Myślę sercem, ale wybieram rozsądek

2021-03-06 15:12:00 (ost. akt: 2021-03-05 11:50:35)
Marta Szczepkowska z synami: starszym Kacprem i młodszym Bartkiem

Marta Szczepkowska z synami: starszym Kacprem i młodszym Bartkiem

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Czasem okazuje się, że nie znaliśmy kogoś, z kim mieszkaliśmy przez wiele lat pod jednym dachem. Albo że można tak bardzo tęsknić za kimś, kto jest kilka ulic dalej od nas. Pandemia zmieniła relacje. Mówią o tym nasi bohaterowie.
Na kwarantannie trzeba być ze sobą 24 godziny na dobę. A to nie jest łatwe, jeśli jak dotąd, widywaliśmy się tylko rano i wieczorem. Wspólna praca zdalna połączona z opieką nad dziećmi i obowiązkami domowymi też bywa wyczerpująca.

Ale bywa też zupełnie odwrotnie, jak u jednej z naszych bohaterek, Marty Szczepkowskiej. Ona dałaby wszystko, by widzieć na co dzień bliskich. A szczególnie swoją babcię...

Czy my się w ogóle kochamy?

Podobno można być szczęśliwym na 53 metrach kwadratowych. Ważne, że się ludzie kochają. Myślałam, że u nas tak jest, ale okazuje się, że się myliłam — wzdycha pani Małgorzata*.

Żona, matka trzech synów. Pracuje w jednym z urzędów. Zawsze było im ciasno, ale teraz przestrzeń zaczęła niebezpiecznie się zawężać i dusić. Chłopcy są w domu cały czas. Dwójka z nich to przedszkolaki. Często się przeziębiają. A teraz takie czasy, że dziecko kichnie i już musi zostać w domu. Najstarszy, czwartoklasista od jesieni ma naukę zdalną. Nie ma szans, żeby skupił się przy młodszych braciach. — Siedzi w dużym pokoju z nami — opowiada pani Małgorzata. — Ja przy jednym laptopie, bo przeszłam na pracę zdalną, mąż przy drugim, a syn przy trzecim. Wcześniej uciekałam do kuchni. Ale skończyło się to bardzo źle: na stole położyłam ważne dokumenty, a najmłodszy synek niechcący wylał na nie mleko. Więc już nie ryzykuję.

Sąsiedzi muszą to wszystko słyszeć. Jak mąż pani Małgorzaty krzyczy, jak młodsi się biją. — A starszy syn zaczął kląć. On też ma wszystkiego dosyć— wzdycha nasza bohaterka.

Na początku 2020 roku mieli plany, żeby zamienić mieszkanie na większe. A potem, wiosną, wybuchła pandemia. Mniejsze zarobki, niepewność jutra, brak premii. Szczególnie mąż pani Małgorzaty odczuł, jak bardzo pandemia wpłynęła na jego zarobki. — Zaczęły się kłótnie — opowiada. — Wyszło na to, że wszystkiemu ja jestem winna! Od słów do słów okazało się, że my w ogóle z mężem do siebie nie pasujemy. A najgorsze jest to, że synowie wszystko słyszeli!
Starszego syna pani Małgorzata zapisała do psychologa. Oczywiście online. — Widzę, że nie radzi sobie w ogóle z emocjami. Ale jak ma 10 latek sobie radzić, skoro my, dorośli, nie potrafimy odnaleźć się w tej chorej rzeczywistości? — irytuje się.

Tęsknię za babcią

Ile jeszcze razy Marta Szczepkowska spod Olsztyna będzie musiała stać tak w progu? Z bijącym ze strachu sercem, że przekazując babci zakupy przekaże jakieś zarazki? Zamiast - jak dawniej wejść - uściskać babcię, ucałować, a potem rozsiąść się wygodnie na kanapie. Jej babcia Lusia ma zawsze w kuchennej szafce ciasteczka, dobrą kawę. Mogłyby tak rozmawiać godzinami. Marta opowiedziałaby co u niej w pracy, co w domu.

Marta, mimo że od dawna jest dorosłą kobietą i matką dwójki synów, u babci czuje się jak mała dziewczynka. Jest wtedy Martusią, tą samą, co kiedyś, przed laty, z babcią mieszkała. — Jak mi tych spotkań brakuje! — ubolewa. — Tej normalności! Żeby tak do babci wejść na dłużej, przychodzić częściej, bez obaw, bez strachu, że coś się ze sobą przyniesie. Mam w domu przedszkolaka, młodszy syn szczególnie uwielbia swoją prababcię. Jak mogę mieć pewność, że nic się nie stanie?

Nasza bohaterka sama przeszła koronowirusa i wie, jak niebezpieczna jest ta choroba. Myśli sercem, ale wybiera rozsądek, bo wie, że jej babcia w zderzeniu z COVID- 19 byłaby bezsilna. Ale nadal Marta nie może się pogodzić z tym, że pandemia ograniczyła jej spotkania z babcią. Przyjeżdżała do niej tak często, jak tylko się dało. Bliskie relacje rodzinne są dla niej podstawą, sensem życia. A teraz zostaje tylko telefon. Albo to spotkanie w progu, z założoną szczelnie maseczką i zdezynfekowanymi dłońmi.

— To nie to samo — kręci głową. — Najbardziej szkoda mi babci, która przeżyła wojnę i znów doświadcza takich okropności. Bo świat, w którym żyjemy, nie jest normalny.

Straciłam przyjaciółkę

— Zawsze myślałam, że wieloletniej, solidnej przyjaźni nic nie jest w stanie zniszczyć. Ale byłam naiwna! — wzburza się Kamila* z Olsztyna.

Z Aśką znały się od zerówki. Wspólne zabawy na podwórku, potem osiem lat podstawówki. Nawet jak Aśka wyjechała na studia do Poznania, to odległość nie miała żadnego znaczenia. Przyjeżdżały siebie pociągami, nocowały, rozmawiały do rana. Potem każda z nich wyszła za mąż, urodziły się dzieci. — My zawsze mocno różniłyśmy się od siebie poglądami, ale to nie wpływało na nasze relacje — opowiada Kamila. — Szanowałyśmy się nawzajem. Aż przyszła pandemia....
Kamila do dziś nie może uwierzyć, że Aśka, mądra, wykształcona, po dwóch kierunkach studiów, wybuch koronawirusa uznała za teorię spiskową. Potem doszły protesty w sprawie maseczek. Nawet dramatyczna historia rodziców Kamili, którzy walczyli z koronawirusem nie przekonała Aśki, że koronawirus jest groźny i że należy się go bać. — Kiedy ja martwiłam się o rodziców, Aśka pisała na Facebooku, że pandemia to bzdura — opowiada Kamila. — Nie mogłam tego znieść. Napisałam jej, co o niej myślę. Doszło do ostrej wymiany zdań. Czuję, że nie jestem w stanie jej tego wybaczyć....

Po pandemii będzie rozstanie

— Kiedy on szczotkuje te zęby, to wydaje z siebie taki dźwięk, że ciarki mnie przechodzą. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej tego nie zauważyłam? — wzdycha Renata*. — Przecież przed pandemią też mył zęby!

Tylko że ona rano tego nie słyszała. Wstawała rano, cichutko, cichuteńko i wymykała się do pracy. Z Marcinem, swoim partnerem, widywali się dopiero wieczorami. Jadali raczej na mieście, często każde z nich zamawiało sobie coś do pracy. Zero dzieci, zero zwierząt. Totalna wolność. Aż do wybuchu pandemii. Wtedy, naprzemiennie zaczęli lądować na kwarantannach. Jeszcze zanim zmieniły się przepisy, musieli być na nich obydwoje, razem, bo współdomownik też szedł na kwarantannę. I okazało się, że oni w ogóle się nie znają. — Ja lubię ciszę, Marcin ciągle głośno słuchał muzyki. I był pewien, że będę mu gotować! No skoro jestem w domu... Tylko że on też w tym domu był! — irytuje się.
Bałagan w domu robił się właściwie sam. Doszło zmywanie, do którego w zasadzie nie byli przyzwyczajeni, bo jadali poza domem. Okazało się, że dom, to także obowiązki. I rachunki do opłacenia. — Nasze pensje podczas pandemii bardzo zmalały — opowiada Renata. — Ja potraciłam zlecenia. Zaczęły wybuchać kłótnie. Teraz w partnerze irytuje mnie już w zasadzie wszystko. I po pandemii chyba się z nim rozstanę.

*na prośbę części bohaterów zmieniliśmy ich imiona
Aleksandra Tchórzewska

Liczby mówią, że jest źle
Aż 63 proc. Polaków deklaruje, że pandemia pogorszyła nasze relacje. Powodem jest fakt, że rzadziej się widujemy i częściej rozmawiamy przez telefon i internetowe komunikatory. Z badania przeprowadzonego przez markę VOX wynika, że zdaniem większości (63 proc.) w czasie pandemii oddaliliśmy się od siebie.

"Wpływa na to zarówno zalecenie zmniejszenia kontaktów, jak i strach przed zakażeniem. Aż 71 proc. z nas ogranicza liczbę spotkań z bliskimi lub całkowicie ich unika. Większą ostrożnością wykazują się pod tym względem kobiety" — czytamy w raporcie. Okazuje się, że drzwi do swojego domu częściej niż raz w tygodniu otwiera bliskim tylko niespełna 4 proc. z nas.

"Izolacja nie jest łatwa, gdyż aż 83 proc. badanych uważa się za gościnnych" — wynika z raportu.

Pandemia sporo zmieniała w naszych relacjach. Zmieniło się też nasze zachowanie podczas wizyt u innych. Pierwszą rzeczą, jaką robi 48 proc. Polaków po przekroczeniu progu czyjegoś domu, jest umycie lub zdezynfekowanie rąk. Okazuje się jednak, że w trakcie samych spotkań w domu nie zachowujemy bezpiecznego dystansu – deklaruje to jedynie 18 proc. badanych. Być może to właśnie trudność utrzymania zalecanej odległości sprawia, że aż 74 proc. Polaków obecnie odwiedza bliskich rzadziej niż przed marcem 2020 roku.
Z badania wynika również, że mamy już dość pandemii. "Zapytani o samopoczucie, ankietowani najczęściej (61 proc.) wspominali o zmęczeniu pandemią. Przeszło 50 proc. osób odczuwa frustrację, a niespełna 45 proc. – przygnębienie" — czytamy w raporcie.