmowy zwróciła uwagę na skrzące się na moich oczach wszelkimi kolorami brokatowe cienie do powiek…!

Pierwsze były medytacje

Dopiero teraz wyszło na jaw, że te litery w jeszcze nieopanowanym przeze mnie języku — to „Power of Meditation”, Potęga Medytacji, technika mieszana na płótnie. Niejako parę do Potęgi stanowi „Meditation no. 8” — płótno nieco mniejsze i z mniejszą literową abstrakcją, ale za to z mieniącym się na złoto — a jakże! — symbolem słońca. Po chwili zauważam, że wszystkie obrazy Edy zgromadzone na tej akurat wystawie oznaczone są mniejszym lub większym, ale jednak symbolem niezniszczalnego słońca. Raz, jak w Medytacji nr 8, symbol dominuje nad całym płótnem — na innym widnieje w charakterze niewielkiej aplikacji na rękawie kobiety. Ale jest. Zawsze.

Meditation no. 8

— Słońce jest dla mnie źródłem energii. Kiedy przychodzą dni bez słońca, jakaś jesienna słota — ja umieram. W ogóle chyba nie jestem z tej szerokości geograficznej…! I to nie jest nawet kwestia temperatury, tylko właśnie światła — mówi mi Eda.

Co innego malowanie.

— Okna mojej pracowni wychodzą na północ, więc słońce tam nigdy nie zagląda. I dobrze, bo słońce nie tylko przyciemnia obraz, ale wręcz przekłamuje kolory. Nawet w plenerze malarz zawsze będzie szukał cienia, bo to, co namaluje w słońcu — przy ograniczonym świetle dziennym czy w pomieszczeniu wyjdzie bardzo ciemne. Natomiast symbol słońca na moich obrazach ma dla mnie podobne znaczenie. W astrologii to symbol słońca, w alchemii z kolei oznacza złoto, jako pierwiastek przez słońce zdominowany. Generalnie wcale się nie dziwię, że ludzie od czasów starożytnych tak bardzo fascynowali się słońcem i przypisywali mu nadzwyczajne, wręcz magiczne moce!

„Zuzanna z Bubulkiem” przywołuje skojarzenia z Gustavem Klimtem i natychmiast przenosi mnie do Wiednia. Po czym wracam do swojskiej Kuźni i dostrzegam Bubulka także na płótnie zatytułowanym „Między wierszami”. Nie wiem, czy Bubulek, ale na płótnie zatytułowanym „Dres” z pewnością jakiś pies męczy się z kloszem ochronnym na pyszczku. Po czym obie panie — i artystka, i kuratorka — jednakowo zaintrygowane, prowadzą mnie do płótna z „Adelą”. Adela jest zamyślona, patrzy gdzieś w bok i wgląda, jakby się zastanawiała czy iść dalej, czy jednak chwilowo zatrzymać się i pomedytować…

Między wierszami

— Ale spójrz na dół — zachęca mnie Ewa. — Co widzisz przy udzie Adeli?
Trudno przyznać, ale dół tego płótna jak dla mnie wygląda na niedokończony. Jakby artystka coś zaczęła, rozmyśliła się, zamazała — i już nie namalowała w tym miejscu niczego nowego.

— Tu też jest pies i też ma na głowie ten ochronny klosz — pokazują, a ja rzeczywiście dostrzegam przy Adeli kolejny wizerunek czworonoga, ale tym razem już nie znajomego mi buldoga, jednego z dwóch, które przynależą przyjaciółki Edy, i które Eda z lubością wpasowuje w swoje dzieła, tylko innego. Bardziej w typie teriera walijskiego Ewy.

— Widzisz? Warto oglądać ten i inne obrazy z przewodnikiem — dodaje Ewa, kurator wystawy. — Bo czasem trzeba zwiedzającego naprowadzić na prawdziwe sedno dzieła…

Ostatniego psiaka dostrzegam w towarzystwie „Sophie”, która nie wiedzieć czemu — twarz ma całą pokrytą różowym napisem w języku Edy.

Jako kolejny moją uwagę przyciąga obraz zatytułowany „Alchemia”. Nie dość, że pięknie kojarzy się z symbolem słońca, o którym już rozmawiałyśmy, to jeszcze w dolnej części zapisany jest kolejnym artykułem, rozdziałem książki czy może tekstem piosenki? — Nie, to fragmenty tekstów z „Matrixa” — mówi mi Eda, a Ewa natychmiast każe skoncentrować się na tym dole jeszcze bardziej i wyjść poza ramy liter.

— Tygrys! Tygrys jak nic…! — objawia mi się po chwili. — Chyba bengalski, bo taki biały…? O, tu, z prawej strony różowy nosek ma…

— Tak! W przypadku tej pracy do wykonania napisu wykorzystałam szablon. Najlepsze szablony wychodzą ze starych zdjęć rtg — Eda zdradza mi tajniki swojego warsztatu.

No i dobrze. To już wiem, komu oddam swoje prześwietlenia płuc sprzed dwóch dekad…!

Dama z… ufoludkiem!

Zdążyłam się już nauczyć, że na obrazy Edy Yukov trzeba patrzeć długo, z wielu stron, z daleka i z bliska, kilkakrotnie przeogniskowując soczewkę oka. Kiedy zatem staję przed płótnem o tytule „New Age” — po dłuższej chwili dostrzegam tam kontury słynnej „Damy z łasiczką”. I wydaje mi się, że jako pilna uczennica mam ten egzamin z malarstwa nawet przed tak surową komisją egzaminacyjną — po prostu w kieszeni.

Nic podobnego!

— To w ogóle nie tak! — tłumaczy mi Ewa z właściwym sobie, zaraźliwym ogniem. — Owszem, dama jest, ale tu też jest człowiek w dżinsach o, widzisz. Jakby do góry nogami, tu ma głowę…

Robię zdjęcie i obracam je o 180 stopni. Rzeczywiście: człowiek leży sobie na lewym boku i nogi ma przy samej górnej ramie obrazu. Ale obrót o 180 stopni pozwala mi też dostrzec owieczkę, która w „normalnym” widoku jest ową łasiczką…! Ewa pokazuje mi jeszcze chomika, ale ja na sam koniec — gdzieś między jednym a drugim mrugnięciem — widzę w nim ufoludka!

Nie ma co mówić — sztuka Edy ma naprawdę liczne wymiary…!

Detal z New Age: ja widzę kosmitę — reszta świata widzi chomika!

Cykl włoski

Jako ostatnie powstały 4 obrazy, nazwane przez Ewę, kuratorkę tej wystawy, cyklem włoskim z jednym akcentem egipskim. Chodzi mianowicie o płótna „Aksamit”, „Adda”, „La Scala” i egipski „Sfinks”. Być może tytuły tego nie obiecują, ale wszystkie cztery dzieła przedstawiają kobiety.

— Pani z „Aksamitu” wygląda jakby paliła papierosa! — stwierdzam natychmiast. — A ta czerń jej wdzianka rzeczywiście wygląda jak aksamit…
Ależ skąd! Jak czerń?!

— Zapewniam cię, że na żadnym z tych obrazów nie ma ani jednego grama czarnej farby — kuratorka Ewa natychmiast tłumaczy mi kolejne tajemnice warsztatu Edy.

Aksamit

— Eda uzyskała taki efekt, mieszając ultramarynę i umbrę. I tak to wyszło. Wszystkie te kolory uzupełniła krzemionką, która daje mieniący efekt. W silnym słonecznym słońcu ten kolor będzie miał raczej poświatę granatową lub grafitową — na „Aksamicie” widać to chyba najdobitniej. A co do papierosa — jesteś chyba piątą osobą, która tak tę kobietę widzi. Dla mnie ona raczej trzyma butelkę wina i dokładnie czyta etykietę…!

Gdyby którakolwiek z pań miała zawisnąć na jednej z moich ścian — bez wątpienia byłaby to „La Scala”. Bo moim zdaniem najbardziej kobieca jest.

Wbrew pandemii

Dla przebiegu i ostatecznego zainteresowania wystawą „Zatrzymane w czasie” Edy Yukov niemałe znaczenie miała pandemia i obostrzenia, które w znacznie zaostrzonej wersji na Warmii i Mazurach weszły kilka dni przed premierą…! Czy wizja zamknięcia wszystkiego mocno was przeraziła?

— Jestem już szczęśliwie na tym etapie swojego artystycznego życia, że nie muszę być decyzyjna. Kurator podejmuje za mnie większość decyzji — mnie pozostaje zdecydować, co mam namalować na obrazie — śmieje się Eda. — Tu też dochodzi kwestia zaufania. Ewę znam już tyle lat i ufam w jej talent organizacyjny tak mocno, że w ogóle nie dyskutowałam z jej decyzjami, mamy już spore doświadczenie, i choćby przytrafiły nam się różne przeciwności wierzę, że ostateczny wynik będzie po prostu dobry.

— A ja bez jednej sekundy wahania powiedziałam natychmiast: robimy, tyle że przechodzimy do online — mówi Ewa. — Pierwszą reakcją Edy była radość, że przynajmniej w czasie wernisażu nie będzie musiała zakładać maseczki…!
A czy ludzie w ogóle mają głowę do sztuki w czasie pandemii?

— Ludzie zawsze potrzebują sztuki. Otaczają się nią, tylko nie zawsze są świadomi, że ona wokół nich jest. Pandemia zmieniła nam jedynie perspektywę. Kiedy mieliśmy na wszystko czas i łatwy dostęp do sztuki, to odkładaliśmy sporo rzeczy, nie tylko sztukę, na później. Pandemia pokazała, że nie ma co odkładać na potem, bo potem już może nigdy nie nadejść. Możemy nie zdążyć — uważa Eda Yukov.

— Wystawa wisi dwa tygodnie i wiele było takich sytuacji, że musiałam odmówić chętnym do jej zwiedzania — przede wszystkim z powodu obostrzeń i reżimów. Wiele mówią nam też liczniki wejść i oglądalności na żywo, w mediach społecznościowych. Ta sytuacja z nagłym przejściem do online była nowa dla nas wszystkich i wszystkich nas zaskoczyła. Może dlatego tak dobrze nam wyszło…? — zastanawia się Ewa.

To prawda. Wszyscy musimy się ciągle w czymś odnajdować pierwszy raz. I nikt nigdy tego przed nami nie ćwiczył…

— Ta wystawa to też dowód na to, że mimo wszystko można robić swoje. To trudny czas, a jednak się udało. Wprawdzie moja praca nie zmieniła się wcale: tak jak wcześniej pracowałam w samotności, tak dalej pracuję, ale odebrane nam zostały kontakty międzyludzkie — podsumowuje Eda swój nietypowy wernisaż.

— Kiedy wymyślasz tytuł? — pytam, gdy już kończymy nasze osobiste i bardzo autorskie zwiedzanie „Zatrzymanych w czasie”.

— Zazwyczaj na końcu. Słowo nie jest moim medium, ja się nie wyrażam słowem.
Wychodzę zachwycona emocjami, ale i z nowym odkryciem: proszę bardzo — „Zatrzymane w czasie” obrazy Edy Yukov uświadomiły mi właśnie, jak wiele malarstwo może mieć wspólnego z pisaniem. I bardzo mi z tą świadomością od dziś dobrze!




Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Magda #3064391 13 kwi 2021 19:00

    Pokazała tak wiele, jest genialna! Pozostało jej tylko nasrać i rozmazać. Nobel!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5

GRUPA WM Sp. z o.o. realizuje projekt dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach działania 1.5 Dotacje na kapitał obrotowy Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

Unia Europejska

VISA MASTER CARD