Imię, czyli pseudonim na życie

2020-10-04 12:30:11 (ost. akt: 2020-10-02 13:23:05)

Autor zdjęcia: Pixabay

Jedni trafią w samo sedno, inni przeciwnie: kulą w płot…! Mowa o rodzicach i imionach, które wybierają nam w zaraniu żywota. Przy czym jedne dzieci kończą uszczęśliwione na całe życie, inne szybko wręcz zaczynają się ze swoim imieniem identyfikować, a inne — szkoda gadać…!
Urodziłam się 12 dni po terminie, prawie uduszona na śmierć, z pomocą jakiejś skomplikowanej aparatury, a na wejście dostałam ledwie 5 z 10 punktów w skali Apgar oraz klapsa w cztery litery, bo byłam tak wycieńczona, że nawet nie miałam siły krzykiem ogłosić światu, że oto przybyłam…!

Położnica, znaczy moja mama, też z całej imprezy ledwo wyszła z życiem, bo zaraz po zasadniczym punkcie programu trzeba ją było wspomagać obcą krwią w nie byle jakiej ilości półtora litra. Tyle naszego, że w czasie tych porodowych komplikacji któryś z aparatów uszkodził mi skórę na głowie, czym z pewnością przyczynił się do rychłego kształtowania mojej pokrętnej umysłowości, ale i wymagał interwencji pielęgniarskiej oraz użycia pyoctaniny, która pół łepetyny umalowała mi w odcieniach gustownego fioletu gencjanowego.

Ileż to razy potem, w obliczu kolejnego mojego szaleńczego pomysłu lub czynu, mamunia na głos zastanawiała się lub wręcz otwarcie wysuwała supozycję, że w tym szpitalu z pewnością mnie podmienili — uczynnie przypominałam jej wtedy, że ten gencjanowy czerep ze wszystkich noworodków w tym szpitalu i w tym czasie miałam wyłącznie ja, więc nie ma siły. Z jej łona wyszłam i wyłącznie do siebie może mieć pretensje…!

Poród porodem — cały szkopuł był w tym, że powyższe komplikacje spowodowały nieco dłuższy niż standardowo pobyt mamuni w szpitalu. I choć ona sama od właściwie pierwszych godzin mojej bytności na tym padole tytułować zaczęła mnie Izunią, uwięziona była w tym szpitalu na stałe i zdana na łaskę i niełaskę używającego w tym czasie wolności ojca. Kiedy więc któregoś dnia przyszedł pod okno pogadać (owszem, urodziłam się w czasie bez smartfonów, a nawet bez telefonów komórkowych i w ubiegłym wieku to było…!) — nieco zniecierpliwiona zapytała go o kwestie formalne i czy mianowicie zarejestrował mnie już w tym USC, czy jeszcze nie… Potwierdził, że tak, już był i proszę, tu ma odpis aktu urodzenia. Wiadomo że z pierwszego piętra mama zapisów z tego aktu nie widziała, kazała mu zatem ustnie potwierdzić, że jej własna córka przez życie pójdzie jako Izabela...


[...]

Czytaj e-wydanie

To tylko fragment artykułu. Cały przeczytasz w weekendowym (3-4 października) wydaniu Gazety Olsztyńskiej

Aby go przeczytać kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. col #2980625 | 83.23.*.* 5 paź 2020 00:02

    dżesika i brajan matka karyna z domu patyna 500+takie to społeczeństwo promuje pis

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) odpowiedz na ten komentarz

  2. anatol #2980502 | 88.156.*.* 4 paź 2020 16:53

    chrzest kościelny w odwrocie

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz