Quantcast

Poniedziałek, 25 stycznia 2021. Imieniny Miłosza, Pawła, Tatiany

Letycja Pietraszewska: Dookoła mam trawę zamiast betonu [ROZMOWA]

2020-11-29 13:10:23 (ost. akt: 2020-11-27 14:00:56)

Autor zdjęcia: Joanna Barchetto

Kawa pita na świeżym powietrzu, dookoła piękne łąki, spokój i cisza. Brzmi jak sen? Pod Olsztynem, nieopodal wsi Nowe Kawkowo można go urzeczywistnić. Byliśmy z wizytą w rodzinnym gospodarstwie Letycji Pietraszewskiej słynącym z domowej gościnności, doskonałej kawy i wyrobów ceramicznych autorstwa gospodyni.

— Po zdjęciach na facebookowym profilu Cegielni Art widać, że to miejsce o wielu twarzach. Marzył się pani taki zakątek?
— To mój dom rodzinny. Moi rodzice mieszkają w tym miejscu od 40 lat, a odkąd pamiętam zajmowali się agroturystyką. Wychowywałam się w agroturystyce i od dziecka wiedziałam na czym to polega. Więc kiedy skończyłam studia, naturalne było dla mnie, że tu wrócę. Wszystkiego jest tu po trochu - agroturystyki, opieki nad gospodarstwem, tworzenia ceramiki. Na pewno nie jest to tylko biznes. To przede wszystkim po prostu dom.

— Uczęszczała pani do liceum plastycznego w Olsztynie, potem skończyła ceramikę na University of Westminster w Londynie. Czy trudno było wrócić na wieś?
— To były moje własne decyzje - zarówno o wyjeździe, jak i o powrocie. Już wyjeżdżając wiedziałam, że kiedyś tu wrócę, tylko nie miałam pojęcia, kiedy to nastąpi. Pięć lat spędzonych w Londynie to był tak intensywny czas, że po nim poczułam, że muszę odpocząć w rodzinnych stronach. Wróciłam już z mężem - poznanym w Londynie Francuzem.

— Jak udało się przekonać męża, żeby z wielomilionowego miasta przeprowadził się na Warmię?
— Oj, długo się odnajdywał. Ale chyba nie miał wyjścia. (śmiech) Ja nie wyobrażałam sobie życia nigdzie indziej. Wiedziałam też, że chcę, żeby moje dzieci wychowywały się na polskiej wsi, blisko rodziny. Działałam instynktownie.

— A rodzice nie wypychali pani do „wielkiego świata”?
— Wręcz odwrotnie. Zależało im, by ktoś przejął gospodarstwo. Jestem najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Moje siostry nie garnęły się do życia na wsi, a ja byłam zdeklarowana. Ale nie chciałam, by nastąpiło to zbyt wcześnie. Kiedy miałam 18 lat, chciałam jeszcze pożyć i się wyszumieć. (śmiech) Ale rodzice cierpliwie na mnie czekali...


[...]

Czytaj e-wydanie

To tylko fragment artykułu. Cały przeczytasz w weekendowym (28-29 listopada) wydaniu Gazety Olsztyńskiej

Aby go przeczytać kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


***

Dołącz do nas!

"Maseczka to znak solidarności". To nasza kampania społeczna związana z koronawirusem. Zachęcamy wszystkich do wysyłania zdjęć w maseczkach! Będziemy je publikować na gazetaolsztynska.pl i w Gazecie Olsztyńskiej. Nie dajmy się zarazie. Żyjmy normalnie, ale "z dystansem".

Zdjęcia wysyłajcie (imię, nazwisko, miejscowość i ewentualnie zawód) na maila:
redakcja@gazetaolsztynska.pl



Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Przebudzony #3014212 | 165.225.*.* 29 lis 2020 19:40

    Wyjadą mieszczuchy mieszkać na wieś ! A potem jęczą , że nie ma jak dojechać do miasta zimą , albo wzywają policję bo im kombajn jeździ pod oknami po godz.22 ( w czasie żniw tak było prawie zawsze) ! Dziwię się nieraz ,że ludzie nie boją się wyprowadzać na wieś - zwłaszcza gdy mają dwie lewe ręce (brak chęci do fizycznej pracy i nigdy nie trzymali siekiery w ręku) !!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Warmiak #3014185 | 31.13.*.* 29 lis 2020 18:43

    A kto mieszkal 40 lat temu? Komu zabrali??

    ! - + odpowiedz na ten komentarz