Od zawsze "ciągnęło" mnie do bramki

2020-08-23 11:34:00 (ost. akt: 2020-08-23 11:39:09)

Autor zdjęcia: Katarzyna Wiśniewska

Co tydzień na łamach naszej gazety będziemy przedstawiać zawodników MKS Działdowo. Dowiecie się czym zajmują się prywatnie, co robią w wolnym czasie i skąd wzięli się na boisku. W tym tygodniu rozmawialiśmy z ambitnym bramkarzem Juliuszem Pieckowskim.
Od początku chciałeś zostać bramkarzem?
To dosyć śmieszna historia. Zawsze grałem w środku pola. Tata wychowywał mnie i mojego brata na zawodnika, który ma akcje kreować. Jakoś około 8-9 lat temu miałem półroczną przerwę w grze, po tej przerwie przyszedłem na trening. Trener powiedział wtedy, że mam jechać na turniej. Zgodziłem się, chociaż miałem pojechać tam jako bramkarz. Trener wiedział, co robi. Widział jak broniłem na treningach czy „kopiąc” z bratem. W sumie od zawsze ciągnęło mnie do bramki. Od tamtego turnieju można powiedzieć, że zostałem bramkarzem.

Wzorujesz się na którymś z bramkarzy?
Nie mam jako takiego autorytetu, bo nie każdy bramkarz odpowiada stylem mojemu. Staram się wykorzystać niektóre cechy poszczególnych bramkarzy, takie jak np. gra nogami jak Marc-Andre ter Stegena, czy gra przy polu Manuela Neuera, ewentualnie gra na linii Szczęsnego, czy Bufona za czasów jego świetności. Te elementy staram się w swojej grze wyidealizować, na takim poziomie co oni. Co prawda, jeszcze mi brakuje trochę do nich, bo są to bramkarze na światowym poziomie, a ja jestem bramkarzem A- klasy i pierwszej ligi juniorów. Trzeba jednak dążyć do tego, żeby być coraz lepszym i dlatego właśnie na nich się wzoruje.

Wiążesz jakieś plany ze staniem na bramce, grą na boisku?
Z grą nie wiążę planów, ale jeśli chodzi o sport i bramkarstwo, to tak. Jest to odległy plan, a raczej marzenie i cel do zrealizowania, żeby założyć swoją szkółkę bramkarską. Niekoniecznie jako gracz, ale jako trener, osoba która może wspomagać i uczyć młodych zawodników. Co prawda, szkółka bramkarska niekoniecznie musi być w Polsce, gdyż mógłbym poruszyć swoje pododdziały za granicą, szczególnie w południowych Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Odstawmy piłkę i bramkę na bok. Czym zajmujesz się na co dzień?
Jestem uczniem teraz już trzeciej klasy technikum. Oprócz tego bardzo dużo trenuje, poza treningami w klubie, ćwiczę na siłowni, gdzieś w plenerze. Aktywnie udzielam się w życiu szkoły. Jestem przewodniczącym samorządu szkolnego w ZS nr 1. To również zajmuje mi sporo czasu. Sporadycznie lubię wieczorem poczytać jakąś dobrą książkę. Tak naprawdę sport i nauka wypełnia moje życie.

Masz jakieś sukcesy w edukacji, którymi możesz się nam pochwalić?
Największym moim osiągnięciem było otrzymanie stypendium prezesa rady ministrów, które przyznawane jest za najlepszą średnią w szkole. Bardzo dużo na to pracowałem w pierwszej klasie i mogę to uznać za jeden z większych sukcesów. Dostałem też stypendium naukowe, co prawda nie miałem z tego wielkich benefitów, ale zawsze się tym „chwalę”, bo w gimnazjum osiągnąłem średnią 6.0. Na to też musiałem zapracować, ale jak się czegoś chce, to wszystko jest tak naprawdę do zrealizowania.

Czyli jak nie bramka to nauka? Pewnie pójdziesz na studia, jaki kierunek byś wybrał?
Jestem zafiksowany na punkcie języków, ogólnie filologii, głównie angielskiej. Chciałbym zostać nauczycielem, wykładowcą, z tym wiążę swoją przyszłość. Jeżeli studia, to na pewno filologia angielska, nie wiem jeszcze na której uczelni, ale na pewno ten kierunek. To jest coś, w czym się odnajduję. Nauka nie sprawia mi problemu i szybko potrafię się komunikować, to jest coś, co mógłbym robić, a jednocześnie czerpałbym z tego przyjemność.

Kahu