Z boksu nie rezygnuję, ale większa kasa czeka w MMA [WYWIAD]

2021-02-15 08:13:53 (ost. akt: 2021-02-16 10:43:49)

Autor zdjęcia: Opalach Fight Team

ROZMOWA || Wydaje mi się, że obecnie łatwiej mi będzie o kasowe walki w MMA niż w boksie, który ostatnimi czasy kuleje — stwierdził Przemysław Opalach chwilę po udanym debiucie w MMA. Utytułowany olsztyński pięściarz pokonał przez TKO w 1. rundzie Konrada Cyranowskiego.
— Niedawno wyszedłeś z oktagonu. Tak na gorąco: czym zaskoczył Cię rywal?
— Chyba ambicją, odwagą. Myślałem, że podejdzie bardziej asekuracyjnie. A jeśli już ruszy, to od razu spróbuje sprowadzić mnie do parteru. Nie spodziewałem się, że będzie starał się mnie zaskoczyć w mojej koronnej płaszczyźnie, czyli w stójce.

— W pewnej chwili wykręcił nawet obrotówkę. Zaskoczyło Cię to kopnięcie?
— Nie na tyle, bym dał się złapać. Ale wrażenie na mnie zrobiło. W oktagonie nie było czasu, by to roztrząsać, ale gdy później obejrzałem sobie tę walkę, to cieszę się, że nie złapał mnie tym ciosem. Wyglądał na taki, który mógłby zaboleć.

— Najbardziej bałeś się tego, że Cię obali. Udało mu się.
— Byłem za to trochę na siebie zły. Dały znać o sobie nawyki, których przez lata nabrałem w boksie. Gdy zobaczyłem ten obszerny cep, czy jakkolwiek nazwać ten cios, w stójce najzwyczajniej bym go przyjął na podwójną gardę albo od razu skontrował. Tyle, że nie było kiedy, bo już był w moich nogach i lecieliśmy na matę.

— Pojawiła się myśl, że może to być początek końca?
— Wiedziałem, że lekko nie będzie. Ale uspokoiłem się, gdy udało mi się "zapiąć" nogi, czym wyraźnie ograniczyłem mu pole działania. Zdziwiłem się, bo zrobiłem to automatycznie, a trenuję przecież parter ledwie od kilku tygodni. W głowie miałem wskazówki, które wcześniej wbijali mi do głowy na taką sytuację moi trenerzy: Robert Szwarc, Michał "Krzyniu" Ostrowski i Tomasz Arabasz z Berserkers Team Olsztyn, który czuwał nad całymi moimi przygotowaniami. To zwycięstwo i trofeum, które przywiozłem z Krakowa, dedykuję właśnie im. A lekko nie mieli.

— Chwilę po walce, jeszcze w oktagonie, zdradziłeś widzom, że walczyli z Twoim... lenistwem.
— Rzuciłem to trochę w formie żartu. Ale prawdą jest to, że podczas pierwszych treningów miałem poważny problem z tym, by zmusić się do tych wszystkich nowych ćwiczeń i technik. Kompletnie nic mi nie wychodziło, pojawiało się zniechęcenie. A gdy wciąż słyszysz we własnej głowie: "źle, źle, źle"... To i na salę treningową nie chce się iść. Wszystko zmieniło się jakoś na dwa tygodnie przed galą. Wreszcie zacząłem rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Techniki parterowe wreszcie zaczęły u mnie jakoś wyglądać. W ostatnim czasie wręcz nie mogłem się doczekać tych treningów.

— Tęskniłeś do tej rywalizacji? Ostatnią walkę stoczyłeś jeszcze w 2019 roku.
— To była długa przerwa. Zdecydowanie za długa. "Podziękować" można za nią i wirusowi, i rządzącym, przez których decyzje gale, na których miałem wystąpić, zostały odwołane. Ale nie chcę bawić się w politykę. To już przeszłość, a ja patrzę przed siebie.

— Podczas ostatniego wywiadu zarzekałeś się, że o dalszych planach w MMA będziemy mogli porozmawiać po walce. Wygrałeś. Zatem co dalej?
— Muszę to wszystko jeszcze przemyśleć. Walki w MMA niewątpliwie są kuszące. Wydaje mi się zresztą, że obecnie łatwiej będzie o walki, w których można zarobić, właśnie w MMA. Boks, zwłaszcza ten w Polsce, ostatnimi czasy wyraźnie kuleje. Chętnych do walki ze mną nigdy nie brakowało, ale z reguły byli chętni tylko wtedy, gdy to ja zapewniałem im wypłaty. A ja nie chcę być niczyim sponsorem. Mam już 34 lata, rodzinę i... jedno zdrowie. W moim przypadku to już nie czas, by myśleć o byciu mistrzem świata. Nie chcę jednak palić mostów. Zobaczymy co przyniosą najbliższe tygodnie. Czeka mnie kilka rozmów. Może w międzyczasie pojawią się jakieś inne, ciekawe oferty? Ze sportami walki więc nie kończę, choć trudno mi obecnie wskazać w jakiej formule będę występował.

— Trochę oddechu i wracasz z ekipą na Mazury. Mam nadzieję, że pamiętasz?
— O czym?

— Jutro walentynki (rozmowa odbyła się 13 lutego - przyp. K.K.). Jeśli zapomniałeś, to żona może zaserwować Ci najboleśniejszy nokaut w karierze.
— W tym temacie wszystko pod kontrolą (śmiech). Nie publikuj tego przed niedzielą, ale z kwiaciarnią byłem już dogadany w środę. Kilka innych pomysłów też mam na ten dzień, ale to już typowo prywatna sprawa (śmiech).

Rozmawiał Kamil Kierzkowski

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5

GRUPA WM Sp. z o.o. realizuje projekt dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach działania 1.5 Dotacje na kapitał obrotowy Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

Unia Europejska

VISA MASTER CARD