Mam wielkie poczucie niedosytu

2021-01-10 08:22:00 (ost. akt: 2021-01-08 17:56:17)

Autor zdjęcia: arch GO

Trochę mnie to usztywniło, bo taki tytuł jednak bardzo zobowiązuje. I czy ja teraz mogę iść i kopać kamienie na ulicy? — pyta Irena Telesz- Burczyk, która pod koniec ubiegłego roku została Honorową Obywatelką Olsztyna. — Wciąż mam jednak sto pomysłów na godzinę.
Została pani ostatnio Honorową Obywatelką Olsztyna. Gratulacje! Tylko co teraz?
— Szalenie jest mi miło, ale jest to bardzo zobowiązujące, bo ja nie wiem, czy teraz mogę iść i kopać kamienie na ulicy? Czy ja mogę dalej nosić krótkie spódniczki w wieku lat 80 i jak ja mam się w ogóle zachowywać?

— Jakaś instrukcja obsługi by się przydała, choć szczerze mówiąc wątpię, żeby jej pani przestrzegała (śmiech).
— No właśnie, kiedy jeszcze czasami tańczę na stole... nie wiem, czy z moim wyróżnieniem mogę jeszcze o takich sprawach głośno mówić?

— Chyba nawet musi pani! Żeby pokazywać, że honorowi obywatele to nie osoby z pomników, a żywi, bardzo otwarci ludzie, których nie trzeba się bać!
— Ja wciąż mam sto czasem mądrych, czasem głupich pomysłów na godzinę. Trochę mnie to usztywniło, bo taki tytuł jednak bardzo zobowiązuje i nie bardzo wiem, jak czasem się zachować. Natomiast wiem jedno: jest w Olsztynie sporo osób bardziej niż ja zasłużonych i tym wyróżnieniem dano mi pewnego rodzaju kredyt: „Masz, a teraz pracuj ciężko”.
Tylko trochę się boję, czy ja zdążę ten zaszczyt odpracować? Bo to jest dla mnie wciąż niepojęte, w życiu o czymś takim bym nie pomyślała. Są przecież w Olsztynie wspaniali muzycy, utalentowani pisarze i wielu niesamowitych naukowców.

— Może i są, ale to panią widać i słychać. Jestem oczywiście pełna podziwu dla wielu olsztyńskich osobistości, ale czasem jest tak, że te osoby robią swoje, pozostając w swoim kręgu, zamykając się w pewnego rodzaju świecie. A pani jest wszędzie!
Do pani nikt się nie boi dzwonić czy zgłaszać po poradę, bo ma pani serce na dłoni. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie — na początku mojej pracy w zawodzie — poszłam do IV LO 4 w Olsztynie, gdzie miałam napisać o obchodach urodzin Marii Skłodowskiej-Curie. Pani odpowiadała tam wtedy za inscenizację teatralną. Wiedziałam, że tam będzie ta znana aktorka i czułam się mocno niepewnie, gdy miałam z panią porozmawiać. Oczywiście wyszło, że zupełnie niepotrzebnie.

— Widocznie ten typ tak ma. Jakoś mam tak w głowie poukładane, że jak jest akcja, musi być reakcja. Przed chwilą sprawdzałam Facebooka i dawna uczennica pyta, kto ma znajomości w Paryżu, bo ona ma tam jakiś projekt. Potem jeden z byłych dziennikarzy napisał, że boli go kręgosłup i co z tym zrobić. Od razu mi się uruchamia Irena aktywistka — jak ja mogę pomóc, co mogę zrobić i to jest zupełnie niezależne ode mnie.

— A nie czuje się pani tym zmęczona?
— Ależ to jest mój czysty egoizm! W pierwszej chwili nie pamiętam, po co to robię, po prostu działam. Ale potem jak mi jest dobrze, że komuś pomogę. Czuje się dużo lepiej, przynosi mi to pewien rodzaj spełnienia. Patrzę czasem w to lustro — taka ruda, stara, brzydka, a jednak jeszcze na coś się przydaje na tym świecie...

— A jak się pani udało nie stracić tej młodzieńczości? Jest pani ikoną, bardzo u nas szanowaną osobą. Aktorką. Mogłaby pani wejść na piedestał i tylko odcinać kupony, a pani wciąż tego nie robi.
— Staram się zawsze mieć oczy dookoła głowy, widzieć ludzi, którzy biegną na autobus, widzieć kołysanie drzew, kołujące ptaki i każdego psa napotkanego po drodze. I każdego człowieka. Jak wychodzę z domu, to staram się widzieć, a nie patrzeć. Bo wszyscy patrzą, a nie wszyscy widzą. Widzieć i słuchać, niekoniecznie od razu słyszeć.
Dziś mi znajomy przysłał widoki ze Szwajcarii, żeby mi było lżej i ja naprawdę mam ochotę wsiadać do autokaru i już teraz jechać! Strasznie mi żal, że ja wszystkiego nie zobaczę, nie uratuję żółwi na Galapagos. Jest tyle rzeczy na świecie, których nie widziałam, tylu potraw nie spróbowałam, nie poznałam tylu ludzi. Mam wieczne poczucie niedosytu.
Tak sobie myślę, że śmierć jest dla mnie bez sensu. Nie dlatego, że ja się skończę, ale najgorsze jest to, że ja wtedy nie zagram. Jeśli czegoś nie zobaczę, to potem na scenę nie przeniosę, nie podzielę się tym pięknem lub przestrogą z innymi. A teraz od lutego zagrałam tylko cztery spektakle. Bardzo mnie to boli.

— Kwarantanna tak aktywnej, towarzyskiej osoby jak pani...
— ...jest prawdziwym horrorem. Nie potrafię sama cieszyć się życiem. Odkąd w izolacji dorwałam się do Facebooka, potrafię ludziom wysyłać po 20-30 filmików, zdjęć i głupich dowcipów dziennie. Na co prawie nikt nie odpowiada, a ja nie umiem sama cieszyć się pięknem, śmiechem. Wszystkim dzieliłabym się z innymi, dlatego to, co nas teraz spotyka, jest dla mnie bardzo trudnym przeżyciem.

— Zawsze pani taka była?
— Tak, zawsze taka byłam. Otwartości na świat nauczyło mnie, jakże różniące się do współczesnego, dzieciństwo. Urodziłam się na terenach obecnej Białorusi, a potem musiałam przyjechać do innego kraju — inne widoki, inna mowa. Pamiętam, gdy pierwszy raz wchodziłam na lód na Zalewie Wiślanym, nie miałam pojęcia, czy to jest niebezpieczne czy nie, bo nie było telewizji.

— Ostatnio powstało na ten temat wiele modnych książek, zwłaszcza w nurcie literatury kobiecej: żeby żyć świadomiej, żeby szukać prawdziwej siebie, żeby zwracać baczniejszą uwagę na otaczającą nas codzienność. Mam wrażenie że młode pokolenia z tych książek, po latach zachłyśnięcia się nowymi technologiami, muszą się dowiadywać, jak żyć. Moje pokolenie, pokolenie trzydziestolatków plus to już młodość z grami komputerowymi, internetem, od 10 lat z Facebookiem. I dopiero te lektury niektórym z nas uświadamiają, że świat poza laptopami wciąż istnieje. Ale pani jest z innego pokolenia...

— Moja wyobraźnia kształtowała się w zetknięciu ze światem realnym, a nie wirtualnie. Ja od dziecka miałam moje życie bezpośrednio, a nie przez ekran. Pierwszą książkę dostałam, gdy miałam siedem lat. Stosunkowo późno. Wcześniej bazowałam na tym, co mogłam wprost poczuć, usłyszeć i dotknąć. To czucie świata było wtedy inne, większe.

— I książki były wtedy ogromną wartością.
— A dziś ludzie potrafią książki wyrzucać. Mam teraz wielki problem, bo po sprzedaży mieszkania zostało 3 tys. książek. I co z nimi zrobić podczas przeprowadzki? Tysiąc oddałam, została reszta. I ludzie mówią mi, że wiele z nich do niczego się już nie nadaje, a ja nie jestem w stanie książki nawet o RWPG wyrzucić, bo to przecież KSIĄŻKA. Ja miałam szczęście „palcyma” — jak mówi Gombrowicz — językiem, oczami, smakiem dotknąć świata. Tolkmicko było moim wielkim fascynującym światem. Mnie tam wtedy nie wyrosły długie palce od naciskania klawiszy, otwierały mi się za to nowe klapki w mózgu przez doświadczenie. Wiem też, co znaczy zamrożona klamka i jakie to uczucie się przykleić.

— Myślę, że większość współczesnych dzieci już by nie wpadła na to, żeby jej spróbować. Nie są już tak empiryczne.
— Albo kto teraz włoży drut do gniazdka, żeby sprawdzić, co się stanie Z jednej strony chwała Bogu, że dzieciaki już nie mają takich pomysłów, z drugiej strony to wiele o współczesnych czasach mówi. Skakałam w klasy, a nie po kanałach. A teraz siedzę w domu, wściekam się na to wszystko i... skaczę po kanałach, że aż mi się palce wydłużają. Już kiedyś mnie tak pozbawiono tego, co tak kocham — w stanie wojennym wyrzucono mnie z teatru na 7 lat. Ale ja sobie wtedy zaczęłam hodować świnie i kury.

— Jak to?
— Przyjaciel, pisarz i dziennikarz miał wtedy gospodarstwo, którego nam użyczył, a my się tam po prostu zadomowiliśmy. Kupiłam kilkadziesiąt kurczaków, potem cztery świnie, sprzedawałam ciuchy koleżanek na rynku. Nie wierzę w to, że się nie da, nie wierzę w bezrobocie. Ja wtedy coś robiłam, czegoś doświadczałam, wciąż się uczyłam Teraz jestem bezradna. Chce mi się krzyczeć z żalu i wściekłości: AAAAAAA! No, nie wiem, jak to pani teraz zapisze.

— Ale może ten czas coś w nas zmieni na lepsze?
— Może siedząc w domach, zużyjemy mniej plastiku, może kolejnej pary butów nie kupimy? Niszczymy planetę w zastraszającym tempie, może damy jej choć troszkę odetchnąć?
Może docenimy nasze rodziny, nasze korzenie? Był taki czas zachłyśnięcia nowoczesnością i tym, że świat stał się globalną wioską, że jesteśmy mobilni i w przeciągu kilku godzin możemy znaleźć się po drugiej stronie świata. Teraz wszystko się przewartościowało.
A najważniejsze — rodzice mają dzieci obok i muszą im zapełnić czas. Może wreszcie o czymś porozmawiają, razem coś zrobią, poczują bliskość? To czas, żeby pomyśleć i poczuć, że jest obok drugi człowiek.
Jest taka straszliwa przepowiednia, że kiedyś w świecie będzie tak, że człowiek będzie całował ślady drugiego człowieka. Obyśmy nie musieli takich rzeczy dożywać, a niestety wydaje mi się, że jesteśmy całkiem blisko.

Agnieszka Porowska



Komentarze (9) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ZEEB #3042720 | 46.186.*.* 16 sty 2021 20:28

    Pani IRENO droga, trzeba się zmobilizować i dobrą książkę napisać, przecież jest pani artystką (umysłem artystycznym) Chętnie bym taką książkę przeczytał, a w Pani możliwości szczerzę ierzą .

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) odpowiedz na ten komentarz

  2. zmien na młodszego #3042143 | 88.156.*.* 15 sty 2021 17:36

    ABY NIE LENIWY

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

  3. gargamel #3039518 | 5.184.*.* 12 sty 2021 19:32

    Patrząc na zdjęcie tej Pani to tak sobie myślę, że mogłaby dorobić pracując w promocji. Czasem przecież ktoś potrzebuje do filmiku reklamowego jakiejś baby jagi, czy innej czarownicy

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (3)

    1. Szczęśliwa #3038713 | 5.173.*.* 11 sty 2021 22:59

      Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. Nasza kochana Pani Irenka,skromna, mądra, piękna,utalentowana. Kocham Panią od lat

      1. smutna #3037964 | 46.186.*.* 11 sty 2021 11:34

        kobieta, ciagle zyje komuna, stala za kijowskim to pewnie kodziara, zachowuje sie jak bolek walesa, chora projekcja,

        Ocena komentarza: warty uwagi (14) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

        Pokaż wszystkie komentarze (9)
        2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5

        GRUPA WM Sp. z o.o. realizuje projekt dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach działania 1.5 Dotacje na kapitał obrotowy Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

        Unia Europejska

        VISA MASTER CARD