Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": Dzisiaj w Betlejem, czyli w podróży

2020-12-25 14:11:20 (ost. akt: 2020-12-24 12:24:57)

Autor zdjęcia: archiwum Władysława Katarzyńskiego

Było to przed laty, kiedy do „Gazety Olsztyńskiej” zadzwonił tuż przed świętami jakiś nauczyciel z Lubawy. A wiecie, że u nas jest Betlejem i tam was prenumerują? Jak to, Betlejem? — padło pytanie. — Tak się nazywa wioska koło Prątnicy — usłyszeliśmy.
Spojrzałem na mapę, żadnego Betlejem w tamtych stronach nie znalazłem. Dzwonię do nauczyciela.

— A, zapomniałem panu powiedzieć — mówi — że to nie nazwa wsi, tylko wybudowania, inaczej kolonii.

Pojechaliśmy więc do Betlejem. Zawieja była wtedy okrutna, bo zima nas w tamtych dniach nie oszczędzała. Ksiądz proboszcz z Prątnicy najpierw pokazał nam wmurowaną w ścianę kościoła babę pruską z piaskowca, na którą mieli zakusy olsztyńscy muzealnicy, a następnie wykaz miejscowości z datami odwiedzin po kolędzie. Przy jednej dacie widniało — Betlejem. Skąd ta nazwa? Kapłan nie wiedział.

Betlejem leżało 3 kilometry od Prątnicy. Wjechaliśmy na szutrową, śliską drogę, która pewnie piaskarki od początku zimy nie widziała, potem był mostek i oto pierwsze zabudowanie z podwórkiem i silosem, obok którego dwaj mężczyźni, Tomasz Bułka z synem Maciejem, uruchamiali ciągnik.

— Wszyscy nam zazdroszczą, że w Betlejem mieszkamy! — uśmiechnął się pan Tomasz. — Ładnie to brzmi, uroczyście. Raz nawet ksiądz biskup tu się wybrał, ale nie dojechał, bo zatrzymano go w Rzymie.

— ???

— A, Rzym to inne wybudowanie na kolonii za Prątnicą, mieszkają tam bogatsi gospodarze — usłyszeliśmy.

Mnie jednak interesuje Betlejem.
— A o to to zapytajcie Baczewskich, oni mieszkają tam w dole, nad wodą — padła odpowiedź.

Po drodze do Baczewskich minęliśmy krzyż i drewnianą tabliczkę z napisem „Betlejem”. U Baczewskich powitało nas szczekanie podwórkowych burków, a w progu domu najstarsza mieszkanka tej kolonii Monika Baczewska. Choinka już była przystrojona, a ona piekła akurat pierniki. Oczywiście przy stole wigilijnym zaśpiewają „Dzisiaj w Betlejem” i inne kolędy. Może też z Rumienicy przyjadą chłopaki przebrani za kolędników. Pani Monika opowiedziała nam wtedy, że jej teść Andrzej Baczewski mieszka w Gryźlinach na Warmii. W plebiscycie 1920 roku był jednym z tych, co się tam opowiedzieli za Polską, za co Niemcy wyrzucili go z gospodarstwa i dali skrawek ziemi tu, na kolonii. Pobudował się, założył rodzinę. Po II wojnie upomniał się o swoje, wrócił do Gryźlin, a w Betlejem pozostali synowie.

— A co z tym Betlejem? – zapytaliśmy.
— Tu naprzeciwko było takie biedne gospodarstwo, a przy nim stajenka, wypisz, wymaluj jak ta, co w niej Jezus przyszedł na świat — pokazała nam to miejsce pani Monika. — Kiedyś, jeszcze przed wojną przyszedł nowy ksiądz, obejrzał toto, biegające na podwórzu koniki i świnki, pokiwał głową i mówi do sąsiadów: „Żyjecie jak w Betlejem, nie lepiej to coś postawić porządnego?”. Odtąd kolonia Betlejem znalazła się w wykazie wywieszanych w kościele miejscowości i wybudowań, jakie odwiedzali księża po kolędzie.

Z Betlejem przenieśmy się na drugi koniec Polski — do Olsztyna pod Częstochową. Odwiedziłem tę wieś na krótko przed sylwestrem 1991 roku zaciekawiony, jak wygląda ta bliźniacza miejscowość leżąca na szlaku Orlich Gniazd. Jechałem piekielnie długo, pociągiem i okejką. Wieś jak wieś, kilka ulic na krzyż, urząd gminy, szkoła, ryneczek, a w tle wznoszące się na wzgórzu ruiny średniowiecznego zamku z XIV wieku, skałki wspinaczkowe, jaskinie.
W prospekcie dla turystów przeczytałem wcześniej, że początki osady związane są z budową w 1305 roku warowni, a nazwa Olsztyn po raz pierwszy pojawiła się w 1349 roku. W 1396 roku miejscowość została przyłączona przez Władysława Jagiełłę do Korony. W 1488 roku Olsztyn otrzymał prawa miejskie, które stracił decyzją administracji rosyjskiej w 1870 roku. Tyle z prospektu.
Do spotkania z zastępcą wójta miałem dwie godziny, poszedłem więc zwiedzać ruiny zamku, a resztę czasu spędziłem na ryneczku z rozłożoną „Gazetą Olsztyńską”.

— „Gazeta Olsztyńska”! — usłyszałem nagle głos jakiegoś wyraźnie zdenerwowanego starszego pana. — Wójt kazał zrobić gazetę i sobie kampanię przed wyborami robi! Już nie mają na co wyrzucać pieniędzy!

Chciałem mu coś wyjaśnić, ale odszedł.
Zastępca wójta okazał się sympatycznym człowiekiem. Opowiedział o wielu przypadkach nieporozumień wynikłych stąd, że istnieją w Polsce dwie miejscowości o takich samych nazwach. Szczególnie zdarza się to w okresie przedświątecznym, kiedy niektórzy roztargnieni mieszkańcy zapominają umieścić kod pocztowy lub nie dopisują „Olsztyn pod Częstochową”. I nie tylko oni. Niedawno z Ministerstwa Edukacji kilka komputerów przeznaczonych dla szkoły w tutejszym Olsztynie dotarło do Olsztyna na Warmii.

Reportaż o Olsztynie pod Częstochowa ukazał się w wydaniu przed sylwestrem. Potem władze obu miejscowości się spotkały, ale nie wiem, czy obecnie to partnerstwo jest podtrzymywane.

I jeszcze jeden świąteczny akcent, tym razem z dzisiaj. Zajrzałem na stronę naszej bliźniaczej miejscowości, rozdział zabytki. Przy rynku w Olsztynie pod Częstochową stoi stara chałupa — Izba Twórcza „Betlejemowo pod strzechą” Jana Wewióry, ludowego rzeźbiarza. Jest w niej ruchoma szopka, jaką pan Jan buduje już od 15 lat, która obecnie zawiera ponad 350 ruchomych postaci, które wkomponowane są w sceny biblijne i historyczne z dziejów miasta. Są też w chałupie pana Wewióry liczne anioły z drewna, nawiązujące do istniejącego tu niegdyś w okolicznych klasztorach bractwa opiekuńczych Aniołów Stróżów. Dodam, że w marcu 2020 roku radni Olsztyna pod Częstochową podjęli uchwałę w sprawie wszczęcia procedury odzyskania praw miejskich.

Władysław Katarzyński

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. czytelnik #3027507 | 81.190.*.* 25 gru 2020 15:12

    Panie Władysławie, ciężko powoli odróżnić co w Pańskich tekstach jest prawdą a co fikcją. Opowiastkę o Olsztynie pod Częstochową piszę Pan drugi raz w ciągu kilku m-cy, a za każdym razem opowiastka z gazetą brzmi inaczej. Poprzednim razem podobno dwie kobiety zaczęły kręcić nosem, że wójt nie ma na co wydawać pieniędzy a teraz w tej samej historii jest jednak starszy mężczyzna? CIekawe...

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) odpowiedz na ten komentarz