Agnieszka Ewald: Oswajamy stres, tak jak Mały Książę oswajał lisa [ROZMOWA]

2020-05-30 19:20:10 (ost. akt: 2020-05-29 17:44:52)
Agnieszka Ewald - facetka od stresu

Agnieszka Ewald - facetka od stresu

Autor zdjęcia: Tomasz Wróblewski

Agnieszka Ewald, czyli facetka od stresu, uczy innych, jak sobie radzić ze stresem. Czasami kilka drobnych zmian w naszym życiu potrafi zdziałać cuda. Znajdź w sobie siłę, by nie dać się temu, co najbardziej cię wykańcza. Agnieszka była prelegentką podczas ostatniego spotkania Bez Gorsetu on-line. Przed nami drugie spotkanie 4 czerwca.
— Agnieszko, czy ty się stresujesz?
— Jasne, że tak. Jak to na facetkę od stresu przystało. Hans Selye, autor definicji stresu, powiedział, że ten, kto się nie stresuje ten nie żyje. Wniosek jest taki, że stres jest wszechobecny, tylko musimy nauczyć się z nim żyć. Ja się już nauczyłam i teraz uczę innych, jak sobie radzić z tymi trudnymi sytuacjami. Tak jak Mały Książę oswaja lisa, tak my oswajamy stres.
— Kiedy stres najczęściej nas dopada? W nowych sytuacjach czy w totalnej codzienności?

— W totalnej codzienności. Są różne rodzaje stresorów: biologiczne (stresuje nas na przykład pora roku, brak światła, hałas, ostatnio koronawirus), mamy stresory społeczne, przykładem mogą być relacje z innymi ludźmi albo nasza sytuacja materialna, są stresory związane z naszym stylem życia oraz te, które są związane z myślami, postawami, czy sposobem interpretowania przez nas rzeczywistości.
Stres towarzyszy nam od zawsze. Reakcje na stres są zaprogramowane w naszych mózgach od tysięcy lat i pomagały ludziom przetrwać w czasach, gdy zagrażał im głód albo grasowały tygrysy szablozębne. W naszych mózgach wykształciła się specjalna struktura, zwana ciałem migdałowatym, której zadaniem jest reagowanie na bezpośrednie zagrożenie.

Nasi przodkowie mieli nieco lepiej niż my. Stresowali się tylko tym, czy znajdą coś do jedzenia. Natomiast my, jak tylko się obudzimy, to jesteśmy atakowani mnóstwem bodźców. Budzi nas alarm w telefonie. Już samo słowo alarm jest nacechowane pejoratywnie. Po takim budzeniu stajemy na baczność i już podnosi nam się poziom stresu. Wychodzimy z łóżka i to nie jest takie miękkie rozpoczęcie dnia. Stajemy przed szafą i zastanawiamy się, w co się ubrać.

Coś jest wygniecione i denerwujemy się, czy zdążymy to wyprasować. To nosiliśmy wczoraj, a tutaj zapomnieliśmy przyszyć guzik. [...]

To jest fragment artykułu. Cały tekst można przeczytać w weekendowym (30-31 maja) wydaniu Gazety Olsztyńskiej.

Czytaj e-wydanie

Aby przeczytać cały artykuł, kup e-wydanie Gazety Olsztyńskiej.

Wejdź na stronę >>> kupgazete.pl lub kliknij w załączony PDF.




Między Ślaskiem i skansenem.
Budować czy nie budować?
Ciąć czy nie ciąć?
Bruk jest lepszy od asfaltu?

ZAPOMNIJCIE O MAZURACH. PRZYSZEDŁ CZAS NA WARMIĘ