Norbi o Krawczyku: To był człowiek renesansu

2021-04-06 13:47:50 (ost. akt: 2021-04-06 15:02:32)
Nie żyje Krzysztof Krawczyk

Nie żyje Krzysztof Krawczyk

Autor zdjęcia: Grzegorz Kwakszys

Przyjechał do Olsztyna, nagrał piosenkę w 40 minut... Tak rozpoczęła się ponad dwudziestoletnia przyjaźń Norbiego z Krzysztofem Krawczykiem. Piosenkarz i prezenter z Olsztyna wspomina legendę polskiej muzyki — Krzysztofa Krawczyka.
Krzysztof Krawczyk… dosłownie spadł ci z nieba.
— A było to 22 lata temu. Spotkaliśmy się przypadkiem. Robił coś wtedy dla telewizji, a ja nagrywałem płytę „Norbi 2000” z duetami. Z tym, że te duety niewiele miały wspólnego z muzyką. Zaprosiłem do współpracy showmanów — m.in. boksera Przemysława Saletę, piłkarzy Tomasza Iwana i Piotra Świerczewskiego, Wojtka Jagielskiego i Marcina Jędrycha. Czy dobrze śpiewali? Byli fachowcami od innych spraw. Dlatego, gdy spotkałem Krzyśka Krawczyka pod telewizją, poczułem, że chcę z nim zaśpiewać. Byłem wtedy z menadżerem. Stwierdziliśmy, że jak nie zapytamy go o to, to będziemy „tępymi dzidami”. Dlatego zagadaliśmy.

— Tak po prostu?
— Dla nas to był rzeczywiście pan Krzysztof Krawczyk. Ale podeszliśmy: „Krzysiu, witaj!” Odpowiedział tym samym. Byłem wtedy na fali, więc w sumie mogłem do Krzyśka podejść bez żadnego kłopotu, tak po prostu właśnie. W sumie to każdy mógł do niego podejść, bo to był naprawdę fajny gość. Spytał, co robimy, a ja mu na to, że nagrywam płytę. I tak ni stąd ni zowąd, zapytałem: zaśpiewasz ze mną piosenkę? W sekundzie usłyszałem: „wyślijcie mi demo, ale raczej tak”. Wysłaliśmy mu „Piękny dzień”, a on przyjechał do Olsztyna. I nagrał tę piosenkę. W 40 minut! Od tamtej pory mieliśmy kontakt. Zostaliśmy przyjaciółmi.


— Zostałeś jego synem…
— Na teledysku tak się do niego zwracałem. On mówi mi „synu”. Tak samo zwracaliśmy się do siebie podczas wywiadu u Wojtka Jagielskiego. Wielu ludzi potem zakładało się o pieniądze, że ja naprawdę jestem jego synem. To oczywiście niejedyne wspomnienie. Mam ich naprawdę wiele i wszystkie są rewelacyjne. Nie tylko z koncertów, ale i ze spotkań prywatnych. Przez trzy lata, od nagrania piosenki, naprawdę wiele się działo w naszym życiu. I powiem szczerze, że naprawdę był dla mnie jak ojciec… Gdy dowiedziałem się, że odszedł, zaniemówiłem. A przecież gadam jak oszalały. Nic nie mogłem powiedzieć. Cały czas brak mi słów i nie wiem, co powiedzieć. Nie mogę sobie wyobrazić, że jego już nie ma. Pewnie dojdzie to do mnie w sobotę w czasie pogrzebu, który odbędzie się w Łodzi. Bo oczywiście jadę go pożegnać.

Fot. Robert Kobyliński

— Krzysztof Krawczyk był wielkim artystą...
— I jest. Był nie tylko świetnym człowiekiem, ale bardzo dobrym wokalistą. Miał genialny warsztat. Potrafił odnaleźć się w każdym gatunku muzycznym. I odszedł zdecydowanie za szybko. Miał 74 lata, więc co to za wiek. On nigdy nie był wiekowy, zawsze był młody. W głowie przede wszystkim. Wiek nie miał znaczenia, bo to był człowiek renesansu. Mógł jeszcze wiele zrobić. I cały czas był aktywny, wręcz rozrywany. Bywałem w jego salonce, bo jak zawsze, miał przy sobie swojego kampera, którym jeździł w trasy koncertowe. Zapraszał mnie do środka, do siebie, a później cały nim pachniałem. Krzysiek zawsze pięknie się psikał tymi swoimi piżmowymi perfumami. Przez dwa dni później pachniałem Krzyśkiem… Ostatnio nawet miałem do niego pojechać. Rozmawiałem z Ewą, jego żoną, i już prawie byliśmy umówieni. Ale nie zdążyłem się z nim spotkać. Pojadę do niego w sobotę… Hmmm, ktoś, kto go nie znał, pewnie niewiele o nim może powiedzieć. Bo nie wie, jakim facetem był naprawdę.

— Każdy go znał, choć każdy z innej strony. Każde pokolenie zna i śpiewa Krawczyka.
— Kiedyś, gdy byliśmy w kulisach, na zapleczu, powiedział mi tak: „zobacz Norbuś, to jest mój target. Te kuchareczki w hotelach, te sprzątaczki…” To byli jego ludzie. On nigdy się nie wywyższał. I ja się od niego nauczyłem szacunku dla każdego. Nie ważne, czy ktoś jest biznesmenem, czy tylko kable układa — musisz mu się ukłonić. To był właśnie Krzysiek. I dlatego zawsze do niego leciały „te panie”. I wołały: „Oj, Krzysiu, nasz Krzysiu!” To był człowiek z sercem na dłoni. I jak już cię ugościł, to na całego, po staropolsku. To był mentalnie bardzo dobry człowiek, choć z niejednego pieca jadł chleb. Miał różne watki w swoim życiu, również używkowe, ale nigdy nikomu krzywdy nie zrobił. To był i nadal jest wspaniały gość. I pewnie patrzy teraz na nas z góry i cieszy się, że o nim rozmawiamy.

ADA ROMANOWSKA
a.romanowska@gazetaolsztynska.pl



Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. grzes #3063963 6 kwi 2021 20:50

    Norbi - atrystą ? To chyba spóźniony żart na 1 kwietnia.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) odpowiedz na ten komentarz

  2. QUB@ #3063944 | 159.205.*.* 6 kwi 2021 16:51

    Co wy widzicie w Śp. Krawczyku ? Był zwykłym artystą i tyle. DLACZEGO NIE PAMIĘTACIE O WIELKIM ARTYŚCIE JAKIM BYŁ Śp. ZBYSZEK WODECKI ?

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-8) odpowiedz na ten komentarz