Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, "Zwierz Popkulturalny": W serialach odbija się świat [ROZMOWA]

2021-03-07 17:54:11(ost. akt: 2021-03-06 23:00:04)

Autor zdjęcia: Maciej Czajka

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk od 12 lat prowadzi popularny blog „Zwierz Popkulturalny”. Pasja do kina i seriali zjednała jej liczne grono czytelników. Teraz ma ono szansę się powiększyć, bo Kasia po raz kolejny wychodzi ze swoim pisaniem poza internet. Niedawno ukazała się jej kolejna książka: „Seriale. Do następnego odcinka”. W rozmowie z Darią Bruszewską-Przytułą mówi nie tylko o serialach, ale i o tym, co może wyniknąć z pisania o tym, co się lubi.
— Mam wrażenie, że podobnie jak to było z twoją książką o Oscarach, oddajesz w nasze ręce rodzaj przewodnika. W książce „Seriale. Do następnego odcinka” masz coś dla każdego. Ci, którzy słabiej orientują się w serialowym świecie, znajdą wyjaśnienia i twoje eksperckie rozpoznania, a ci, którzy są z serialami na bieżąco, będą mogli się cieszyć szeregiem ciekawostek. Pomysł na książkę i jej strukturę wziął się z potrzeby serca czy propozycji wydawnictwa?
— Rzeczywiście, pisząc książkę, starałam się, by dała coś nie tylko zapalonym serialowym miłośnikom, ale także widzom, którzy seriale oglądają i je lubią, ale nie poświęcili nigdy więcej czasu na refleksję, „jak to działa”. Taka formuła przewodnika wydaje mi się ciekawa i potrzebna, zwłaszcza, że na polskim rynku wciąż jest mało pozycji, które zajmują się objaśnianiem, jak działa kultura popularna. Co do pomysłu — podsunęło mi go wydawnictwo, ale szybko sama się do niego zapaliłam i ostateczny kształt książki to już mój pomysł, jak ten szeroki temat, jakim są seriale, omówić na mniej niż tysiącu stronach.

— Piszesz, że listy najlepszych seriali więcej mówią o autorach zestawienia, niż o samych serialach. Czego o tobie można dowiedzieć się z zestawienia twoich ulubionych produkcji?
— Myślę, że moje ulubione produkcje pokazują, że, wbrew temu co się może wydawać, wolę krótsze brytyjskie produkcje od amerykańskich długich seriali (wśród moich ukochanych seriali jest np. „Sherlock”, który ma po trzy odcinki w sezonie). Jednocześnie nie jestem w stanie ukryć mojej duszy historyczki — pokażcie mi serial osadzony w przeszłości, najlepiej taki skoncentrowany na historii społecznej jak „Mad Men”, i od razu oczy mi się świecą.

— Z wykształcenia jesteś nie tylko historyczką, ale i socjolożką, więc domyślam się, że w serialach szukasz także dowodów na to, że świat się zmienia. Co seriale mówią nam o „tu i teraz”?
— Seriale są pod tym względem bardzo ciekawe, czasem więcej niż o tym, co dzieje się w społeczeństwie, mówią, co mogłoby się wydarzyć. Wiele seriali pokazuje nam wizję społeczeństwa dużo bardziej równościowego, tolerancyjnego i otwartego, trochę stawiając nam wyzwanie czy zadanie do spełnienia. Jednocześnie, oczywiście, seriale odpowiadają na nasze wyobrażenia, lęki, procesy społeczne. To fascynujące, jak pewne zjawiska — czy to ze świata polityki czy gospodarki — odbijają się w serialach. Niedawno analizowałam, jak seriale amerykańskie odpowiedziały na prezydenturę Donalda Trumpa, starając się jakoś uporządkować świat, w którym wydarzyło się politycznie coś niespodziewanego.

Fot. Maciej Czajka

— „We współczesnym świecie wypada mieć swój ulubiony serial” — zaznaczasz. Dlaczego?
— Seriale stały się jednym z najważniejszych współczesnych elementów kultury popularnej, jednocześnie od kilku czy nawet kilkunastu lat pojawia się świadomość, że najciekawsze rzeczy, także filmowo, dzieją się w serialach. Stąd nieważne, czy mówimy o rozmowie warszawskich inteligentów, czy dzieciaków wychodzących ze szkoły — wypada jednak coś oglądać. Oczywiście, są ludzie do których seriale nie przemawiają — w pełni to rozumiem, ale wtedy mogą się poczuć wykluczonymi z rozmowy. Zwłaszcza że dziś seriale stają się punktem wyjścia do rozmów o zmianach społecznych czy politycznych, więc też nie jest tak, że rozmowa o serialu jest rozmową tylko o jego fabule. To także taki punkt wyjścia do dyskusji nad naszą wizją świata, relacji, postępowania.

— Twoi rodzice nie reagowali entuzjastycznie na wizję dziecka oglądającego seriale. W książce zaznaczasz, że mama zrobiła wyjątek dla „Ostrego dyżuru”. Były jeszcze inne odstępstwa od zakazu?
— Oficjalnego zakazu nigdy nie było, raczej niechęć do seriali. Rodzice lubili „Ostry dyżur” i pozwalali nam go oglądać (choć nagrywali odcinki, żebyśmy mogli je obejrzeć następnego dnia, bo w dniu emisji były zbyt późno), ale wobec innych produkcji byli zdystansowani. Chodziło im przede wszystkim o to, by nie przywiązywać nas do telewizora o określonych godzinach i określonego dnia. Zdaniem moich rodziców człowiek nie powinien być więźniem ramówki. Co znaczy, że ominęły mnie praktycznie wszystkie seriale, które łączą moich rówieśników. „Drużynę A” czy „Przystanek Alaska” nadrobiłam już jako dorosła osoba. Natomiast oglądałam seriale dla dzieci, np. „Tajemnicę Sagali”, ale tylko dlatego, że leciała w czasie ferii. Wychodzi z tego, że miałam surowych rodziców, ale pragnę zaznaczyć, że wcale tak nie było. Zresztą po latach tata stał się wielbicielem „Gry o Tron” i nie przegapił ani jednego odcinka.

— Boję się zadać to pytanie, bo temu zagadnieniu poświęcasz cały rozdział w książce, ale zaryzykuję, z nadzieją, że podejmiesz się skrótu. Jak streaming zmienił seriale?
— Och, trudno skrócić tak skomplikowany proces. Streaming wpływając na sposób dystrybucji seriali, zmienił nasze przyczajenia. Zaczęliśmy oglądać więcej odcinków na raz, czasem cały sezon, przestaliśmy przeżywać te tygodnie niepokoju między jednym a drugim odcinkiem. Jednocześnie ta zmiana wpłynęła na kształt samych produkcji. Pewne zabiegi — jak na przykład cliffhangery — przestały być tak ważne, bo następny odcinek pojawia się nie po tygodniu, ale po dziesięciu sekundach. Ważniejsze za to stało się zaproponowanie spójnej narracji, bo wielu widzów ogląda serial za jednym posiedzeniem. Streaming sprawił, że dzisiejsze seriale coraz bardziej różnią się od tych, które znamy z telewizji — i te zmiany będą postępować.

Fot. Maciej Czajka


— Mówisz o tym, że nie oglądamy już pojedynczych epizodów seriali. Z badań wynika nawet, że 73 proc. z nas, kiedy siada przez ekranem, ogląda od dwóch do sześciu odcinków. Co zyskujemy, a co tracimy przez taki odbiór, czyli binge watching?
— Binge watching na pewno pozwala nam na głębsze zanurzenie się w świat serialu — wchodzimy do jakiejś przestrzeni na kilkanaście godzin i cały świat przestaje mieć dla nas znaczenie. Z drugiej strony binge watching nie jest szczególnie zdrowy, zwłaszcza gdy poświęcamy sen na obejrzenie kolejnego odcinka serialu. Przede wszystkim jednak tracimy te wszystkie emocje, które towarzyszyły nam kiedy czekaliśmy, co będzie dalej. Co ciekawe, badania pokazują, że po czasie, seriale, które obejrzeliśmy w binge watchingu, pamiętamy słabiej niż te, które śledziliśmy tydzień po tygodniu.

— Czy są jakieś serialowe mody? Które z nich mijają najszybciej, a które stają się dominującym trendem?
— Jeszcze nie tak dawno bardzo modnymi gatunkami były procedurale, gdzie każdy odcinek miał niemal identyczną strukturę. Obecnie popularnością cieszą się seriale z bardzo jasnym motywem przewodnim. Natomiast jeśli chodzi o trendy, to trudno powiedzieć, by jakiś temat się teraz specjalnie wybił — co roku produkuje się około 500 tytułów i tam znajdziemy wszystko — tradycyjne seriale medyczne, produkcje młodzieżowe czy np. seriale o dystopijnej przyszłości, które w ostatnich latach pojawiają się regularnie.


— Podkreślasz, że oglądanie seriali to czynność społeczna. Bo chcemy o nich rozmawiać, spierać się. Mają one też wpływ na nasze związki, bo przecież w niejednym domu dochodzi do awantury, gdy ktoś ogląda odcinek bez partnera (śmiech). A ty jesteś „stadnym” zwierzem serialowym? Czy wolisz oglądać sama?
— Seriale są doskonałym punktem wyjścia do rozmowy, kiedy chcemy porozmawiać o wspólnych znajomych. Myślę, że jeśli prowadzą do konfliktów, to głównie wtedy, kiedy mamy problemy z opowiadaniem o swoich emocjach. Jeśli chodzi o mnie, to mamy w domu prosty podział — każde z nas ma swoje seriale, które ogląda samo, ale mamy kilka tytułów, które oglądamy razem — zwykle bawią nas lub zniechęcają w tym samym stopniu.

— Wiem, że od dawna zgłaszasz potrzebę stworzenia serialu o Kościuszce*. Po pierwsze: dlaczego właśnie o nim? A po drugie: czy ty, historyczka z wykształcenia, widzisz jeszcze inne postaci z Polski, o których warto byłoby opowiedzieć za pomocą języka serialu?
— Pomysł serialu o Kościuszce narodził się jako wspólny dowcip z moją przyjaciółką, blogerką Martą Dziok-Kaczyńską. Kościuszko idealnie nadaje się na bohatera serialowego — wiele się w jego życiu działo, w Polsce i w Stanach Zjednoczonych, jest bohaterem, którego współczesny widz mógłby poznać, podziwiać i polubić. Aż dziw, że o tak wspaniałym człowieku od lat nie powstał ani film, ani serial. Jeśli chodzi o inne postaci z historii Polski, to myślę, że niesłychanie ciekawy byłby serial polityczny rozgrywający się w w II Rzeczpospolitej. Życie polityczne było wówczas ciekawe, pełne zwrotów akcji, tragicznych wydarzeń. Wyszłaby z tego przepyszna serialowa narracja.

Fot. Maciej Czajka

— Na koniec moje wyznanie. Moją „wstydliwą przyjemnością” są seriale młodzieżowe. Nie tylko wracam do tych, które oglądałam jako nastolatka (dzięki, Netfliksie, za „Jezioro marzeń”!), ale i staram się być na bieżąco z tym, co oglądają dzisiejsi licealiści. A co ty oglądasz między innymi dlatego, że w razie czego bez wstydu możesz oficjalnie powiedzieć, że to w celach blogowych (a nieoficjalnie po prostu sprawia ci przyjemność)?
— Uważam że seriale młodzieżowe są jednym z najważniejszych gatunków serialowych. Między innymi dlatego, że kształtują młodym ludziom wizję tego, co robią ich fajniejsi rówieśnicy, ale też często pozwalają sobie ułożyć w głowie jakieś problemy związane z wiekiem dojrzewania. Ja nie czuję wyrzutów sumienia, że je oglądam, ostatecznie rozterki młodości są ciekawe dla wszystkich. Natomiast czasem, jak oglądam za jednym posiedzeniem cały sitcom, to powtarzam sobie, że robię to dla moich czytelników.


— Właśnie: czytelnicy. Masz niesamowitą społeczność zorganizowaną wokół twojego bloga i profili w mediach społecznościowych!
— Bloga piszę od 12 lat. To moja pasja, trochę mój zawód, moja rozrywka. Myślę, że właśnie to sprawia, że tworzy się wokół niego ciekawa społeczność — ludzie często wchodzą do internetu i mają poczucie, że wszystko jest tam bardzo wykalkulowane. Stworzone z myślą: „co się spodoba, co się będzie klikać, co sprawi, że wszyscy mnie polubią?”. Ja nie mam takiego podejścia do tworzenia, bo po prostu za bardzo lubię pisać o tym, co mi się spodobało. To sprawia, że ludzie traktują mnie i moje treści jako naturalne, nie sztuczne, a przez to im bliższe. Myślę, że stąd tak fajnie na nie odpowiadają i tworzą tak sympatyczną społeczność.

[highlight]

Zwierzenia Zwierza, czyli serialowy przegląd Kasi Czajki-Kominiarczuk:


1. Niezmiennie mnie śmieszy
amerykańska wersja „Niani”. Niby to sitcom rodzinny z lat 90., a ja się nadal śmieję z większości żartów.
2. Niespodziewanie mnie rozczarował
ostatni sezon serialu „Sabrina” myślałam, że scenarzyści mają lepszy pomysł na puentę.
3. Regularnie wracam
do serialu „New Girl” sympatyczna komediowa opowieść zawsze podnosi mnie na duchu.
4. Lubiłam, a dzisiaj nie rozumiem,
dlaczego „Doktor House” miał tak nijakie zakończenie.
5. Nie lubiłam, a teraz uważam, że jest fajny...
„Riverdale”. Przez chwilę zwątpiłam w sens tej produkcji, a potem przyzwyczaiłam się do tego sposobu prowadzenia narracji.
6. Zakończył się w sposób, który złamał mi serce...
„Gra o Tron”. Nie byłam wielką fanką serii, ale nieprzemyślane zakończenie mnie rozbiło.
7. Oglądam, bo się przyzwyczaiłam,
kolejne sezony serialu „Younger”. Początkowo niezwykle mnie bawił, ale ostatni sezon oglądałam już z czystego przyzwyczajenia.
8. Chciałabym, żeby nową serię dostał...
„Hannibal”. Wizja że Mads Mikkelsen znów jest co tydzień na moim ekranie, sprawia, że serce bije mi szybciej.
9. Oglądam, bo mąż mnie zmusza...
okazjonalne odcinki „Flasha” którego mój mąż bardzo lubi i czasem chce mi pokazać jakieś fajne kawałki.
10. Mój mąż ogląda, bo go zmuszam...
„Szpital New Amsterdam”. Może nie zmuszam, ale oglądam, kiedy siedzi w pokoju i trudno mu go ignorować.


Od autorki:
*Już po naszej rozmowie w amerykańskim tygodniku „Variety” pojawiła się informacja o tym, że Paweł Maślona wyreżyseruje wielkobudżetowy dramat historyczny o Tadeuszu Kościuszce. Kasia Czajka-Kominiarczuk, odnosząc się w żartobliwy sposób do swojego „lobbowania” na rzecz uczynienia Tadeusza Kościuszki bohaterem popkulturowej wyobraźni, napisała na Twitterze: „Podziałało szybciej, niż się spodziewałam”.