Bohaterki książki "Stewardesy": Życie w powietrzu uzależnia [ROZMOWA]

2021-03-06 17:39:31 (ost. akt: 2021-03-06 20:46:36)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne / Mat. prasowe

Zawód stewardesy to wciąż jedna z najbardziej pożądanych profesji. By dostać się do tego hermetycznego świata trzeba spełnić wiele wymagań. O nich opowiadają bohaterki książki "Stewardesy. Cała prawda o lataniu". My również postanowiliśmy zapytać je o kulisy zawodu.

MARTA BIL



Tu wiek nie ma znaczenia
Pracowała zarówno w liniach europejskich, jak i arabskich. Dziś przekazuje swoją pasję do latania innym. Marta Bil jest założycielką szkoły dla przyszłych stewardes Fly High Cabin Crew Academy, a w książce "Stewardesy" dzieli się swoim doświadczeniem.


— Przed laty wiele kobiet marzyło o zawodzie stewardesy. To był prestiżowy zawód. A jak jest dziś?
— Zdecydowanie również dziś jest to zawód, o którym się marzy i postrzega jako prestiżowy. Mówię o tym z całym przekonaniem, ponieważ na co dzień trafiają do mnie osoby, które chcą zostać stewardem i stewardesą. Prowadzę szkołę dla przyszłych cabin crew (personelu pokładowego - red.) i pomagam, by ich marzenie się spełniło.

— Jednak zanim to marzenie się spełni, trzeba przejść proces rekrutacji. Ten potrafi trwać długo.
— Rzeczywiście, choć w zależności od linii lotniczej trwa krócej bądź dłużej - od miesiąca do trzech. W każdej składa on się z kilku etapów.

— Coraz częściej też do tego zawodu zgłaszają się mężczyźni. Co ich przyciąga?
— Prawdopodobnie powód jest taki sam, jak w przypadku pań. Jest to m.in. możliwość uzyskania dobrej pensji. W lotnictwie zarobki, jak na warunki polskie, są wysokie. Wynoszą od 4,5 tysiąca netto na starcie, do nawet ponad 30 tysięcy złotych. To praca w ciekawym środowisku, możliwość podróżowania, poznawania ciekawych ludzi. Każdy lot jest inny, podobnie jak miejsce, w którym można się znaleźć. To praca dla ludzi, którzy lubią zmiany i nie widzą siebie za biurkiem.

— Czy wiek jest tutaj ograniczeniem?
— Oficjalnie nie ma górnej granicy wieku, w którym przyjmowane są osoby na stanowisko stewarda lub stewardesy. Znam osobę, która rozpoczęła karierę stewardesy w arabskiej linii lotniczej mając 38 lat. A mogłoby się wydawać, że takie linie lotnicze preferują młodsze osoby. W liniach amerykańskich słynna jest stewardesa Bette Nash. Ma ponad 80 lat i nadal lata. Także nie jest to zawód, który naznaczony jest ageizmem (dyskryminacją ze względu na wiek - red.).

— Jakie są największe mity na temat pracy w lotnictwie? Mówi się, że to zawód, który ma niekorzystny wpływ na nasze zdrowie.
— Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Myślę, że niekorzystny wpływ na nasze zdrowie ma również praca, która wymaga od nas siedzenia przed komputerem po osiem godzin, pięć dni w tygodniu. W każdym przypadku trzeba o siebie dbać. Oczywiście jest to zawód, który wiąże się z poczuciem nieregularności. Ciągłe zmiany stref czasowych też mają wpływ na organizm. Myślę jednak, że nie jest bardziej wymagający od innych.

Marta Bil, jedna z bohaterek książki

— W zawodzie stewardesy ciągle trzeba być gotowym na wezwanie. Trudno więc mówić o założeniu rodziny, życiu prywatnym.
— Pewnie dlatego w tym zawodzie więcej jest młodych osób. I to wcale nie dlatego, że trzeba mieć dobrą kondycję. Będąc w młodym wieku nie mamy aż tylu zobowiązań, na przykład rodzinnych właśnie. Chociaż muszę tutaj podkreślić, że to nie jest regułą. Znam wiele stewardes, które założyły rodziny, są mamami i wciąż latają. Jednak wymaga to dokładnego planowania i wyrozumiałości ze strony bliskich.

— Jednak życie w powietrzu ma w sobie to "coś", co uzależnia?
— Rzeczywiście to praca, od której można się uzależnić. Przypomniała mi się historia jednej z moich koleżanek. W trakcie lotu bardzo narzekała. Powiedziałam jej wtedy: "a może jesteś nieszczęśliwa w tej pracy? Może chciałabyś odejść?". Spojrzała na mnie szybko i odpowiedziała: "nie zrozum mnie źle. Owszem, lubię narzekać, ale jeszcze bardziej kocham tę pracę". Tak, ta praca ma wady. Jednak satysfakcję przynosi samo bycie w powietrzu, możliwość poznawania nowych miejsc. To wszystko wynagradza.

— Pani pracowała zarówno w liniach europejskich, jak i arabskich. Była też pani jedną z niewielu osób na świecie, które wybrano do zespołu reprezentacyjnego prestiżowej linii lotniczej. To było spełnienie marzeń?
— Tak, zdecydowanie. Już jako siedemnastolatka wiedziałam, że chcę pracować w liniach lotniczych. Taki miałam plan i konsekwentnie dążyłam do celu. Na początku pracowałam w europejskich liniach lotniczych, ale potem wyleciałam do Dubaju. W liniach arabskich miałam możliwość rozwoju zawodowego. Dzięki temu po pewnym czasie znalazłam się w zespole reprezentacyjnym i miałam możliwość poznania wielu ciekawych osób.

— Byli to na przykład szejkowie.
— Domyślam się, że interesują panią ciekawostki związane z pracą w arabskich liniach lotniczych. Muszę powiedzieć, że są to pasażerowie bardzo zdystansowani i jednocześnie bardzo wymagający. W czasie lotów do Arabii Saudyjskiej miałyśmy na przykład specjalnie na ten cel uszyte spodnie, które obowiązywały w połączeniu z marynarką. Zwykle w umundurowaniu stewardesy jest spódnica. W czasie lotów do Iranu, już na lotnisku, nie mogłyśmy nawet wyjrzeć z samolotu. Naszej twarzy nie mogła też zobaczyć ekipa sprzątająca, która wchodziła na pokład. Specyficzne są podróżujące arabskie rodziny, ponieważ zazwyczaj są liczne. Jest wiele wymagań i dużo pracy. Trzeba wykazać się znacznym wyczuciem. Czasem też nie mogłam na przykład rozmawiać z kobietą arabską. Robił to za nią jej mąż, który decydował o tym, czego chce się napić. Interesujący był z kolei jeden z lotów, gdzie na pokładzie była pasażerka w niqabie, a pilotką - pierwszą oficer w czasie tego samego lotu była kobieta pochodzenia arabskiego. To było dla mnie uderzające, że w tej samej kulturze kobiety nie mają tych samych praw.

— Nie bez powodu mówi się, że Arabia Saudyjska jest mniej przyjazna kobietom.
— Na szczęście można zauważyć, że to się zmienia. Ostatnio kobiety w Arabii Saudyjskiej otrzymały prawo do prowadzenia auta.

— Na drugim biegunie są Zjednoczone Emiraty Arabskie i Dubaj, który wciąż fascynuje. Choć zaprzyjaźniony ze mną Anglik zwykł mawiać, że strasznie tam nudno. Wieżowce i piasek. Nic ciekawego. A jakie są pani wrażenia?
— Można powiedzieć, że coś w tym jest. Dubaj powstał na pustyni, ale imponujący jest jego rozmach i to, w jak szybkim tempie się rozrósł. Jeszcze w latach 80. było tam niewiele wieżowców. Od 2000 roku nastąpił dynamiczny rozwój. Muszę przyznać, że kiedy odwiedziłam Dubaj po raz pierwszy, poczułam się trochę tak, jakbym wylądowała na innej planecie. Ruchome chodniki, podświetlone wieżowce wyglądały futurystycznie. Nie wiem, czy zgodziłby się ze mną wspomniany przez panią Anglik, ale z tym miastem z kolei ściśle powiązane jest poczucie tymczasowości. Każdy przyjeżdża tutaj na chwilę, w określonym celu. Nikt nie wiąże się z tym miejscem na dłużej.

— Było takie miejsce na świecie, które uwielbiała pani odwiedzać?
— Za każdym razem cieszyły mnie loty do Australii. Mimo że są to jedne z najdłuższych lotów, które moja linia miała w sieci połączeń. Zachwyciła mnie tamtejsza przyroda. Myślę też, że dla nas, Polaków, to wciąż egzotyczny kierunek. Lubiłam więc te chwile, kiedy mogłam tam być.

— Nie korciło panią, żeby tam zostać?
— Przyznaję, że przez chwilę miałam taki plan. O tym, by zamieszkać w Australii myślałam nawet kiedy przestałam już latać. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że zebrałam już wystarczająco dużo doświadczeń i zostanę w kraju. To jednak właśnie atut pracy stewardesy. Możemy poznać wiele miejsc na świecie. I na tej podstawie zdecydować, gdzie chcemy zamieszkać. Dzięki temu możemy trochę bliżej poznać kulturę i zwyczaje panujące w danym kraju. Mimo że czasem to bardzo krótkie pobyty, ale bardzo intensywne.

— Powstaje niewiele książek o polskich stewardesach. Pani stała się bohaterką jednej z nich. Co panią przekonało, by podzielić się swoim doświadczeniem?
— Zdecydowałam się, bo uznałam, że brakuje rzetelnej wiedzy o pracy polskich stewardes. W tej publikacji jest wiele bohaterek, z różnymi doświadczeniami. Krzysztof Pyzia, autor książki, pokazuje, że stewardesa to nie tylko kelnerka na pokładzie, obala wiele mitów, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczne. To rodzaj podręcznika, który może posłużyć osobom, które myślą o tej pracy. Dlatego też zdecydowałam się, by o tym opowiedzieć. Osobom podróżującym samolotami polecam rozmowę ze stewardesami w trakcie lotu. Jesteśmy w tak różnych miejscach na świecie, od Europy po Afrykę, że z pewnością o każdym z nich możemy coś powiedzieć. Ciekawostki, których nie znajdziecie w przewodnikach.


MARTA BIAŁA



Lotnictwo to jej miłość i pasja. Była szefową stewardes na Polskę dla włoskiej linii lotniczej, dziś dalej pracuje w kadrze zarządzającej tej firmy. Jest instruktorem w firmie SKY4JET, która prowadzi szkolenia dla przyszłego personelu pokładowego. Marta Biała opowiada o swojej drodze, która zaprowadziła ją na pokład samolotu.

— Książka o polskich stewardesach powstała jeszcze przed pandemią. Czy dziś lotnictwo wygląda zupełnie inaczej?
— Zdecydowanie. Wynika to chociażby z faktu, że lotów jest mniej. Wiele osób tęskni za lataniem, podróżowaniem. Wszyscy jednak robią wszystko co w ich mocy, żeby przywrócić normalność. Stąd mamy na przykład testy przed wylotem i po przylocie. To daje możliwość podróżowania, a lotów przybywa. Niestety efektem pandemii jest kryzys, więc lotnictwo będzie wracało do stanu przed Covid-19 jeszcze kilka lat. Potrwa to od trzech do pięciu lat, o czym mówią raporty Europejskiego Centrum Lotnictwa. Chociaż teraz można w inny sposób wykorzystać potencjał, który tkwi w lotnictwie.

— Ten moment wykorzystuje lotnictwo prywatne?
— Tak, to prawda. Wcześniej nie było tak dostępne, jak jest dziś. Lotnictwo prywatne przestaje kojarzyć się wyłącznie z bogatymi ludźmi i niedostępnością. Dziś ludzie biznesu wolą wyczarterować prywatny samolot, który umożliwi im szybkie nawiązanie współpracy, a tym samym zapewni zyski. Wyloty mogą organizować też grupy znajomych, co bywa bardziej opłacalne.

— Zmniejszyła się liczba lotów, ale zainteresowanie zawodem stewardesy nie słabnie?
— Myślę, że dziś nawet więcej osób szuka możliwości pracy w tym zawodzie. Wiele osób pomyślało, że teraz jest dobry czas, by zrobić krok w tym kierunku. Jestem wykładowcą przedmiotów lotniczych na uczelni w Poznaniu, współpracuję z firmą szkoleniową, która przygotowuje kadry dla lotnictwa. Na tej podstawie mogę stwierdzić, że zainteresowanie pracą w lotnictwie rośnie. Ludzie szkolą się, uzupełniają kwalifikacje. Czas przestoju temu sprzyja.

 Marta Biała - jedna z bohaterek książki

— Zawód stewardesy jest wymagający?
— Tak, szczególnie, jeśli ktoś jest nastawiony na rozwój. Wtedy warto podnosić swoje kompetencje, chociażby ucząc się kolejnych języków obcych. Szczególnie teraz, kiedy to rynek determinuje kierunek tej pracy, warto znać języki. Ktoś inny, już związany z lotnictwem, może wykorzystać ten czas, by zostać na przykład instruktorem, który weryfikuje umiejętności kandydatów. Możliwości jest wiele.

— Podobno na rozmowie kwalifikacyjnej stewardesy lepiej nie argumentować swojej motywacji zdaniem, że chcemy podróżować po świecie. To podobno jedna z najgłupszych odpowiedzi.
— (śmiech). Konkurencja w tym zawodzie jest ogromna, a zainteresowanie pracą stewardesy jest jeszcze większe niż kilka lat temu. Jeżeli więc 95 procent osób na rozmowie kwalifikacyjnej odpowiada w ten sam sposób, to nie wróży to dobrze. Lepiej powiedzieć, jakie są nasze motywacje, dlaczego chcemy pracować w tym zawodzie? Zwiedzać świat można jako animator, rezydent lub kierowca. Warto więc, by osoby starające się o pracę potrafiły sprecyzować, co nimi kieruje? Warto też znać linię lotniczą, w której chcemy pracować. To chyba jednak obowiązuje w każdej innej dziedzinie. Zawsze warto dokładnie poznać przeciwnika (śmiech).

— Cofnijmy się do początków pani kariery. Co panią przekonało do tego zawodu?
— Poczucie wolności. Pochodzę z małego miasta - Świnoujścia. Byłam zawsze związana z turystyką. Nie chciałam też, by moje życie było monotonne, więc postanowiłam wyprowadzić się z rodzinnego miasta. Znalazłam pierwszą ofertę pracy. W zawodzie stewardesy. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że tak zakocham się w lotnictwie. Tutaj spełniły się moje oczekiwania.

— Jakie?
— Przede wszystkim wiedziałam, że jeśli zwiążę się z lotnictwem, mam zapewnioną ścieżkę kariery. Chciałam rozwijać się, by w przyszłości zostać szefową personelu pokładowego, instruktorem lotnictwa. Szkoliłam się, by osiągnąć założony cel. Po dziesięciu latach ten plan udało się zrealizować. To właśnie jeden z atutów lotnictwa. W ciągu dekady, jeśli się chce, można dużo osiągnąć.

— Środowisko ludzi związanych z lotnictwem jest jednak hermetyczne. Ma swój język, w rodzaju "dziesięć bravo chce kawę".
— (śmiech). No tak. To jedno z łatwiejszych określeń. Tak, rzeczywiście mamy swój słownik lotniczy, którym się komunikujemy.

— Przyjaźnicie się w pracy i poza nią?
— Tak, chociaż w dużych liniach lotniczych trudno o synchronizację grafiku. Przyjaciele latają ze sobą bardzo rzadko. Chociaż ja swoje trzydzieste urodziny spędziłam na pokładzie z przyjaciółką, w Meksyku. Dziś większość moich przyjaciółek to stewardesy.

— Jakie są ciemne strony tego zawodu? Mówi się o jet lagu, czyli zmęczeniu organizmu przy zmianach czasu, o szalejących hormonach. Co jeszcze by pani dodała?
— To są jeszcze problemy z kręgosłupem czy krążeniem. Chorobą zawodową stewardes jest też zapalenie zatok. To od strony fizycznej. Od strony psychicznej - w ten zawód wpisana jest samotność. Kiedy nasi bliscy świętują, nie możemy być z nimi, bo jesteśmy w pracy. Rekompensatą jest możliwość poznawania świata, nowych ludzi, kultur.

— Ma pani swój ulubiony kierunek?
— W przypadku stewardesy z moim stażem jest tylko jeden ulubiony kierunek. Do domu. Choć uwielbiam Tajlandię, Japonię, Koreę. To kraje, które mnie zachwyciły i lubię tam wracać.

— Stewardesa jest obywatelem świata?
— Tak, i często o tym mówię w czasie szkoleń. Kiedy ktoś nas zapyta gdzie mieszkamy, odpowiadamy: "na pokładzie samolotu".

— Dziś szkoli pani osoby, które chcą pracować w lotnictwie. To daje satysfakcję?
— Tak, bo kiedy dostrzegam ich zaangażowanie, ten charakterystyczny błysk w oku, widzę siebie sprzed lat, na początku swojej drogi. To bywa wzruszające i piękne zarazem, że mogę być osobą, która przekazuje im miłość do lotnictwa. Często też mam kontakt ze swoimi studentami. Śledzę ich kariery, doradzam. Tak, to przynosi satysfakcję.


Katarzyna Janków-Mazurkiewicz


Marta Bil oraz Marta Biała są bohaterkami książki "Stewardesy. Cała prawda o lataniu". Autor - Krzysztof Pyzia pokazuje, że stewardesa to nie zawód, to styl życia. To m.in. ukrywana przed podróżnymi opowieść o wszystkim, co dzieje się na pokładzie w trakcie lotu czy fakty i mity o tym zawodzie. To historie, które były do tej pory opowiadane tylko na zamkniętych spotkaniach stewardes.
Krzysztof Pyzia - absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Autor bestsellerów, m.in. "Jerzy Dziewulski o polskiej policji", "Jerzy Dziewulski o terrorystach w Polsce", "Jerzy Dziewulski o kulisach III RP" i wywiadu rzeki z Wojciechem Pokorą "Z Pokorą przez życie". Producent programu "Dzień Dobry Bardzo" w Radiu ZET, w przeszłości dziennikarz tygodnika "Angora" i "Playboya". Na początku roku premierę miała jego książka "Stewardesy. Cała prawda o lataniu" - wydawnictwo Prószyński i S-ka.


Uwaga! Już za tydzień w sobotnim wydaniu rozmowa ze stewardesą VIP, która lata z rodziną królewską.