"Druciany Krzyżyk" — emocje, które zostawiają trwały ślad

2020-10-01 18:48:00 (ost. akt: 2020-10-01 18:53:33)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Krystyna Sztramska jest autorką słuchowiska "Druciany Krzyżyk". Porozmawiałyśmy o dziele: o tym jak powstało, o czym jest, jakie wywołuje emocje. Podczas rozmowy przechodziły nas dreszcze. Zachęcamy do przeczytania.
Jest Pani autorką ważnego, szczególnie dla mieszkańców Działdowa, słuchowiska „Druciany krzyżyk”. Skąd idea stworzenia tego słuchowiska?
— Muszę szczerze powiedzieć, że to nie był mój pomysł i że do powstania słuchowiska według mojego scenariusza przyczynił się splot różnych przypadkowych, lub jak ja to mówię, gdzieś tam w Górze dokładnie zaplanowanych wydarzeń, które w zaskakujący dla mnie sposób doprowadziły do niebywałego finału. Ale zacznę od początku. Swego czasu stałam się członkiem Stowarzyszenia Działdowska Kuźnia Słowa skupiającego wokół siebie ludzi pióra, malarzy, muzyków, fotografików, czyli lokalnych twórców oraz sympatyków tej twórczości. To bardzo prężne stowarzyszenie, którego członkowie nie tylko spotykają się, by czytać własne wiersze, opowiadania i powieści, ale także promują szeroko rozumianą kulturę poprzez różne przedstawienia dla dorosłych i dzieci, spotkania w bibliotekach, szkołach, przedszkolach, Środowiskowych Domach Samopomocy, Domach Seniora, kościołach, także poprzez prezentacje wizualne, prace w konkursach literackich i recytatorskich. Działdowska Kuźnia Słowa interesuje się także historią Działdowa. Wiersze o Działdowie prezentuje na przykład wydana przez Urząd Miasta publikacja „Działdowo moje miasto a w nim …”, w której jest mowa także o obozie KL Soldau i działdowskich cmentarzach. Dlaczego o tym mówię? Bo ta właśnie wszechstronność sprawiła, że w swoich działaniach Kuźnia poszła jeszcze dalej. Otóż jeden z członków Kuźni Słowa, Witold Ostrowski wpadł na zupełnie nowatorski pomysł, zainicjował coś czego chyba nie ma nigdzie w Polsce czyli Powiatowe Wieczory z Poezją, letnie, plenerowe spotkania z publicznością, na których twórczość lokalnych poetów i prozaików, wraz z nimi, czytają wybitni aktorzy. Projekt ten stał się możliwy dzięki współpracy i finansowaniu przez Starostwo Powiatowe. Dzięki temu projektowi właśnie miałam przyjemność 13 lipca 2014 roku wystąpić przed działdowską publicznością z panem Marcinem Trońskim, który wraz ze mną przy ratuszu czytał moje wiersze. Uważam, że poznanie Marcina Trońskiego było początkiem naszej dalszej współpracy, która w efekcie doprowadziła do powstania słuchowiska. Wtedy dowiedziałam się, że Marcin Troński prócz ról filmowych, teatralnych i dubbingowych pisze, że ma na koncie piętnaście słuchowisk radiowych, które sam wyreżyserował w oparciu o swoje scenariusze, a pan Marcin dowiedział się, że ja nie tylko piszę wiersze, ale także bajki, opowiadania dla dzieci i dorosłych, tworzę różne inscenizacje.

Domyślam się, że to pan Marcin Troński zaproponował pani napisanie słuchowiska „Druciany krzyżyk”?
— Z początku nie było niczego, w najgłębszych snach nie przypuszczałam, że będzie mnie stać na coś takiego, a tym bardziej, że będzie to „Druciany krzyżyk” i że to ja będę jego autorką. Był rok 2018 i Marcin Troński, który latem 2016 roku czytał w Lidzbarku wiersze Anety Balla, znów miał zawitać do naszego miasta. Witold Ostrowski, który „załatwia” aktorów zaproponował Marcinowi Trońskiemu, żeby przyjechał do nas ze swoim słuchowiskiem, w którym członkowie Kuźni zagraliby poszczególne role. Wtedy pan Marcin wystąpił z propozycją, ponieważ te spotkania mają promować naszych autorów, żeby to ktoś z naszej Kuźni Słowa podjął się tego zadania, a on sam z miłą chęcią przyjedzie i wspólnie przeczyta. Zarząd Kuźni Słowa, na czele z prezes SDKS Renatą Buczyńską, zadecydował, że to będę ja. Z początku broniłam się przed tym, bo to było dla mnie nowe wyzwanie, coś czego nigdy nie pisałam. Ale obaj panowie, Witek Ostrowski i Marcin Troński, w telefonicznych rozmowach przekonywali mnie o słuszności takiej decyzji. Pomyślałam, by napisać coś w rodzaju „teatru przy stoliku”, ale nie mogłam znaleźć pomysłu, tematu, który by mnie zainspirował. Wtedy Marcin, bo byliśmy już wtedy na „ty”, który dzięki mnie poznał już niektóre fakty historii naszego miasta powiedział: „Może coś o waszym obozie niemieckim?”. Pomyślałam o patronach naszego miasta, błogosławionym arcybiskupie Antonim Nowowiejskim i biskupie Leonie Wetmańskim, o sanktuarium pod ich wezwaniem, o wszystkich ludziach, którzy zginęli w tym obozie od hitlerowskich kul, tyfusu, brudu, zimna, głodu. Zakiełkowało i już miałam plan. Wymyśliłam fikcyjnych bohaterów, Klarę i Jeremiego, którzy zakochali się w sobie, a których miłość nie przetrwała powojennych zawirowań. Do przedstawienia mojego słuchowiska w Parku Honorowych Dawców Krwi doszło 22 lipca 2018 roku. Marcin wcielił się w rolę Jeremiego, ja w rolę Klary, Aneta Balla, też członek naszej Kuźni, czytała własne, współgrające z treścią słuchowiska wiersze. Ale to wciąż nie było jeszcze słuchowisko radiowe, takie jakiego wysłuchaliśmy w działdowskich „koszarach” 17 września 2020 roku.

Czyli to jeszcze nie koniec historii powstania „Drucianego krzyżyka”? Moja ciekawość rośnie coraz bardziej! Proszę więc opowiedzieć czytelnikom GD co dalej stało się z tym dziełem?
— Za namową Marcina wysłałam je na konkurs radiowy „Nasłuchiwanie: Niepodległość” organizowanym przez Program III Polskiego Radia i Teatr Polskiego Radia. Niestety, słuchowisko nie odniosło żadnego sukcesu. „Nie to jest ważne”, przekonywał mnie Marcin po przegranej, „ja też jestem przegrany, bo moje słuchowisko też nie zostało dostrzeżone”. Marcin opowiedział o naszej Działdowskiej Kuźni i o Powiatowych Wieczorach z Poezją Dyrektorowi Teatru Polskiego Radia, panu Januszowi Kukule. Mówił też o moim słuchowisku i o tym, że chciałby je wyreżyserować w radio. Słuchowisko uzyskało aprobatę Janusza Kukuły i 14 stycznia 2019 doszło do jego realizacji. Członkowie Działdowskiej Kuźni Słowa oraz jej sympatycy mogli wziąć udział w prapremierze słuchowiska, która odbyła się w Miejskiej Bibliotece Publicznej 25 kwietnia 2019 roku z udziałem Marcina Trońskiego i Dyrektora Teatru Polskiego Radia, panem Januszem Kukułą. Obaj panowie przed przybyciem do biblioteki, o czym dowiedziałam się później, byli na terenie obozu i zapalili znicze.

Czy wersja radiowa jest taka sama jak ta którą prezentowaliście w Działdowie?
— Nie, jest trochę inna. Przede wszystkim skrócona, ponieważ słuchowisko radiowe dla I Programu Radia ma format 45 minutowy. Pierwotnie zawarte w nim opowiadanie, mówiące o obozowym życiu zostało przeze mnie rozpisane na scenki, dialogi, monologi. W wersji radiowej nie ma też wierszy Anety Balla. Najważniejsi są ludzie, którzy przebywali w obozie, ich cierpienie, strach, upodlenie, a także ich dalsze losy na których odbiło swoje piętno obozowe przeżycia.

Miała pani zaproszenie na nagranie słuchowiska?
— Tak, ale odmówiłam w delikatny sposób, nie wprost. Marcin nie naciskał, myślę, że jako twórca i przede wszystkim już jako mój przyjaciel, nie boje się użyć tego słowa, doskonale mnie rozumiał. Nie czułam się dość silna psychicznie, żeby w nim uczestniczyć. Bardzo „wypaliłam” się emocjonalnie podczas pisania, przedstawienia go działdowskiej publiczności podczas Powiatowych Wieczorów z Poezją i później podczas tworzenia do słuchowiska radiowego realistycznych obozowych scen. Bałam się, że tego psychicznie nie udźwignę. Kiedy później przesłuchiwałam płytę z gotowym słuchowiskiem, którą dostałam od Marcina, pomyślałam, że miałam rację. Jest przerażające w odbiorze, nawet gdy się samemu to napisało.

Dlaczego? Czy jest ono oparte na faktach?
—Treść słuchowiska dotyczy historii niemieckiego obozu koncentracyjnego Soldau. Ten wątek oparłam właśnie na faktach, na filmach dokumentalnych i wywiadach z byłymi więźniami i ludźmi którzy się tym tematem interesują, wszystkim co znalazłam w Internecie. Prawdziwe jest więc obozowe życie, bicie i katowanie więźniów, przesłuchania, strzały w tył głowy, wywożenie do pobliskich lasów i zakopywanie w ziemi, szerzenie się tyfusu, śmierć płockich biskupów: Antoniego Nowowiejskiego i Leona Wetmańskiego, głód, brud, ból, strach. Fikcją zaś jest historia dwojga kiedyś zakochanych w sobie ludzi, Klary i Jeremiego, którzy po latach spotykają się w Działdowie, by na jednym ze spotkań Powiatowych Wieczorów z Poezją posłuchać wspomnień napisanych przez matkę głównego bohatera, Jeremiego, która wraz ze swoją mamą była więźniarką obozu. Fikcją są też bohaterowie obozu i ich losy, zwłaszcza rodzina Komarnickich, Jana Komarnickiego, zawiadowcy stacji w Działdowie, który pomagał w ucieczce przywożonym do Działdowa więźniom, Anny Komarnickiej, nauczycielki, która uczyła w szkole dzieci polskich pieśni patriotycznych oraz innych więźniarek znajdujących się w celi mamy i babci Jeremiego. Fikcją jest też wykonany z ogrodzeniowego drutu krzyżyk, który mamie Jeremiego uratował życie…, ale nie jest fikcją, że w Działdowie i okolicach znalazło się mnóstwo folksdojczów, którzy donosili i wydawali Polaków, i nie jest fikcją sugestia, że zupa dla więźniów była gotowana na ciałach urodzonych w obozie niemowlaków. Tak mówi jedna z więźniarek w filmie „Soldau, miasto na pograniczu śmierci”. To porażające, przerażające i nie do uwierzenia.

Jacy aktorzy występują w tym słuchowisku?

—To same wybitne nazwiska. Oczywiście Marcin Troński w roli Jeremiego. Jako Klara, jego była miłość i matka jego córki, Danuta Stenka, a także Jadwiga Jankowska - Cieślak, Maria Pakulnis, Krystyna Tkacz, Ewa Kania, Magda Wójcik, Stanisław Brudny, Olgierd Łukaszewicz,  Jan Pęczek, Adam Serowaniec, Zbigniew Konopka i nieznana mi, ale utalentowana 9-letnia Antonina Żbikowska. Wiem, bo mówił mi o tym Marcin, że aktorzy byli treścią słuchowiska wstrząśnięci. Choć minęło tyle lat od czasów II wojny światowej niewiele ludzi w Polsce, a nawet w Działdowie, wie o niemieckim obozie koncentracyjnym Soldau, o tym, że był to pierwszy obóz koncentracyjny na terenach polskich, o tym w jakich tragicznych warunkach przebywali tu więźniowie i jak masowo ginęli. Dzięki wspaniałej grze aktorów zawarte w słuchowisku treści mocno dotykają serca.

17 września 2020 roku na miejscu obozu KL Soldau doszło do wyjątkowego zdarzenia, wysłuchania słuchowiska „Druciany Krzyżyk” . Jak do tego doszło?
— Pomysł, żeby słuchowisko „Druciany krzyżyk” odbyło się na obozowym placu zrodził się podczas spotkania zainicjowanego przez Marcina Trońskiego i profesora Uniwersytetu Warszawskiego (wydział germanistyki) Michała Jamiołkowskiego z burmistrzem naszego miasta Grzegorzem Mrowińskim, starostą powiatu Pawłem Cieślińskim, dyrektorami działdowskich liceów oraz radnym powiatu działdowskiego Witoldem Ostrowskim. Przybyli goście przedstawili projekt pod hasłem „Pamięć przestrogą”, którego głównym celem jest zachowanie prawdy o martyrologii nazistowskiej wykraczającej poza ramy obozu, pamięci na zawsze. Podobno jest to plan działania, na razie okryty, przynajmniej dla mnie, głęboką tajemnicą, dążący do upamiętnienia tego miejsca w niezwykły, europejski sposób. Słuchowisko „Druciany krzyżyk” miało zapoczątkować to przedsięwzięcie. Spełniło się pragnienie Witolda Ostrowskiego (pomysł podpowiedział Witkowi pan Olgierd Łukaszewicz będący na Powiatowych Spotkaniach, a biorący udział w tym słuchowisku), żeby słuchowisko wybrzmiało w tej obozowej scenerii. Wydarzenie zorganizował Dom Kultury, a w spotkaniu wziął udział m.in. reżyser słuchowiska pan Marcin Troński i zaangażowany w przywrócenie pamięci temu miejscu pan Michał Jamiołkowski. Przed słuchowiskiem burmistrz miasta wspomniał o tym, że opowiada ono o tragicznych wydarzeniach naszego miasta, pan Marcin Troński o tym, że miejsce w którym odbywa się to niezwykłe spotkanie jest uświęcone krwią, że pamięć o nim powinna być przestrogą dla następnych pokoleń. Będąc tam poczułam, że uczestniczę w czymś ogromnie ważnym i że mój literacki talent przysłużył się w pewien sposób tak ważnej i wielkiej sprawie.

Było to dla pani bardzo emocjonujące wydarzenie. Większe niż to w parku HDK, Miejskiej Bibliotece czy na falach polskiego Radia? Jak ocenia pani odbiór ludzi?
— Zdecydowanie wysłuchanie tego słuchowiska na placu obozowym wywołało we mnie wielkie emocje, o wiele większe niż w bibliotece, ale to zrozumiałe. To tak jakby człowiek bezpośrednio w tym uczestniczył, a nie tylko był świadkiem. Ludzie słuchali w skupieniu, niektórzy płakali, inni, jak mówili później, przypominali sobie podobne opowieści znajomych, kogoś z rodziny, wracała pamięć poległych. Dziękowali, odchodzili z powagą, może to górnolotne co powiem, ale tak jakby przeżyli swego rodzaju katharsis. Na palcu obozowym cisza była porażająca, zwłaszcza wtedy, gdy wybrzmiały ostatnie słowa i dźwięki. Było ciemno, mury oświetlone płomieniem 81 zniczy, ”krzyczały” czerwienią. Miałam wrażenie, że spływa po nich krew tych, co zginęli z rąk nazistowskich oprawców. Wpatrywałam się w puste okna i widziałam w nich twarze więźniów. Zimno, które tego wieczoru nadeszło tak niespodziewanie uprzytomniło mi, że wtedy tamci ludzie marzli o wiele bardziej, że cierpieli stokrotnie więcej. Łzy kapały mi wprost do serca, czasami wypływały na zewnątrz. Nerwy miałam napięte do granic możliwości. Wzdrygałam się słysząc strzały, szczekanie psów, płacz zrzucanej z okna na druty więźniarki. Zaciskałam pięści, zagryzałam wargi, próbowałam uciszyć gniew. Nie widziałam reakcji innych ludzi, ale po tym jak opowiadali mi o swoich odczuciach, jak do mnie pisali, wiem, że czuli to samo, że to czego wysłuchali, co przeżyli, pozostawiło w nich trwały ślad. Słuchowisko zostało nagrane przeszło rok temu, a ja nie potrafię mówić i myśleć o nim spokojnie. I tak będzie chyba już zawsze…

Kahu


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Andrzej #2979271 | 71.218.*.* 1 paź 2020 19:20

    Czy te słuchowisko jest dostępne przez Internet? Jeśli tak to poproszę o link. Jeśli nie, to czy jest jakaś możliwość tego wysłuchania - podcast, audiobook...

    odpowiedz na ten komentarz