Quantcast

Czwartek, 28 stycznia 2021. Imieniny Agnieszki, Kariny, Lesława

Z każdej podróży można przecież wrócić

2020-10-28 20:10:21 (ost. akt: 2020-10-28 14:51:58)
Pan Stanisław ze swoim wnuczkiem

Pan Stanisław ze swoim wnuczkiem

Autor zdjęcia: Arch. rodzinne

Pan Stanisław pił przez ponad 20 lat. Pił, bił i nie szanował swoich najbliższych. W końcu trafił do więzienia. Dopiero kiedy zachorował, zrozumiał, jak źle postępował. Przyrzekł sobie, że jeśli wyzdrowieje, to zmieni swoje życie. I to zrobił.

Nie wszystko w moim życiu poukładało się tak, jak tego chciałem — rozpoczyna swoją opowieść pan Stanisław, mieszkaniec powiatu szczycieńskiego. — Kiedy człowiek jest młody, marzy o dobrej pracy, miłości i szczęśliwej rodzinie. Marzenia nie zawsze się spełniają, ale każdy z nas pragnie się do nich przybliżyć. Niestety, kiedy pojawiają się problemy, a obowiązki przytłaczają, człowiek szuka ratunku w alkoholu, chociaż to takie złudne. I tak się człowiek przez lata stacza, niszczy siebie i najbliższych...

Pan Stanisław ma 68 lat, choć mówi, że chciałby ponad 20 lat wymazać ze swojego życia. Tyle czasu pił. Urodził się jako trzecie dziecko w domu. Było w nim biednie, ale zawsze czysto, jedzenia nie brakowało, a przede wszystkim dom rodzinny był przepełniony miłością. To był ideał rodziny, jaki zapamiętał i jaki chciał mieć. Od młodych lat pracował fizycznie w zakładzie stolarskim. Na jednej z wiejskich zabaw poznał Krysię, piękną dziewczynę, zatańczył z nią i wiedział, że to ona zostanie jego żoną.

— Do dziś pamiętam, jak bardzo mi się spodobała. Była skromna i miała cudowny uśmiech — wspomina. — Pokochałem ją i po kilku miesiącach oświadczyłem się. Dorabialiśmy się wszystkiego od podstaw. Pracowaliśmy ciężko, ale uskładaliśmy pieniądze na dom. Kiedy przeprowadziliśmy się na swoje, żona była w 6 miesiącu ciąży. Byliśmy tacy szczęśliwi. Doczekaliśmy się 3 córek i syna. Miałem wszystko, a jednak coraz częściej sięgałem po alkohol. Nawet nie wiem, kiedy nie umiałem już bez niego żyć. W domu wszystko i wszyscy mnie denerwowali. Zdarzyło mi się podnieść rękę na żonę i dzieci. Gehenna trwała ponad 20 lat. Dzieci żyły w ciągłym strachu przed kolejnymi awanturami. Po latach dawanych szans Krysia zaczęła wzywać policję podczas awantur i w końcu złożyła pozew o rozwód. Po wielu interwencjach policji, po kolejnych obdukcjach lekarskich żony sąd orzekł mi karę więzienia. Siedziałem 2 lata. To był czas na przemyślenie swojego życia i na odwyk. Nie było łatwo, ale postanowiłem zawalczyć o powrót do domu...


[...]

Czytaj e-wydanie

To tylko fragment artykułu. Cały przeczytasz w środowym (28 października) wydaniu Gazety Olsztyńskiej

Aby go przeczytać kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB