Kultowy, czyli jaki? Wyprawa do przeszłości

2021-01-30 10:01:00 (ost. akt: 2021-01-29 17:29:16)
Nie ma już przy Grunwaldzkiej antykwariatu, nazywanego przez niektórych „kultowym"

Nie ma już przy Grunwaldzkiej antykwariatu, nazywanego przez niektórych „kultowym"

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Kilka tygodni temu w Olsztynie zaszumiało: zamykają kultowy antykwariat przy Grunwaldzkiej. Przez długi czas był jedyny w mieście, dość znany i lubiany. Z tym się zgodzę. Zaczęłam się jednak zastanawiać, co tak naprawdę oznacza dla nas „kultowy”.
Kielce. Styczeń trzy lata temu

Główny deptak w centrum miasta. Secesyjne kamieniczki, mnóstwo ludzi, sklepy, fontanny, trochę turystów. Jedna z przeszklonych witryn jakby inna, bardziej kolorowa i z fantazją. I nie taka znów elegancka. Nie ma tam też żadnego słynnego logo znanej marki. Z ciekawością zaglądam głębiej — w szybie oryginalna, barwna choinka z niesamowitymi — widać, że starannie dobieranymi — ozdobami, często nadszarpniętymi zębem czasu. Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że niektóre z bombek mogą mieć po sto lat i pochodzić z całego świata.

W środku twórczy chaos, tajemniczy półmrok, z którego wyłaniają się wielkie stoły wypełnione najróżniejszą literaturą i ogromne sięgające sufitów regały uginające się od książek i czasopism. Na ścianach ciekawe wolnościowe, postulujące równe prawa dla wszystkich plakaty, mnóstwo lokalnej sztuki, trochę roślin i wygodnych foteli. Aura sztuki i dziejącej się wciąż historii. Nie pamiętam, czy były tam koty i ekspres do kawy, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby były.

Wychodząc stamtąd, trzymam pod pachą książką wyszperaną z półki poświęconej tematyce romskiej „Demony cudzego strachu” Jerzego Ficowskiego. W gratisie dostaję kilka pocztówek z prezentacjami współczesnych artystów z hasłami o charakterze społecznym. Wiszą w przedpokoju. Z sentymentem patrzę na nie do dziś.

Wrzesień, dwa lata wcześniej

W drodze do Francji zatrzymujemy się z partnerem na Festiwalu Winobrania w Zielonej Górze. Wchodzimy do księgarni w centrum miasta, który kusi też niewielką częścią antykwaryczną. Pani, która nią zarządza, wita nas ciepło jak dawno spodziewanych gości. Jej mały piesek merda ogonem. Gdy okazuje się, że chcemy kupić rozmówki polsko-francuskie, kobieta zaczyna mówić do nas po francusku, pokrótce tłumacząc zawiłości języka. Potem długo rozmawiamy o kraju Balzaca i tym, co — poza utartymi szlakami — warto tam zobaczyć.

Niesamowitych rzeczy dowiadujemy się też o samej Zielonej Górze. Kupujemy rozmówki, mapę Zielonej i wyściskani przez księgarkę ruszamy w dalszą trasę. — W drodze powrotnej koniecznie wpadnijcie opowiedzieć, jak było, akurat będzie tu wtedy świetny koncert. Ooo, macie ulotkę — krzyczy na odchodne.

Kochamy miejsca z aurą

Nie wiem czy w świadomości mieszkańców tych miast te miejsca funkcjonują jako kultowe, wiem jednak, że niejeden z nich powie: to miejsca, do których chce się wracać.

— Sentyment, który czuje się do tzw. miejsc kultowych, niekoniecznie jest związany z długością ich funkcjonowania w przestrzeni, a raczej tym, jak się tam czuliśmy, jakie emocje wśród nas i ludzi o podobnych do nas zainteresowaniach budziły i to w jaki sposób komponowały się one z krajobrazem. Kochamy miejsca ze szczególną aurą, które poprzez swoją oryginalność i specyfikę bardziej niż inne zapadły nam w pamięć i dlatego mają swych „wyznawców”. Jak sama nazwa wskazuje, do miejsca kultowego — a kult jest słowem pochodzącym z religii — podchodzimy z pewnego rodzaju nabożnością — mówi dr Radosław Sierocki, socjolog z UWM.

Moje badania

Postanawiam sama na grupie kilku napotkanych przypadkowych przechodniów zrobić „swoje badania”, pytając o to, jakie miejsce w Olsztynie uznaliby za kultowe. Z każdym z nich rozmawiamy o kilku miejscach i każdy wspomina co innego.

Pani Alina, lat 80, nie namyśla się długo — olsztyńska Andromeda, gdzie chodziło się na dancingi i paliło Zefiry. — Magii i nowoczesności temu miejscu dodawał fakt, że mieściło się w niedawno wtedy otwartym planetarium, które pachniało wielkim światem, nowymi wynalazkami. To przecież było niedługo potem, gdy człowiek chodził po księżycu — opowiada.

Poza tym jako kultowe wymienia stawy koło basenu na Głowackiego i tamtejsze dorodne owocowe drzewa — pozostałości po poniemieckich ogródkach działkowych.

— Mieszkałam na Kościuszki, to była moja dzielnica, za którą potem już kończył się Olsztyn, kończył się świat. Te tereny przyciągały spacerowiczów. Teraz już po tym ani śladu, nikt tam nie chodzi na przechadzki ani na ryby, ani na owoce. Dzieci na tratwach też już tam nie pływają — uśmiecha się na to wspomnienie.

Dzwonię do wychowanych w Olsztynie znajomych, rocznik 1983-85, dawnych znanych mi licealistów. Wszyscy z rozrzewnieniem wspominają „starą dobrą fosę zamkową”, czyli amfiteatr przed remontem i kratowaniem, gdzie spotkania młodzieży zaczynały się po południu w piątek i potrafiły trwać aż do rana. Poza tym nieistniejące od dawna puby Vegas i Luzak — ten drugi przy akademiku na Niepodległości.

— To miejsce, które wykształciło mój gust muzyczny i moją wrażliwość. Do tej pory bazuję na tym, czego o muzyce i mogących nieść ją wartościach dowiedziałam się w Luzaku — wspomina moja przyjaciółka.

— Ale wiesz, że Luzak tylko nam może się wydawać kultowy, bo byłyśmy wtedy młode i otaczałyśmy się z ludźmi z podobnego kręgu. Prawdopodobnie wielu o jego domniemanej kultowości wcale nie wie — zauważam.

Zaczynamy myśleć o kultowości szerzej i wychodzi nam, że w powszechnej opinii bardziej kultowy będzie jednak słynny Come In, do którego ciągnął cały region. — Takiej piany jak na „Piana Party” w Olsztynie nie bił już potem nikt. Takich imprez, gdy wszystko pływa w pianie i tańczysz jak w chmurach, a dookoła oślepia cię stroboskop i ogłusza transowe techno, to chyba już nigdzie nigdy potem nie było — zastanawiamy się, potakując, że chyba wszyscy kojarzą Komin. Nawet ci, którzy tam nigdy nie byli.

— A jakby coś mieli zamknąć albo zburzyć, to którego miejsca w Olsztynie najbardziej by pani żałowała? — zaczepiam panią koło sześćdziesiątki

— Tylko jedno z nich jeszcze zostało, reszta zamknięta. Widzi pani ten bluszcz, pewnie pani wie, że tu była restauracja — ta słynna Staromiejska. Ale może pani nie wie, jak bardzo to kultowe miejsce dla wszystkich rodziców dzieci uczęszczających do szkoły muzycznej. Ile pierwszych recitali się tu odbyło, dzięki temu, że stało tu pianino. Ile łez wzruszenia popłynęło, ile dumnych rumieńców na policzkach wybuchło. Tego już nie ma i długo nie będzie. Szkoda, bo tu rodziły się emocje, wielkie talenty i artystyczne podwaliny na całe życie — wspomina.

Zastanawiam się, czy miejsca, gdzie robimy coś tak przyziemnego jak zakupy, można uznać za kultowe.

W kolejce po luksus

— Jeśli to jedyny dom towarowy w mieście, a otworzenie go u nas postawiło Olsztyn wyżej w ogólnopolskiej hierarchii miast, to na pewno Dukat nazywany Pedetem był kultowy. Ciągnęli tam wszyscy niezależnie od gustów, zresztą kto tam o gustach wtedy myślał, brało się, co było. Przez samo to, że kupiło się coś w nowoczesnym Dukacie, stawało się to „lepsze”, a kolejki do tej lepszości wciąż były wielkie. Pamiętam te manekiny na podestach, których na początku lat 90. bała się moja córka.I pamiętam też jak w latach 70. sama maszerowałam tam z mam,ą ściskając bon na zakupy w spoconej z wrażenia ręce. Ja kupiłam sobie czerwoną spódnicę, moja mama taką samą, ale o numer większą.

Proszę mi powiedzieć, która z matek teraz by tak zrobiła? To nie tak, że ona chciała, ale musiała, bo innych po prostu nie było. Wychodziło się potem z podniesioną brodą na miasto, a tu równie szykowna i dumna Kryśka w tej samej spódnicy, następnie Wioletta, a za rogiem jeszcze Hania. Wszystkie ledwie wyszły z Pedetu.

Dukatu już dawno nie ma, Staromiejską niedawno zamknęli, zastanawiam się na tym ostatnim wspomnianym przez kobietę miejscem, które „jeszcze działa”.

— Zostało to, które akurat utrzymać łatwo i o jeść nie prosi: chodzi o tą żabę, co stoi w parku Podzamcze. Ja mam na niej zdjęcie w wieku trzech lat, po 30 latach ma na niej zdjęcie moja trzyletnie córka, a po kolejnych 50 moja mała wnuczka na żabę też się załapała. Kto wie, jak pożyję jeszcze, to za 20 lat może i prawnuczkę na niej wypatrzę — śmieje się olsztynianka.

Schodzę na dół

Żaba łypie na mnie tym samym czujnym od 63 lat okiem rzeźbionym przez Ryszarda Wachowskiego w zamierzchłych czasach PRL-u. Uśmiecham się do niej szczerze. Przecież ja też mam na niej zdjęcie.

Agnieszka Porowska
a.porowska@gazetaolsztynska.pl


Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. bleh #3057496 | 88.156.*.* 2 lut 2021 21:22

    Nawet na zdjęciu widać kartkę z napisaną nową lokalizacją antykwariatu.

    odpowiedz na ten komentarz

  2. ;) i tu też #3054734 | 5.173.*.* 31 sty 2021 12:16

    Uwaga cenzor z Gazety Olsztyńskiej kasuje komentarze, dotyczące zaleceń producenta szczepionek firmy Pfizer i Moderny, które opisują jak mają być przetrzymywane szczepionek i tj. w odpowiedniej temperaturze "Uwaga!! Zalecenia szczepionek producenta Pfizer: Szczepionki powinny być przetrzymywane od -90 do -60, szczepionka która przebywała 2 godziny w temperaturze +25 nie nadaje się do użytku, nie wolno jej podawac pacjentom i nie wolno jej ponownie zamrażać! Ciekawę co się dzieje ze skradzionymi szczepionkami, które zostały odzyskane. Z automatu powinny być utylizowane. To jeszcze nic przy dostarczaniu szczepionek do miejsc szczepieć m.in przychodni, gdzie dostawą zajmują się.... firmy kurierskie, więc tak naprawdę te szczepionki można wyrzucić"

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Henryk #3053972 | 77.114.*.* 31 sty 2021 04:59

      o tak Samowar miał swój klimat

      odpowiedz na ten komentarz

    2. ju #3053824 | 81.190.*.* 30 sty 2021 22:41

      Kultowe to były pawilony koło TPPR I Samowar, Pewex kolejowy dzisiaj już nie wielu Olsztyniaków potrafi te miejsca zlokalizować

      Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz

    3. Zenon #3053673 | 89.65.*.* 30 sty 2021 19:55

      Najbardziej kultowy jest wiesiu z kaborna ktory wierzy w 2 wybuchy i jego zaklamana zona.opowiada takie bzdury i okragle zdania a nie wie ze wszyscy sie z niej smieja i wiedza o jebace wiesiu kompleksach i miernotach dzieciach

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (13)
    2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5

    GRUPA WM Sp. z o.o. realizuje projekt dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach działania 1.5 Dotacje na kapitał obrotowy Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

    Unia Europejska

    VISA MASTER CARD