Duży znaczy też bezpieczny

2020-12-28 07:22:00 (ost. akt: 2020-12-23 17:41:11)
 Dezynfekcja i dystans stały się codziennością w fabryce

Dezynfekcja i dystans stały się codziennością w fabryce

Autor zdjęcia: EGGER Biskupiec

To był trudny rok dla wszystkich. Karty rozdawał koronawirus, a walka z pandemią toczy się na wielu polach, także gospodarczym, bo wirus zaatakował ludzi, ale też zainfekował gospodarkę. Jak firmy poradziły sobie z nowymi wyzwaniami?
Nikt z nas nie wyobrażał sobie tak tego kończącego się właśnie roku. Pandemia zmieniła wszystko, także gospodarkę. W dobie epidemii najważniejsze stały się dwie sprawy: ochrona zdrowia, ale też gospodarka, która w wyniku wprowadzanych na całym świecie kolejnych obostrzeń, zaczęła mocno cierpieć.

Ten egzamin młoda fabryka EGGER w Biskupcu, która przecież działa dopiero od półtora roku, przechodzi bez zarzutu.

— Od pierwszych dni epidemii ściśle stosowaliśmy się do wszystkich zaleceń i nakazów służb sanitarnych — podkreśla członek zarządu EGGER Biskupiec Waldemar Zawiślak. — Pracownicy biurowi zostali przeniesieni do pracy zdalnej. Niestety, większości prac związanych z produkcją nie można wykonać zdalnie. W związku z tym wprowadziliśmy w zakładzie szereg obostrzeń. Pracownicy zostali wyposażeni w maseczki i płyny dezynfekujące. Pomieszczenia codziennie są dezynfekowane, a klamki i uchwyty odkażane kilkakrotnie w ciągu dnia. Zrezygnowaliśmy ze wspólnego jedzenia obiadów w stołówce, obecnie są one dostarczane w jednorazowych pudełkach.

W marcu, kiedy epidemia dotarła do Polski, chyba nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy, z czym przyjdzie się zmierzyć ludziom, jak wirus destrukcyjnie wpłynie na gospodarkę, niszcząc dotychczasowe więzi ekonomiczne. Wiedzieliśmy tylko, że czekają nas bardzo poważne wyzwania. Niewiele osób miało świadomość, z czym tak naprawdę będziemy się mierzyć? Jakie ograniczenia i problemy mogą nas spotkać? Jak się na nie przygotować?

Niezależnie od tych wątpliwości najważniejsze stały się dwa zadania, czyli ochrona zdrowia pracowników, kontrahentów i klientów oraz utrzymanie odpowiedniego poziomu produkcji i sprzedaży mimo trudnej sytuacji na rynku — podkreślają w fabryce EGGER. Nie było to łatwe, bo kolejne tygodnie przynosiły coraz to nowe informacje o zamkniętych zakładach i zwolnieniach pracowników.
W biskupieckiej fabryce udało się tego unikać. I mówią o tym z dumą.

— W tym trudnym dla gospodarki czasie nie zmniejszyliśmy zatrudnienia, nie redukowaliśmy płac i nie wysyłaliśmy ludzi na przymusowe urlopy — podkreśla Waldemar Zawiślak. — Na koniec 2020 roku fabryka pracuje normalnie i wciąż zatrudniamy kolejne osoby. W tej chwili w fabryce Biskupcu pracuje ponad 500 osób i stale rekrutujemy na stanowiska produkcyjne oraz administracyjne.

W EGGER pracują głównie mieszkańcy Biskupca i okolicznych miejscowości. Dziś pewność i stabilność zatrudnienia są chyba równie ważne jak sama wysokość zarobków. A tym bardziej, gdy jeszcze w grę wchodzi dodatkowo szeroki pakiet socjalny, tak jak ma to miejsce w fabryce EGGER w Biskupcu. Pracownicy mogą tu liczyć również na wszystkie bonusy pozapłacowe, które zakład oferował od początku, a więc darmowe obiady i owoce, prywatną opiekę medyczną czy bezpłatny dowóz do pracy. To tylko potwierdza, że współpraca z dużą, stabilną firmą zapewnia bezpieczeństwo właśnie w sytuacjach kryzysowych. Jak ważne jest to dla pracowników, ich rodzin nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Po lecie, które dało nam trochę oddechu, przez wakacje jakby trochę zapomnieliśmy o wirusie, przyszła niestety druga fala epidemii. Statystyki zachorowań poszły w górę. Liczba zgonów z powodu koronawirusa zaczęła gwałtownie rosnąć.

Stąd też jeszcze większa troska o bezpieczeństwo pracowników w biskupieckiej fabryce. Pomiar temperatury stał się obowiązkowy przed wejściem na teren zakładu. Do niezbędnego minimum ograniczone zostały wizyty gości z zewnątrz czy wyjazdy. Prace, które można wykonać zdalnie, pracownicy wykonują z domu. Obowiązuje ścisły reżim sanitarny. Dezynfekcja, dystans stały się codziennością. Do minimum zostały ograniczone wszelkie kontakty. Nawet spotkania czteroosobowego zarządu odbywają się w maseczkach. Unika się również wzajemnego bezpośredniego kontaktu czy podawania rąk.

Oczywiście fabryka nie jest jednak jakąś samotną wyspą. Koronawirus i lockdown sprawiły, że firmy nagle zostały odcięte od rynków, spadła sprzedaż. To odczuła cała gospodarka, także fabryka w Biskupcu. Na szczęście ten tymczasowy spadek zamówień okazał się chwilowy. Większość, bo 80 proc. produkcji biskupieckiej fabryki, trafia na polski rynek, także do zakładów na Warmii i Mazurach. Część produkcji wysyłana jest także za granicę, głównie do krajów nadbałtyckich, ale też
Białorusi, Ukrainy, Kazachstanu, Węgier, Austrii czy Niemiec.

W związku z olbrzymią falą zakażeń, jaka nastąpiła w kraju z początkiem jesieni, nie uniknięto ich również w biskupieckiej fabryce. Jednak dokładny system testów i izolacji pracowników pozwala zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa w zakładzie.
Jak to robią w Biskupcu? Po pierwsze stawia się tu na szczerość i wzajemną odpowiedzialność. Każdy pracownik, który ma podejrzenia, co do stanu zdrowia zostaje w domu i jest kierowany na testy. Nikt nie obawia się zgłaszania symptomów czy wzięcia zwolnienia lekarskiego.


— Pracownicy wiedzą, że naszym priorytetem jest ich bezpieczeństwo, więc nie mają obaw przed zgłaszaniem swoich wątpliwości, co do stanu zdrowia. W kwestiach bezpieczeństwa nie ma u nas kompromisów i oszczędności. Wykupiliśmy pakiet testów dla naszych pracowników. Wyposażyliśmy też ich w zaawansowane maseczki typu FFP-2 — mówi Waldemar Zawiślak.

Fabryka dba o pracowników, ale nie zapomina o swoich sąsiadach, mieszkańcach Biskupca. Dlatego dołączyła do akcji „Maseczki dla Polski”, wspierając ją finansowo. Tysiące maseczek trafiły do mieszkańców miasta. Przedstawiciele zakładu przekazali też na ręce burmistrza 50 kombinezonów ochronnych, dwa tysiące maseczek wielokrotnego użytku, płyny dezynfekcyjne i termometry.

Fabryka EGGER przekazała szpitalowi w Biskupcu środki ochrony dla personelu i pacjentów oraz środki dezynfekcyjne. Wszystko po to, żeby chronić okolicznych mieszkańców przed zagrożeniem wirusowym.

Fabryka zaangażowała się też w kupno nowego tomografu dla biskupieckiego szpitala. Dotychczasowy, który miał szpital, był już stary i awaryjny. Nowoczesny tomograf to koszt 1,3 mln złotych. Szpital uzyskał na ten cel dofinansowanie ze środków unijnych, które wyniosło 600 tysięcy złotych, 200 tysięcy przekazał jeden z lokalnych przedsiębiorców, a zarząd EGGER dołożył brakującą kwotę, czyli pół miliona złotych.

—  To dowód na to, iż jesteśmy firmą, która ma świadomość bycia częścią lokalnej społeczności — mówi Waldemar Zawiślak, członek zarządu EGGER Biskupiec. — Chce budować długoletnie relacje z mieszkańcami i nie zapomina o nich w tych trudnych czasach.
Andrzej Mielnicki