Olsztyńska kultura powoli wraca do życia i czeka na publiczność

2021-02-09 16:19:51 (ost. akt: 2021-02-09 18:56:27)
Od lewej: Zbigniew Brzoza, Piotr Sułkowski, Sylwia Jaskulska i Piotr Żuchowski

Od lewej: Zbigniew Brzoza, Piotr Sułkowski, Sylwia Jaskulska i Piotr Żuchowski

Autor zdjęcia: Ada Romanowska

Od piątku 12 lutego również instytucje kultury prowadzone przez samorząd województwa warmińsko-mazurskiego otwierają się na widzów, słuchaczy, zwiedzających i pasjonatów sztuki.
Z tej okazji we wtorek 9 lutego odbyła się się konferencja prasowa poświęcona wydarzeniom, które dla widzów przygotowały Filharmonia Warmińsko-Mazurska w Olsztynie, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie oraz Muzeum Warmii i Mazur. Gośćmi byli: Sylwia Jaskulska, wicemarszałek województwa, Piotr Sułkowski, dyrektor filharmonii, Zbigniew Brzoza, dyrektor Teatru Jaracza, i Piotr Żuchowski, dyrektor MWiM.

Ważnym punktem spotkania było podsumowanie ubiegłego roku, który upłynął pod znakiem koronawirusa. Co zyskała, a co straciła w tym czasie olsztyńska kultura?

— Praca filharmonii się nie zatrzymała — stwierdził Piotr Sułkowski. — W marcu zaczęliśmy odwoływać koncerty i pracować nad tym, jak zwracać bilety za to, co do końca zeszłego sezonu mieliśmy wyprzedane. Kombinowaliśmy, w którym momencie mogliśmy coś dalej przesunąć. Straty, jakie ponieśliśmy będziemy mogli podsumować dopiero za jakiś czas. Liczymy, że w kolejnych tygodniach przyjdą do nas tłumnie spragnieni melomani, ale budowanie widowni, budowanie przyzwyczajenia do korzystania z kultury trwa latami.

Zdaniem Zbigniewa Brzozy czasy epidemii przypominały 1989 rok.
— Okoliczności były inne. Wtedy wszedł plan Balcerowicza, który całkowicie zrujnował kulturę. Przez to, że nagle nasza publiczność teatralna i inteligencja tak strasznie zubożała, że przestała przychodzić. Teatry opustoszały. Nastąpiło to z miesiąca na miesiąc — wspominał.

W tej trudnej sytuacji trochę lepiej radziły sobie muzea.
— Poluzowanie restrykcji nastąpiło późną wiosną i całe lato muzeum funkcjonowało — zauważył Piotr Żuchowski. — Gdy epidemia nie szalała, byliśmy otwarci. Przeprowadziliśmy wiele inwestycji, remontów, napraw. Miałem przychodowość na poziomie 60 proc. ubiegłego roku. A w 2019 roku miałem bardzo wysoką przychodowość. Na pewno w teatrze i filharmonii było to nie do osiągnięcia.

Nie oznacza to, że sytuacja pracowników muzeum była komfortowa.

— To jest oczywiście potężny problem komunikacji międzyludzkiej i relacji w załodze. Wszyscy to przeżywamy. Nasza praca polega na nieustannej rozmowie. Sytuacja lockdownu była niezwykle dołująca z ekstremalnymi zachowaniami jednostkowymi wśród ludzi. I tu dyrektorzy muszą w to wkraczać wręcz z rozmowami terapeutycznymi z pracownikami — powiedział dyrektor Muzeum Warmii i Mazur.

I na koniec dodał:
— Musimy iść do przodu i ten czas wykorzystać zgodnie z zasadą, że co nas nie zabije, to wzmocni.

Paweł Snopkow