Quantcast

środa, 27 stycznia 2021. Imieniny Anieli, Juliana, Przemysława

Z bólem biodra udałem się do internetu

2021-01-10 16:11:00 (ost. akt: 2021-01-08 18:33:32)
Z takich trzepaków, ten za blokami na Jagiellońskiej, się w dzieciństwie spadało!

Z takich trzepaków, ten za blokami na Jagiellońskiej, się w dzieciństwie spadało!

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Felieton || Od tygodnia niewiele ruszam się z domu i po domu, a przyczyną jest dotkliwy ból w biodrze. Pojawiło się toto nagle w pierwszy dzień nowego roku, uniemożliwia chodzenie, zakłóca pisanie i czytanie. Sięgnąłem pamięcią do urazów, jakie miałem w życiu. Wynikały na przykład z upadku z trzepaka, z kasztana, z sągu drewna.

Późniejsze przypadłości były głównie związane z moją grą w piłkę nożną na boisku. Były to na przykład złamania nogi, skręcenia i wybicia palców, naderwanie torebki stawowej w kolanie i kontuzje łąkotki lub ścięgna Achillesa, urazów głowy.

Zdarzały się też dziwne przypadki. Kiedyś pojechaliśmy z żoną na wczasy do Karpacza. One weszła do domku, aby rozlokować bagaże, a ja dołączyłem do wczasowiczów grających w siatkówkę. Licho mnie podkusiło, aby przerzucić piłkę nad siatką tak zwanymi nożycami. I trach, ręka pękła jak zapałka! Chłopaki pobiegli do żony.
— Pani mąż złamał rękę!
— Jak to, przecież dopiero przyjechaliśmy!

Ponieważ była to niedziela i ośrodek zdrowia był nieczynny, rękę złożyła mi siostra zakonna w pobliskim klasztorze. I tego samego dnia wróciliśmy do Olsztyna.

Kiedyś, kiedy poszedłem do przychodni wyrobić sobie kartę zdrowia i opowiedziałem o tym lekarzowi, złapał się na głowę: — Na panu to można zrobić doktorat!

Ale wracając do mojej bieżącej przypadłości — bólu w lewym biodrze. Na wstępie postanowiłem skorzystać z możliwości, jakie daje internet i za jego pośrednictwem poszukać porad u przyjaciół i znajomych. Kierowałem się znaną anegdotą związaną ze słynnym królewskim błaznem Stańczykiem. Otóż panowie, którzy lubili go zapraszać na organizowane przez siebie spotkania towarzyskie, kiedyś założyli się, iluż to ludzi praktykuje na świecie. Każdy twierdził co innego, jeden że najwięcej jest krawców, inny szewców, jeszcze inny że kupców. Słuchając ich Stańczyk pojawił się na następnym przyjęciu z obwiązaną twarzą. Niby że go ząb boli. I poprosił o poradę. Każdy udzielał mu innej. — Najwięcej w Polsce, a może i na świecie jest lekarzy! — udowodnił królewski błazen.

Również wśród mieszkańców Olsztyna, o czym mogłem się niedawno przekonać, kiedy chwycił mnie wspomniany dotkliwy ból w prawym biodrze i utrzymywał się przez kilka dni przez okrągłą dobę. Opowiedziałem o tym na jednym z portali społecznościowych. Współczujący mi internauci przystąpili dziarsko do walki z moją przypadłością. W ciągu kilku dni otrzymałem około 70 różnego rodzaju porad, w tym od osób, które doświadczyły czegoś podobnego lub coś o tym czytały.

Jako pierwszy odezwał się pan Janek, trener piłkarski, określając moją dolegliwość jako rwę kulszową i proponując szeroko reklamowaną w telewizji maść do walki z bólem. Ponieważ jestem zapobiegliwy, miałem ją już w swojej domowej apteczce i zastosowałem natychmiast po wystąpieniu dolegliwości. Bezskutecznie. Pan Jan się poddał.
Następne porady dotyczyły lekarzy i klinik, do których powinienem się udać, żeby rozwiązały mój problem, całej rzeszy ortopedów, chirurgów, neurologów, nawet zdarzył się psycholog. Z ich liczby wnioskuję, że w Olsztynie mamy najwięcej na świecie specjalistów od bólu biodra.

Kolejne porady dotyczyły leczenia innymi specyfikami, proszkami, maściami i pigułkami, suplementami diety. Jakaś osoba poleciła mi dostępny w aptece lek przeciwzapalny, którym leczy siebie i swoje dzieci, bo pomaga na wszystko. Kolejne porady to konsultacje z rosyjskimi specjalistami w rodzaju kaszpirowskich czy też znachorkami z Podlasia.

Przypomniało mi to, że kiedyś, pisząc reportaż, poddałem się w Suwałkach zabiegowi wykonanemu przez uzdrowiciela filipińskiego, który na wstępie wprowadził mnie w trans za pomocą hipnozy, a potem „zoperował”, posługując się tylko palcami. Miałem wtedy problemy z tarczycą, ale po dwóch tygodniach przeszły, jak rękę odjął. Dodam, że ten Filipińczyk wykonywał później pokazowe zabiegi w Centrum Zdrowie Dziecka.

Następny wykaz porad udzielonych mi przez stroskanych moją przypadłością internautów to ratowanie się sposobami domowym. A więc na przykład nalewka z bursztynu, olej z dziurawca, wyciąg z wrotyczu, z kasztanów na spirytusie, kombinacji maści końskiej z rumiankiem wspomaganej pół litrem spirytusu. Była też polecana lodowata woda z kranu lub kąpiel w gorącej wodzie. Znalazłem również na moim profilu diagnozy dotyczące przyczyn dolegliwości: zwyrodnienie kręgosłupa, precyzyjniej ból od kręgosłupa lędźwiowego, wypracowanie stawu biodrowego, rwa kulszowa. Wreszcie zalecenia typu terapia manualna, gimnastyka, marsze, pływanie.

Pojawiły się też treści typu: masz chorobę, na którą cierpiał Jan Paweł II, gratulacje! Domyślacie się, jak to mnie ucieszyło!
Ostatnie porady dotyczyły zalecenia operacji typu wymiana stawu biodrowego. Niektórzy, współczując mi, zarazem straszyli:
— Ja tak miałem, to może potrwać z pięć lat albo zawczasu kup sobie wózek inwalidzki!

Ktoś zasugerował, że moja przypadłość to może kara od Boga za grzechy i hulaszczy tryb życia, czym mnie zdumiał. Nasz były kolega redakcyjny Jacek Stachowiak, który od lat jest w Anglii, wyraził opinię, że symuluję, bo zbieram pewnie materiały na nowy wiersz.

Z tych ofert wybrałem w końcu propozycję naszej aktorki Irenki Telesz, która skontaktowała mnie z doktorem Piotrem, chirurgiem ortopedą, specjalistą m.in. od urazów typowych dla piłkarzy nożnych. Pan doktor wyznał, że czyta moje felietony, wysłał na prześwietlenie, po czym wypisał dwie recepty na leki rozkurczowo-bólowe i skierowanie na zabiegi. Kiedy zjawiłem się w przychodni, żeby zapisać się na te ostatnie, z wrażenia aż przysiadłem — termin przyjęcia 18 maja! Przyjmuję teraz leki, ale ból w biodrze jest twardym przeciwnikiem i jak na razie nie przechodzi. Może później. Trzeba się więc przyzwyczaić do chodzenia po ścianach.
A przy okazji — dużo zdrowia w nowym roku!

Władysław Katarzyński



Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (18) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. lekarz #3041822 | 188.146.*.* 15 sty 2021 10:19

    Jak się pan znowu zjawi w naszej przychodni z tymi pospolitymi dolegliwościami - proszę pokazać zaświadczenie o przebytym szczepieniu na koronawirusa - będzie szybszy termin wizyty konsultacyjnej - tak około trzeciej dekady listopada 2021 . Póki co lecz się pan sam pod nadzorem lekarza PO

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. o czym #3040897 | 89.229.*.* 14 sty 2021 12:30

    jest ten felieton? O starszej osobie, która ma schorzenia narządów ruchu , jak u większości starszych osób. O osobie , która czeka w przysiadzie na zabiegi do 18-go maja. Póki co faszeruje się prochami. A może zamiast czekać do 18-go maja samemu zacząć wykonywać ćwiczenia ? Czyli felieton o posiedzeniu , bez tematu, Biura Politycznego KC.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. o chuju #3037966 | 46.186.*.* 11 sty 2021 11:35

    zloty, sam nepotyzm olsztynski

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Teresa #3037857 | 5.173.*.* 11 sty 2021 09:18

    Władziu, jak zwykle , specjalista od wsadzania kija w mrowisko .Nawet Jackowi się "oberwało" , pewnie Władkowi podpadł.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. krasnal #3037831 | 37.30.*.* 11 sty 2021 08:28

    Mimo poplątania się autora w zeznaniach mam kilka pozytywnych refleksji po przeczytaniu tego tekstu. 1. Przyłapanie Autora na nieścisłościach świadczy niewątpliwie, że czytamy ze zrozumieniem - super, prawda? 2. Długie oczekiwanie na badanie świadczy o tym, że jednak nie siedzimy w domu wystraszeni Koronawirusem i jednak do lekarzy jakoś się dostajemy, bo terminy oczekiwania długie. 3. Skoro się wydało, że Autor raczej swój ból zmyślił niż go doznał, z czystym sumieniem mogę napisać, że nieźle się ubawiłem przy lekturze tego tekstu. Lecz jednak zdemaskowanie mistyfikacji pcha także ku myśli, że ci, których na prawdę boli i temat dla nich przez to tak zabawny nie jest,teraz mogą Pana nieco znielubić ;) Dołączam się do życzeń zdrowia i przesiądę się na drugi pośladek, bo rzeczywiście lewa strona nieco boli

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    Pokaż wszystkie komentarze (18)