Wilk nie żywi się koniczyną

2021-03-26 09:43:37 (ost. akt: 2021-03-26 10:14:53)

Autor zdjęcia: Krzysztof Leśny Mikunda

... czyli człowiek wilkowi człowiekiem. Bo kogo z nas nie karmili w dzieciństwie bajką o Czerwonym Kapturku? Albo opowieściami o napaści krwiożerczych wilków na wóz lub nawet sanie sunące przez las…? No właśnie. Tymczasem ostatnio wychodzi na to, że to człowiek jest dla wilka największym zagrożeniem…
Mnie akurat wilk kojarzy się przede wszystkim z piękną legendą o założeniu Rzymu, którą mama opowiedziała mi zdaje się w charakterze dobranocki, kiedy lat liczyłam sobie nie więcej niż cztery. Słuchałam z wypiekami na twarzy i oczami wielkości spodków i to wrażenie — niech pęknę! — noszę w sobie chyba do dziś! Do dziś z furią awanturuję się także na najmniejszy cień podejrzenia, jakoby wilki gdzieś tam kogoś zaatakowały, a może nawet zagryzły na śmierć. — Chyba człowiek wilki zaatakował, w dodatku z dwururką — to mój jedyny komentarz, wygłoszony przez zaciśnięte z bezsilnej złości zęby.


— W ostatnim czasie wilki najwyraźniej komuś się naraziły. I idą do odstrzału — mówi Marcin Nadolski, miłośnik i fotograf lasu. — Jeden odstrzał już został przeprowadzony — w odwecie za rzekomy atak wilków na pilarzy. Drugi też już jest zaplanowany. To wszystko jest efektem nagonki na „złe” wilki, która z tygodnia na tydzień przybiera na sile. Dlatego chcielibyśmy porozmawiać o wilkach. O naszych obserwacjach i doświadczeniach z wilkami. Chcielibyśmy dać odpór tym oskarżeniom i po prostu wziąć wilki w obronę. Stanowczo sprzeciwiamy się bowiem myśliwym, którzy życzyliby sobie powrotu wilka na listę zwierząt łownych. A my będziemy mówić tak, jak jest! Wiedza podparta badaniami i doświadczenia własne, też bez koloryzowania.


Wilcza natura

— Zacząłbym od biologii wilka i uporządkowania pewnych kwestii — proponuje Krzysztof Leśny Mikunda, którego przydomek „Leśny” mówi wszystko o nim i jego zamiłowaniach. — Generalnie wilk w naszej kulturze od zarania, chyba zgoła od początków ludzkości, był prześladowany i odsądzany od czci i wiary. Pozytywnym wyjątkiem jest tu historia Romulusa i Remusa, ale to naprawdę wyjątek. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ setki lat utrwalania stereotypu „złego” wilka spowodowały, że ten gatunek na widok, a jeszcze bardziej na zapach człowieka reaguje po prostu panicznym lękiem. Ucieka. Czasem przygląda się człowiekowi, ale zawsze czyni to z bardzo bezpiecznej dla siebie odległości. Proszę mi wierzyć: te opowieści o ataku na myśliwego i jego plecak, na jakichś rowerzystów, a ostatnio na wspomnianych pilarzy — to bzdury, popularnie zwane fake newsami. Dopóki nie zaczęła się nagonka, której celem jest zdjęcie moratorium i wciągnięcie wilków na listę zwierząt łownych, śmiertelny atak wilka na człowieka odnotowywano na całym świecie tylko jeden rocznie. Jeden atak, biorąc pod uwagę statystyki światowe! A tymczasem — o czym już mało kto chce pamiętać — bezpańskie psy rocznie zagryzają kilkadziesiąt tysięcy ludzi na świecie. W zależności od źródeł między 25 tys. a 40 tys. ludzi! Z tego powodu zachęcam, by przykładać właściwą miarę do problemu wilków i zagryzania ludzi. Jeśli w Polsce mamy jakiś problem z zagryzieniami, to wynika on właśnie z setek bezpańskich psów wałęsających się wszędzie. To one są groźne, ponieważ często egzystują w bardzo licznych sforach i w przeciwieństwie do wilków, nie boją się ludzi. Też wbrew powszechnej opinii wilki nie żyją w watahach, bo watahę zwyczajowo tworzą osobniki niespokrewnione między sobą. To tam potrzebny jest tzw. samiec alfa. Tymczasem wilki żyją w trzypokoleniowej rodzinie, którą tworzy ojciec, matka, dwuletnie szczenięta z ubiegłego roku i miot tegoroczny. Jeśli ktoś będzie miał szczęście i spotka taką rodzinę w czerwcu — szczenięta z tego roku będą miały jakieś dwa miesiące, a te z roku poprzedniego — 14 miesięcy. Bo młode wilczki przychodzą na świat mniej więcej w kwietniu. Oczywiście te najmłodsze szczenięta w czerwcu nawet nie wezmą udziału w polowaniu. Na przełomie jesieni i zimy, kiedy tegoroczne szczenięta będą miały gdzieś od sześciu do ośmiu miesięcy, wyglądem, zwłaszcza wysokością w kłębie będą już blisko dorosłego wilka. Jedynie ich masa będzie znacznie mniejsza, ale w polowaniach mogą już brać udział. Może bardziej jako obserwatorzy, ale jednak. A w czasie polowania jedynym egzekutorem jest ojciec: jako jedyny z całej rodziny jest w stanie zaatakować i położyć duże zwierzę. Nie oszukujmy się: wilki nie potrafią przeżyć jedynie na zającach, nornicach i innych mniejszych gryzoniach. Żeby przeżyć i wykarmić całą rodzinę, muszą upolować jelenia, dzika… Sytuacja robi się trudniejsza, kiedy z jakiegoś powodu, choćby w wypadku samochodowym, ginie ojciec. Taka rodzina już nie jest w stanie polować na duże zwierzęta. I wtedy rzeczywiście może się zdarzyć, że w akcie desperacji ta osierocona w połowie rodzina zaatakuje owcę lub inne zwierzę gospodarskie. Bo potrzebny im łatwy łup. I dobrze by było, żeby ludzie zrozumieli ten mechanizm — tę sytuację rozpaczy i bezradności wilczej, pozbawionej ojca rodziny. Oni tej owcy nie atakują z rozmysłem! Sytuacja wcale nie jest łatwiejsza, gdy rodzina traci matkę. Bo matka jest w czasie polowania strategiem — to ona ustala taktykę i odgrywa kluczową rolę w nagonieniu przyszłej ofiary na samca. Powinniśmy mieć pełną świadomość, że wilk jest drapieżnikiem i rozumieć tego konsekwencje. Wilk nie żywi się koniczyną. Warto też pamiętać, że te wilczki z miotu z poprzedniego roku wprawdzie aparycję dorosłego osobnika już mają, ale samodzielnie polować jeszcze nie są w stanie. W rodzinie pełnią więc rolę gońców. Tak naprawdę sprawność łowną wilk zyskuje dopiero w wieku 2-3 lat: ma już wystarczającą masę ciała, ale i rzecz o wiele ważniejszą — doświadczenie. Dopiero wtedy może upolować coś większego. A też pamiętajmy, że te dorosłe i niby już samowystarczalne dwulatki, nawet jeśli połączą się w parę i zaczną żyć na własną łapę — to ten ich pierwszy rok jest raczej trudny. To nie jest jeszcze w pełni samodzielna rodzina. Dwulatki odłączają się od rodziny gdzieś w grudniu następnego roku po przyjściu na świat — czyli de facto one mają jakiś rok i 8 miesięcy. A matka i ojciec, którzy zostają z tegorocznymi szczeniętami — też nie mają lżej, bo te maluchy jeszcze w polowaniach nie radzą sobie zbyt sprawnie. Zatem i te okresy przejściowe są dla wilczych rodzin dość trudne. A do tego w naturze wilka, który tworzy spójną, pełną rodzinę — kompletnie nie leży podchodzenie do ludzkich gospodarstw. One polują na swoje ulubione jadło we własnym rewirze, w lesie. Nie potrzebują podejmować ryzyka zbliżać się do miejsc pełnych zapachów, których się boją. To tyle.


— Rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy wilcze rodziny podchodzą pod gospodarstwo — potwierdza Marcin Nadolski. — Z jednej strony to wina naszego planowania przestrzennego, bo okolice leśne są po prostu dość gęsto poprzetykane wioskami. Skutek jest taki, że wilk, by przejść z jednego lasu do drugiego — musi przejść przez zabudowania ludzkie. Po drugie, jest coraz więcej monitoringu, na który wilki się coraz częściej nagrywają — i ci, co podglądają, widzą raptem mnóstwo wilków. One tam wcześniej też były — tylko monitoringu nie było! A po trzecie, wilki może i czasem podchodzą i zagryzają psa, ale to są naprawdę akty desperacji. Bo wilk, który ma na co polować w lesie, do domostwa nie podejdzie. Warto też wczytywać się w suche dane. Z raportu stacji badawczej Polskiego Związku Łowieckiego z monitoringu zwierząt wynika, że w sezonie 2018/19 myśliwi zwiększyli liczbę pozyskiwanych jeleni do 83 tys. — z 30 tys., które pozyskiwali w latach poprzednich. Prawie trzykrotny wzrost! Nic dziwnego, że coraz częściej trafiają się tzw. przełowione łowiska, z których człowiek pozyskuje tyle, że wilk już nie ma na co zapolować. Pamiętajmy też, że rodzina wilcza do przeżycia potrzebuje rewiru o powierzchni ok. 300 m kw. — to mniej więcej, dla porównania powierzchnia Gdańska. Spotkanie na takim terenie rodziny wilków, która liczy 6-8 sztuk — raczej graniczy z cudem. Trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia. Jeśli zaś mowa o wypadku pilarzy — tam zdarzyła się inna rzecz. Wilki, które ich zaatakowały, to były praktycznie jeszcze szczenięta, którym rok wcześniej zabito rodziców i które w ogóle nie zdążyły się jeszcze sztuki polowania nauczyć. Potem sekcja zwłok jednego z tych wilków ujawniła w jego żołądku obierki marchwi…! To jawny dowód na to, że te wilki szukały pokarmu, gdzie mogły, a i tak nie bardzo umiały go znaleźć. A rozmawialiśmy też z pilarzami, którzy pracują w okolicy Olsztyna — oni wspominają, że wilki parę razy ich rzeczywiście minęły. Ale nie wolno nam zapominać, że te wilki przyszły na świat w lesie. Więc od szczenięcych lat przyzwyczajają się do wszystkich dźwięków lasu, także tych powodowanych przez człowieka. A poza tym ze swej natury wilk jest ciekawski. A już szczególnie szczenięta! Ile razy znajdziemy się gdzieś blisko wilka, a wiatr wieje w naszą stronę — on natychmiast się interesuje, kto tu jest, ale potrzebuje kilku dłuższych chwil na identyfikację tego obcego osobnika. Spore znaczenie ma też słaby wzrok wilków i fakt, że widzą dwuwymiarowo. No, i stąd biorą się te pełne grozy historie, że wilk stał i bacznie przyglądał się ludziom…! Pewnie, że stał, bo musiał się dobrze przyjrzeć, z kim ma do czynienia, i uspokoić, że to jemu nic nie grozi!


Wilk ciekawski

— Ciekawość jest generalnie cechą wszystkich zwierząt drapieżnych, bo to im zwyczajnie pozwala poszerzać kartę dań dodaje Krzysztof Leśny Mikunda. — Warto też uświadomić sobie, dlaczego wilk atakuje psy. Bo po prostu pies jest dla wilka innym wilkiem na jego własnym terytorium, naruszył mu to terytorium i dlatego trzeba go zaatakować i przepędzić. Jeśli ktoś z psem pójdzie choć raz do lasu na spacer i wilk go zwącha — dzięki swojej genialnej pamięci węchowej zapamięta na całe lata. I za każdym razem takiego konkurenta będzie chciał zlikwidować. Stąd nie ma co się obawiać nadpopulacji wilków — one same nie dopuszczą innych osobników, spoza ich stada, do wtargnięcia na swój teren. I załatwią to między sobą. A jeśli nawet raz na jakiś czas tych wilków rzeczywiście zrobi się za dużo — to przecież one muszą się zmagać także z wirozami, świerzbem i innymi chorobami pasożytniczymi, które stada wilków po prostu dziesiątkują. Śmiertelność wśród szczeniąt też jest wysoka, bo one muszą z kolei często walczyć choćby z nosówką. Nie ma zatem co się obawiać nadzwyczajnego wzrostu liczby wilków w naszych lasach.


— Wilki polują głównie na jelenie i trzeba wiedzieć, że to zapewnia i jakąś równowagę w populacji jeleni, ale też powoduje, że stado jeleni nie czuje się w lesie zbyt swobodnie, że wiedząc o bliskiej obecności wilków muszą zachowywać większą czujność. A to się przekłada na ich zachowanie w lesie w ogóle: jeśli nie czują wilka, potrafią w kilka nocy poczynić poważne spustoszenia w uprawach leśnych. Nikt ich nie płoszy. Czując wilka za plecami, nie pasą się aż tak swobodnie i częściej się przemieszczają. A to z kolei ważny aspekt gospodarki leśnej i warto, by jak najwięcej ludzi o tym wiedziało — przypomina Krzysztof Leśny Mikunda.

Oko w oko z wilkiem

— Historii o wilkach, które zaatakowały pilarzy tak ostro, że ci aż piłami elektrycznymi musieli się bronić, to ja nawet nie chcę komentować — Krzysztof Leśny Mikunda nie kryje irytacji. — Podobnie opowiastka o myśliwym, który schodził z ambony, a wilk mu plecak porwał. Smutne jest, że teraz to właśnie myśliwi świętują, bo blisko im do przywrócenia możliwości polowania na wilki — a towarzyszy im jakby cicha, moralna zgoda społeczeństwa na te polowania. Wszystko przez to, że od dziecka indoktrynuje się nas m.in. bajką o Czerwonym Kapturku. Wilk jest stworzeniem złym, niebezpiecznym, krwiożerczym i skłonnym atakować człowieka nawet bez racjonalnej przyczyny. Albo Jana Brzechwy „Powiem ci w słowach kilku, co myślę o tym wilku: gdyby nie był na obrazku, zaraz by cię zjadł, głuptasku.” A potem to w dorosłych umysłach zostaje. Raczej wierzę w filmy, których pełno w sieci, choćby o kobiecie, którą uchwyciła fotopułapka, a chwilę potem widać, że jej śladem przeszedł czujnie rozglądając się wilk. I co? I ten krwiożerczy wilk kompletnie nie zainteresował się bytnością tej kobiety w jego rewirze — już raczej to on pilnował, by ta kobieta go nie zauważyła. Ot, znaleźli się niedaleko siebie w mniej więcej tym samym czasie. I z pewnością wilki wiele razy nas bacznie obserwują, gdy jesteśmy w lesie, a my nawet o tym nie wiemy. Przynajmniej moje dotychczasowe spotkania z wilkami były dziełem wielkiego przypadku.


— Ja sam mam wspomnienie przygody z wilkami z 2018 roku — opowiada Krzysztof Leśny Mikunda, a ja znów ma te oczy jak spodki! — Matka z dwulatkami podeszła do mnie naprawdę blisko, na odległość jakichś ośmiu metrów. Siedziałem na ziemi, uzbrojony wyłącznie w aparat fotograficzny. Wilki, szczególnie dwulatki, zaciekawione mną nieprzytomnie, podchodziły, wąchały, obserwowały mnie … Cała ta scena trwała kilkanaście minut — w tym czasie wykonywałem im bliskie zdjęcia, a one badały. Wadera, czyli matka wróciła lasem, ja poszedłem za nimi jeszcze jakieś 800 metrów i nawet udało mi się dostrzec basiora, czyli ojca. Byłem w obecności całej rodziny — matki, ojca i czwórki dwulatków i nic mi nie zrobiły! A byłem naprawdę blisko. Byłem też blisko innego wilka — z odległości jakichś 30 metrów widziałem dokładnie, jak bawił się resztkami po łani, konkretnie jej racicą. Również na mnie nie reagował. Mam 17 udokumentowanych spotkań z wilkiem, ogółem tych spotkań było 20 — jak widać nic mi się nie stało. Nawet z Marcinem ostatnio spotkaliśmy basiora, przemknął koło nas wcześnie rano jak duch. I nic.

— W październiku ubiegłego roku spotkałem stado wilków liczące 11 osobników — opowiada Paweł Figlant, kolejny miłośnik lasu i przyrody, zwłaszcza tej ożywionej. — Trójka z nich odłączyła się, a ja podszedłem blisko tych pozostałych ośmiu i robiłem im zdjęcia przy wodopoju. Kiedy mnie zauważyli, było tylko jedno warknięcie i ucieczka w popłochu, byle dalej ode mnie. A zatem opowiadania pseudo-myśliwych są dla mnie zwyczajnymi herezjami. Spotkań z wilkami miałem ogółem cztery i tylko raz jeden wilk się mną zainteresował, choć myślę, że znaczenie miało słońce za moimi plecami i wiatr, który wiał od niego. A zatem ani mnie dobrze nie widział, ani nie czuł, niepewny był, z kim ma do czynienia — i stąd to jego nadmierne zainteresowanie. W każdym z tych spotkań ani przez chwilę nie czułem zagrożenia ze strony wilków, standardowo sytuacja wyglądała w ten sposób, że dochodziło do krótkiego spotkania między nami, które kończyły się ucieczką wilków na mój widok. Ukazujące się w ostatnim czasie informacje w prasie i mediach są dla mnie i wielu innych osób, które miały styczność z wilkami i interesują się przyrodą — zwyczajnymi fake newsami, których celem jest postawienie wilka w bardzo negatywnym świetle.


— Wprawdzie to opowieść o spotkaniu z dziką lochą i jej warchlakami, ale ona doskonale obrazuje jak zachowują się zwierzęta — dodaje Marcin Nadolski. — Na nieszczęście tej lochy las był dość ciemny, a dzika wzrok też nie jest zbyt dobry. Wiatr wiał w moją stronę, więc było jej dodatkowo trudno. No, i locha zaczęła mnie obchodzić. Zaniepokojona locha wydaje z siebie przerażający dźwięk, trudny do określenia, ale przypominający fuknięcia przeplatane z warczeniem. Ktoś niezaznajomiony z naturą dzika z pewnością uznałby, że tu za chwile rozegra się jakaś straszna scena. Ale ja spokojnie odczekałem, aż locha wreszcie poczuła wiatr ode mnie, zorientowała się, że ja to ja — i zwyczajnie uciekła!

Sieroty

— 1 marca niedaleko ambony w pobliżu wsi Wenecja niedaleko Morąga znalazłem zastrzelonego wilka — opowiada Paweł Figlant. — Zgłosiłem sprawę policji, ta zabezpieczyła wszystko na miejscu. Dwa dni po zgłoszeniu i nagłośnieniu sprawy w mediach społecznościowych dotarła do mnie informacja poparta zdjęciem z telefonu, że wilk tam leżał już 26 lutego. Na zdjęciu widać wyraźnie, że kruki jeszcze nie zdążyły rozdziobać rany wystrzałowej, co oznacza, że ktoś zastrzelił wilka w nocy z czwartku na piątek. W rozmowach z mieszkańcami dowiedziałem się też, że w tej okolicy widziano jeszcze jednego wilka. Ten zastrzelony to był młody basior i jeśli on właśnie zaczął tworzyć parę z młodą waderą, a ona w tej chwili być może jest już szczenna — to kiedy młode przyjdą na świat, ona nie da rady ich wychować. A wadera nie poluje na dwa tygodnie przed rozwiązaniem i przez pierwsze dwa tygodnie połogu — w połogu karmi tylko młode i pije wodę. Za chwilę na łąki wyjdą krowy i ona, zmuszona swoją sytuacją, zacznie na te zwierzęta hodowlane polować, bo instynkt nakazywać jej będzie walkę o życie młodych. A wszystko przez jednego zabitego wilka — to naprawdę ma wpływ na życie całej wilczej rodziny. W następstwie takiej tragedii pozostali członkowie stada muszą walczyć o przetrwanie, a w społeczeństwo idzie czarna legenda. Bo o tym, że ani wadera, ani młode mogą nie przeżyć z powodu tego zastrzelenia jednego wilka — już nikt nie pomyśli, nikt się nie przejmie.


— Pamiętajmy, że kiedy rodzina wilków traci np. ojca lub matkę, a bywa, że oboje rodziców jednocześnie — w tym stadzie spada skuteczność polowań. I to z tego powodu wilki idą po „łatwy łup”, po zwierzęta gospodarskie. A zatem jeśli myśliwi chcą znów swobodnie do wilków strzelać, to każde takie rozbite stado będzie tak się zachowywać i o tych podchodach będziemy słyszeć coraz częściej. I nastąpi błędne koło — ostrzega Marcin Nadolski.
.
— Ta wadera nie da rady wykarmić młodych — zmarnowany miot… — podsumowuje tę smutną historię Krzysztof Leśny Mikunda i wszyscy milkniemy na długą chwilę.

Ku pamięci

— Jeśli wróci prawo polowania na wilki, to skończy się tak, jak na Łotwie: że populacja wilka będzie szybko malała, ale za to ataki na domostwa będą częstsze, bo tak jak już mówiliśmy: stado pozbawione matki lub ojca ucieka się do łatwiejszych metod polowania, dbania o wyżywienie i o przetrwanie — uważa Paweł Figlant.


A mnie się przypomina taki mem latający po wszystkich mediach społecznościowych. Mały wilczek pyta taty-wilka: — Nauczysz mnie być złym? Na co tata-wilk odpowiada: — Nie, ja nauczę cię być oddanym i wiernym. Złości nauczą cie ludzie…
Magdalena Maria Bukowiecka