Rozmowa: Ludzie muszą zrozumieć, że miasto to my

2021-04-05 08:00:11 (ost. akt: 2021-04-06 09:14:59)

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Na ruch ratusza w związku z akcją Zielony Olsztyn będziemy czekali jeszcze tydzień. A my rozmawiamy z kolejnym członkiem akcji Tomaszem Janusem. Poza zainteresowaniem miejską zielenią jest też przewodniczącym rady osiedla Zatorze i marketingowcem.
— Tydzień temu Zielony Olsztyn złożył w ratuszu petycję. Wasza akcja okazała się sukcesem. Spodziewał się pan tego?
— Połowicznie. Na początku akcji nie, ale w trakcie, gdy zaczęły się głosy ludzi i różnych środowisk, to wiedziałem, że to wypali.

— Jak wyglądał początek akcji? Jak doszło do spotkania?
— Obserwowałem dyskusje w social media i zauważyłem, że jest sporo emocjonalnych wpisów na temat wycinki drzew. Oczywiście tych związanych z tramwajami. Później odbyła się wycinka kilku dużych, dorodnych, zdrowych lip na ul. Jagiellońskiej. To też poruszyło wiele osób. Działam w radzie osiedla Zatorze, a przy okazji swojej funkcji społecznej zielenią interesuję się w szczególny sposób. Pomyślałem, że trzeba zagospodarować emocjonalne wzburzenie społeczne i zbudować na tej podstawie konstruktywny sprzeciw. Skontaktowałem się z Aleksandrą (Drzał-Sierocką — red.) i stwierdziliśmy, że musimy coś z tym zrobić. Skontaktowaliśmy się więc z kilkoma innymi osobami, spotkaliśmy w parku i zaczęliśmy działać. Byliśmy nastawieni na konkretne działanie i dlatego ta praca poszła nam tak sprawnie. W większości nawet się nie znaliśmy.

— Co teraz? Czy jest już ruch ze strony ratusza?
— Pierwszy etap za nami. To, co zaplanowaliśmy, udało się zrobić w 100 procentach. Ratusz zapoznaje się z dokumentami, a kilka musieliśmy jeszcze dosłać. Planujemy różne akcje, ale jako Zielony Olsztyn nie mamy konkretnych planów sformalizowania. Wolimy być niezależną grupą.

— Jakie to akcje?
— Na pewno coś związanego ze sprzątaniem, gry edukacyjne czy spacery leśne — rozmawiamy o różnych opcjach.

— Jakie dokumenty trzeba było dosłać?
— Był błąd na naszej stronie internetowej. Nie można było pobrać wszystkich załączników dołączonych do petycji. Trzy dotyczyły drzew, czwarty zieleni, a ostatni udziału społecznego.

— W zasadzie jest to jakiś ruch ze strony ratusza…
— Faktycznie, ale miasto nie ma też wyboru, bo oprócz petycji złożyliśmy też wniosek o konsultacje społeczne, a ratusz musi na to odpowiedzieć w ciągu dwóch tygodni.


— Załóżmy, że może pan coś zmienić na Zatorzu. Co by to było?
— Nie ukrywam, że najbardziej interesuje mnie zieleń. Wiadomo, że na Zatorzu jest dużo potrzeb, np. krzywe chodniki, dziurawe jezdnie. Ta infrastruktura jest mocno zaniedbana. Najbardziej jednak razi mnie traktowanie zieleni, bo nie przeznacza się środków na gospodarowanie przedogródków, zieleńców. Większość zieleni na Zatorzu, ale i w ogóle w mieście, to wydeptane trawniki albo klepiska. Zależałoby mi też na wyprowadzeniu ruchu tranzytowego z Zatorza. Było już wiele rozmów o drugim wiadukcie, ale szanse są naprawdę małe. Wiele analiz mówi, że jest to niemożliwe, chociaż nie chce mi się w to wierzyć.

— Czym się pan zajmuje na co dzień?
— Zawodowo marketingiem hotelowym, a hobbistycznie jestem fotografem. Poza tym pracuję społecznie w radzie osiedla Zatorze, a moim indywidualnym projektem jest tzw. Park za Torami pod Lipami. Znajduje się na tyłach ul. Limanowskiego. Zielona przestrzeń, z dojrzałymi lipami i klonami. Od lat staram się o rewitalizację tego miejsca. Kilka osób mnie w tym wsparło na przestrzeni tych kilku lat. Dużo już zrobiliśmy, bo udało się stworzyć naturalny plac zabaw z artystycznymi muralami, strefę dla psów, postawiliśmy dwie stylowe ławeczki.
Startowałem kilkukrotnie do Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego, ale nie udawało się wygrać. Udało się dopiero w roku 2020 więc w bieżącym roku dostaniemy sporo pieniędzy na m.in. ścieżki spacerowe, małą architekturę i nowe nasadzenia. Być może uda się zrobić dużo więcej, ale na razie, żeby nie zapeszyć, wolę nie ujawniać szczegółów.

— Olsztyn jest według wielu osób miastem-betonem. Według pana faktycznie tak jest, czy może to miasto-ogród? A może coś pomiędzy?
— Zdecydowanie nie jest miastem-betonem. Zieleni jest sporo, choć faktycznie lekceważy się tą istniejącą. Dużo się jej niszczy przy inwestycjach. Mentalność trochę zmienia, więc na szczęście widać zmiany w tej kwestii. W rankingach ogólnopolskich nie klasyfikujemy się nawet do miast z największą ilością zieleni, bo — wyłączając Las Miejski — aż tak dużo jej nie zostaje.

— Czy może pan wskazać przykład dobrego rozwiązania ekologicznego, za które można pochwalić Olsztyn?
— Na pewno program Podwórka z Natury i związane z nim działanie mieszkańców. Dzięki temu udało się zmienić sporo miejsc. Głównym założeniem programu ma być działalność proekologiczna. Są więc nowe nasadzenia czy np. ogrody deszczowe. To oddolna reakcja społeczeństwa, choć miasto to oczywiście wspiera. Większość jednak zależy od mieszkańców, a przy takich działaniach pojawia się nadzieja, że w końcu bierzemy odpowiedzialność za najbliższe sąsiedztwo. To najważniejsze, bo każdy musi poczuć, że okolica, w której mieszka, należy do niego. Miasto to my.

PJ