Solidarni w pandemii

2020-09-25 08:49:37(ost. akt: 2020-09-30 09:48:36)
O pieniądzach dla naszego regionu, koronawirusie i praworządności rozmawiamy z dyrektorem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce dr. Markiem Prawdą, członkiem Komitetu Honorowego IV Warmińsko-Mazurskiego Kongresu Przyszłości.
— Pandemia zmieniła wszystko, pokazała, jak ważna jest wzajemna pomoc. Na ile UE sprostała temu wyzwaniu, czy podjęte działania są skuteczne?
— W czasie tej pandemii pewną karierę w Unii zrobiło jedno słowo, a zarazem pojęcie, które w Polsce jest nam szczególnie bliskie – chodzi mi o solidarność. Gdy następuje katastrofa, najpierw reagują państwa członkowskie, bo są najbliżej. Mają też narzędzia, żeby szybko działać na miejscu. Jednak potem nadchodzi czas dla wspólnoty. Tak jak podczas pożaru – najpierw gaszą go domownicy, potem dołączają sąsiedzi. Na koniec wszyscy zastanawiają się, co zrobić, aby do kolejnego pożaru nie doszło.
W przypadku obecnego kryzysu Unia wkroczyła bardzo szybko, choć dziś mało kto to pamięta. Już w styczniu z Brukseli wyszły pierwsze ostrzeżenia o nadchodzącym zagrożeniu. Kolejne miesiące to m.in. zarządzanie granicami, dostawy środków ochrony, wreszcie poluzowanie — tak ściśle pilnowanych do tej pory — zasad pomocy państwowej. W kilka dni Komisja akceptowała kolejne, krajowe programy pomocowe, w tym polskie tarcze antykryzysowe. Wreszcie ruszyła globalna zbiórka pieniędzy na powszechnie dostępne testy i szczepionki – inicjatywa Ursuli von der Leyen przyniosła już ponad 16 mld euro. No i propozycja nowego, wieloletniego budżetu na lata 2021-2027 — wraz z funduszem odbudowy ma to być 1,8 bln euro! Polska ma szansę być tutaj jednym z największych beneficjentów.
Dr Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, członek Komitetu Honorowego IV Warmińsko-Mazurskiego Kongresu Przyszłości: W czasie pandemii pewną karierę w Unii zrobiło jedno słowo, a zarazem pojęcie, które w Polsce jest nam szczególnie bliskie – solidarność
Fot. archiwum PKE
— Czy coś się zmieni w unijnych priorytetach, gdy chodzi o wydawanie pieniędzy? Czy będą fundusze dla mniej niezamożnych regionów, takich jak Warmia i Mazury?
— Zmian w unijnych priorytetach będzie sporo, ale nie mają one rewolucyjnego charakteru. Pojawiają się nowe np. migracje, ochrona granic i bezpieczeństwo, ale łącznie będą one stanowić tylko kilka procent całego wieloletniego budżetu UE. Tymczasem tradycyjne unijne polityki, ważne dla Polski, czyli spójność i rolnictwo wciąż będą budżetowo zdecydowanie najważniejsze, ponieważ na każdą z nich przeznaczone zostanie około 30 proc. budżetu. Dla Polski przewidziano około 66 miliardów euro na lata 2021-2027, podczas gdy w latach 2014-2020 było to 82,5 miliarda euro. Ta redukcja wynika z kilku powodów, ale dwa najważniejsze są takie, że zamożność Polaków stale rośnie, a budżet UE po brexicie musiał zostać ograniczony. Ale pamiętajmy, że Unia ustanawia też Fundusz Odbudowy, a z niego Polska ma szansę — w formie grantów — na dodatkowe 23 mld euro. Sposób podziału tych pieniędzy zależy przede wszystkim od polskiego rządu. Z dotychczasowych informacji wiemy, że najmniej rozwinięte polskie regiony będą mogły korzystać z kilku programów, a ilość pieniędzy, jaka w tych regionach przypadnie na jednego mieszkańca, będzie najwyższa.
Nowością, którą samorządowcy już teraz powinni wziąć pod uwagę, jest to, że w przypadku Funduszu Odbudowy aż 37 proc. pieniędzy musi zostać przeznaczonych na projekty mające związek z ochroną środowiska lub polityką klimatyczną, a 20 proc. z technologiami i umiejętnościami cyfrowymi.

— Kilka dni temu Parlament Europejski przyjął rezolucję negatywnie oceniającą stan praworządności w Polsce. W Brukseli trwa spór o to, jak stanowcze będą zapisy mechanizmu "pieniądze za praworządność”...
—  Większość państw UE uważa, że nie da się obronić sytuacji, w której pieniądze z budżetu Wspólnoty trafiałyby do kraju, w którym sądownictwo nie jest w pełni niezależne. Parlament Europejski jest zdeterminowany w tej sprawie. Sądzę, że taki mechanizm powstanie. Determinacja jest duża, więc nie spodziewam się, żeby miał on charakter czysto symboliczny, bezzębny. Myślę, że krajom, które naruszają zasadę rządów prawa, faktycznie będą grozić konsekwencje budżetowe. Chodzi tu jednak raczej o zamrożenie pewnych kwot, proporcjonalnie do powagi naruszenia praworządności, niż o ich definitywne odebranie.

— Wiceprzewodnicząca Komisja Europejskiej Věra Jourová powiedziała, że jeśli ktoś nie rozumie wartości, to na ogół można do niego przemówić językiem pieniędzy. To jasny sygnał dla członków UE.
— Ten mechanizm będzie dotyczył każdego państwa, które postanowiłoby ignorować, albo bardzo specyficznie interpretować unijne wartości. Myślę, że do stworzenia mechanizmu dojdzie, żeby uświadomić, że ekscesy w sprawach fundamentalnych się nie opłacają. I reakcja będzie szybka. To tak jak z możliwością zawieszenia funduszy unijnych dla państw, które prowadzą niespójną politykę makroekonomiczną. Istnieje on od 1994 r., jednak użyto jej dotychczas tylko raz i to na krótko, bo objęty procedurą kraj szybko wprowadził kilka istotnych reform. Tabliczkę „Uwaga! Zły pies!” wywiesza się nie po to, żeby intruz wiedział, dlaczego pies domowników szarpie mu nogawkę, tylko po to, żeby nie wchodził.

— Walcząc z pandemią, rządy musiały wybierać między bezpieczeństwem swoich obywateli, a respektowaniem ich swobód. Ale restrykcje, lockdown budzą coraz większy opór społeczny. Czy pandemia może osłabić też UE? Czy wręcz ją rozbić, jeśli kryzys okaże się głębszy niż myślimy?
— Unię stworzyła katastrofa, jaką była II wojna światowa, a potem rozwijała się poprzez kolejne kryzysy. Dzisiaj jest podobnie — spotkało nas nieszczęście, ale chcemy uczynić z niego szansę. Nową opowieść o Europie możemy podsumować w trzech słowach: solidarnie wobec przeciwności. Mimo COVID-19 UE nie wycofuje się ze swojego największego zobowiązania, jakim jest Europejski Zielony Ład, czyli uczynienie naszego kontynentu neutralnym dla klimatu do 2050 r. W orędziu o stanie Unii przewodnicząca von der Leyen wręcz podniosła poprzeczkę i przedstawiła plan dalszego ograniczenia emisji o co najmniej 55 proc. do 2030 r.
Swoistym przekroczeniem Rubikonu była zgoda na tzw. koronaobligacje, czyli możliwość zaciągania pożyczek przez UE, aby walczyć z kryzysem. Do tej pory budżet Unii był zamknięty – ile masz, tyle wydasz. Teraz założenie jest takie, że Wspólnota zadłuży się, a swoje zobowiązania spłaci z własnych nowych dochodów, pochodzących głównie z opodatkowania największych firm działających na wspólnym unijnym rynku. To może być jedna z największych rewolucji – UE zacznie mieć „swoje” pieniądze. Wychodzenie z niej nie będzie dobrym interesem.

Andrzej Mielnicki