Wirus to sprawdzian społeczny. W bardzo trudnej sytuacji są placówki, które opiekują się przewlekle chorymi

2020-04-18 08:00:20 (ost. akt: 2020-04-17 22:04:57)

Autor zdjęcia: archiwum Centrum

Pierwsze były Niedabyl, Tomczyce i Drzewica. Potem dołączył Bytom, Psary, Koszęcin, Zamość, Krotoszyn, nie tak dalekie Tolkmicko… W ostatnich dniach, w tym chaosie smutnych i przygnębiających informacji do listy czarnych miejsc dołączyła Bochnia.
Gdyby nie dramatyczna sytuacja domów pomocy społecznej — pewnie nigdy nie umiałabym tych wiosek na Mazowszu znaleźć na mapie Polski. A i z większą Drzewicą byłoby niewiele łatwiej. Bochnia całymi latami kojarzyła mi się za to najstarszą w Polsce kopalnią soli, a Krotoszyn — z Wierzbiętą Krotoskim, który walczył pod Grunwaldem.

Jednak koronawirus sprawił, że dziś te i wiele innych wiosek, miasteczek i miast jest na ustach, ale mam nadzieję, że także w sercach wszystkich. Chodzi bowiem o zlokalizowane tam domy pomocy społecznej, szpitale i zakłady opiekuńczo-lecznicze, które stały się ogniskiem koronawirusa i… ludzkich tragedii. Zakażeni podopieczni, zakażony personel. Zamknięta komenda policji.

Śledztwo, bo jak to możliwe, że szpital — zamiast być zaporą dla wirusa — stał się lokalnym źródłem zakażeń. A nade wszystko dramat. Wszyscy objęci i przymusową kwarantanną, odcięci od świata, chorzy — zdani tylko na siebie…
Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie przerażenia i bezsilności, jakie musi tam panować. A dramat potęguje niejako fakt, że podopieczni i pacjenci takich placówek — to osoby z grupy naprawdę najwyższego ryzyka. Schorowani, z wieloma chorobami układowymi, które bardzo osłabiają ich organizmy — na koronawirusa są najbardziej podatni, a jednocześnie mają najmniej sił, by go zwalczyć — nie mówiąc o odporności…

Żal, niemoc, a nawet strach — to wszystko czuję, gdy myślę dziś o Bochni i Krotoszynie. A jednocześnie moje myśli natychmiast biegną do domów pomocy społecznej, hospicjów i placówek opiekuńczych tu, u nas, w Olsztynie i za miedzą. Jak czują się ich podopieczni? Wszyscy zdrowi? Radzą sobie czy potrzebują naszej pomocy?

O ile jednak dom pomocy społecznej, w obliczu zagrożenia wirusem czy z powodu kwarantanny, można po prostu zamknąć — o tyle sytuacja w placówkach opiekuńczo-leczniczych z powodów organizacyjnych i systemowych przedstawia się jednak nieco inaczej.


— Zagrożenia w zakładzie opiekuńczym są nieco inne i wynikają czasem z innych spraw — mówi Edyta Skolmowska, dyrektor Maltańskiego Centrum Pomocy w Barczewie, wojewódzka konsultant w dziedzinie pielęgniarstwa opieki długoterminowej. — Podczas gdy w domu pomocy społecznej podopieczni są zameldowani i po prostu tam mieszkają, sytuacja naszych pacjentów przypomina raczej tę na szpitalnym OIOM-ie. W czasie takim, jak dziś, w obliczu pandemii — profilaktykę w DPS-ie łatwiej jest zapewnić, bo można go zamknąć i wprowadzić zakaz odwiedzin. Problem może być jedynie z personelem, który pracuje w takim domu i jeszcze w innej placówce, ale uczula się wtedy kadrę na szczególne zasady bezpieczeństwa. Podobnie wszystkie zasady stosuje się w domu, szczególnie w kontekście dezynfekcji i dbałości o higienę. Ale taki dom można zamknąć, personel pozostaje cały czas na miejscu i nie ma nowych zameldowań. Natomiast nasza placówka funkcjonuje nieco inaczej. W czasie bez pandemii pacjenci trafiają do nas wprost ze szpitali, bo ostre leczenie zakończyło się, ale pacjent wciąż wymaga intensywnej i fachowej opieki — nie może więc trafić do domu. My zapewniamy mu wtedy opiekę przewlekłą. Nie możemy się zatem zamknąć, nawet w obliczu tak wielu zagrożeń, które pandemia powoduje. Dlatego naszym największym problemem jest kwestia takiej organizacji, by przy otwartej placówce — mimo wszystko zapewnić pacjentom, ale też kadrze, jak największe bezpieczeństwo. Wszystkie placówki o podobnym profilu do mojego Centrum mają dziś ten problem.

Problemy organizacyjne — to jedno. Ale przecież nikt na czas epidemii nie wyłączy nam uczuć, emocji. A do tego wzrosło właśnie zapotrzebowanie na materiały i środki ochronne — a wraz nim także ceny…

— Czas pandemii jest bardzo trudny dla nas wszystkich — mówi dyrektor Edyta Skolmowska. — Jednak grupą osób wysokiego ryzyka, o czym dowiadujemy się z medialnych doniesień ze świata i kraju, są osoby w podeszłym wieku. Zwłaszcza te, które chorują na przewlekłe schorzenia i mają obniżoną odporność. Duża część takich osób mieszka w domach pomocy społecznej, a jeśli wymaga wzmożonego nadzoru medycznego — przebywa w zakładach opiekuńczo-leczniczych. I takie osoby są szczególnie narażone na zarażenie i zachorowanie, bo koronawirus jest dla nich wyjątkowo niebezpieczny.

Powstaje więc cały szereg pytań i problemów do rozwiązania: jak uchronić naszych podopiecznych przed zarażeniem? Jak uchronić personel placówek, żeby mógł sprawować opiekę? Sytuacja jest bardzo trudna we wszystkich placówkach.


— Dziś w dobie wzrostu zachorowań wszystkie siły i środki są skierowane w pierwszej kolejności do szpitali — jednoimiennych i ogólnych — i oczywiście jest to konieczne i zasadne. Ale o placówkach opieki długoterminowej i domach opieki też nie wolno nam zapominać. Dzisiaj bardzo potrzebujemy wsparcia i pomocy — rzeczowej i finansowej — aby w naszych placówkach też skutecznie walczyć z pandemią. Potrzebujemy środków ochrony osobistej, płynów dezynfekcyjnych… Na czas pandemii placówki zostały zamknięte dla odwiedzających, co wiąże się ze wzrostem lęku u samych podopiecznych, także u członków ich rodzin. Jednak ze względów bezpieczeństwa takie ograniczenia są konieczne. Nie zapominajmy także o personelu placówek opiekuńczych, który z każdej strony stara się wspierać swoich podopiecznych. My w tej sytuacji też potrzebujemy wsparcia psychicznego, empatii i zrozumienia oraz życzliwości, bo to dla wszystkich czas bardzo trudny.

— Pojawił się szereg inicjatyw społecznych wspierających naszą działalność — ludzie szyją maseczki, zbierają pieniądze i kupują potrzebne rzeczy, i przekazują je placówkom. To jest bardzo budujące i pozwala myśleć, że nie jesteśmy dla siebie obojętni, co jest szczególnie ważne w czasach kryzysu. Uważność na potrzeby i bezpieczeństwo tych najbardziej potrzebujących stanowi dziś dla nas „sprawdzian” społeczny. Obyśmy go zdali pozytywnie!

Magdalena Maria Bukowiecka


Czytaj e-wydanie


Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w czwartek i piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


W weekendowym (18-19 kwietnia) wydaniu m.in.

Oksana SytczykTłumaczył, że życie żony księdza jest trudne
Czy można być żoną proboszcza w Polsce? Oczywiście. Jest nią Oksana Sytczyk. Ona i jej mąż Bogdan mają trójkę dzieci. Szokujące?! Niekoniecznie. Księża Kościoła greckokatolickiego mogą się żenić, pod warunkiem, że przyszłą żonę znajdą jeszcze przed swoimi święceniami.

Stulecie WinnychStulecie Winnych – przewodnik po serialu
W rodzinie Winnych można zobaczyć odbicie losów Polaków na przestrzeni ostatnich dekad. Nic więc dziwnego, że TVP zdecydowała o realizacji serialu na podstawie sagi Ałbeny Grabowskiej. W telewizji możemy właśnie oglądać drugi sezon tej produkcji.


Pędzi na ratunek, gdy zawyje syrena
To prawdziwy wulkan kobiecości, odwagi, ambicji. Kobieta o wielkim sercu — Dorota Karbowska, żona, mama, strażak i żołnierz. Zawsze w gotowości, aby nieść pomoc innym.


2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5

Unia Europejska

GRUPA WM Sp. z o.o. realizuje projekt dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach działania 1.5 Dotacje na kapitał obrotowy Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.