Koniec wojny w Ostródzie. Styczeń 1945 roku

2020-01-27 12:00:00(ost. akt: 2020-01-27 16:56:27)
Ruiny domów na Rynku Starego Miasta w 1948 r. (aktualnie Plac Tysiąclecia Państwa
Polskiego), Źródło: J. Müller, Dzieje Ostródy, Ostróda 2010, s. 533.

Ruiny domów na Rynku Starego Miasta w 1948 r. (aktualnie Plac Tysiąclecia Państwa Polskiego), Źródło: J. Müller, Dzieje Ostródy, Ostróda 2010, s. 533.

Na temat "wyzwolenia" Ostródy przez Armię Czerwoną pisano jeszcze do niedawna prawie zawsze w jednej oficjalnej wersji. Dziś z relacji wielu świadków wiemy więcej o tym, jak wyglądały pierwsze miesiące 1945 roku. Ten artykuł jest próbą odtworzenia wydarzeń i losów ludzi, z uwzględnieniem wspomnień i relacji obu stron - Niemców i Rosjan.
Przed kataklizmem - rok 1944

16 października rozpoczęło się natarcie wojsk radzieckich na Prusy Wschodnie m. in. w rejonie Gąbina i Gołdapi. Kiedy Rosjanie zmuszeni zostali do wycofania się z zajętych terenów, została mocno propagandowo nagłośniona masakra niemieckiej ludności cywilnej, w tym kobiet i dzieci, we wsi Nemmersdorf (dzisiaj Majakowskoje) w pobliżu Gąbina.

Tak wspomina 10 lat później dr Wolfgang Kowalski (1888- 1977), prof. ostródzkiego męskiego gimnazjum: – Jesienią 1944 wędruję przez las do Faltyjanek. Przed ciemnymi sosnami płonie w słońcu brąz buków i dębów i żółcie brzóz, podwojone przez odbicie spokojnej wody, jak gdyby to wszystko wyłaniało się z wielkiej głębi. Pożegnanie przyrody przed zimowym snem! Pożegnanie także nas wszystkich! Kto to wtedy wiedział? Słucham radia. W delikatną muzykę Mozarta wbija się nagle ryczący głos z Moskwy: "Zabijajcie! Nie ma niczego, czemu Niemcy nie byliby winni, zarówno żyjący jak i nienarodzeni. Zniszczcie na zawsze faszystowskie zwierzę w jego jaskini! Złamcie gwałtem wyższość rasową niemieckich kobiet! Weźcie je jako słuszną zdobycz! Zabijajcie, wy dzielni, prący do przodu czerwonoarmiści!".

Ilja Erenburg (1897-1967) rosyjski pisarz i publicysta, któremu autorstwo tego typu apeli przypisywano jeszcze długo po wojnie, w piątym tomie wspomnień "Ludzie, lata, życie" (I wydanie polskie 1984) przyznaje, iż wprawdzie pisał: "Zabij Niemca", m. in. w artykule "Usprawiedliwienie nienawiści" z 1942 roku, to jednak nie wzywał do gwałcenia kobiet niemieckich, żądanie zaś "Bierzcie jasnowłose kobiety - to wasza zdobycz" określił jako sfałszowany przez niemieckiego generała cytat, w celu zagrzania do walki swoich żołnierzy, z ugrupowania "Nord".

Komu dać wiarę? Obaj autorzy wspomnień już nie żyją. Natomiast według Piotra Jendroszczyka, korespondenta "Rzeczypospolitej", dwa miliony niemieckich kobiet zgwałconych zostało przez żołnierzy zwycięskiej Armii Czerwonej. I chyba nie jedyną przyczyną tych ekscesów było wydawanie, decyzją Stalina i politbiura, stu gramów wódki codziennie wszystkim żołnierzom frontowym.

Wracając zaś do sytuacji w Ostródzie jesienią 1944, to jak wynika z zachowanych dokumentów m. in. organizowano w mieście wojenne lazarety i przyjmowano przesiedleńców ze wschodnich terenów Prus. Los tych ostatnich był często tragiczny, o czym pisze Helena Korczyńska, która przyjechała do Ostródy w czerwcu 1945 roku, we "Wspomnieniach nauczyciela": "Cofająca się armia niemiecka pozostawiła w budynku szkolnym (obecnie Szkoła Podstawowa nr 1 im. Armii Krajowej) starców, których ekspediowała ze wschodnich dzielnic Prus Wschodnich m. in. z Gubina (Gąbina, niem. Gumbinnen – R.K.) i Wystruci i innych miast. Z tej grupy umarło 20 osób głównie z głodu i zimna, a pochowano ich wzdłuż parkanu szkoły".

Należy w tym miejscu dodać, iż dopiero w 1991 roku, podczas prac ziemnych, odkryto przypadkowo ich szczątki pod płotem, od strony ul. 21 Stycznia i po ekshumacji w ilości faktycznej 23, złożono je w zbiorowej mogile na cmentarzu komunalnym przy ul Spokojnej.

Operacja wschodniopruska

13 stycznia 1945 roku wojska 3. Frontu Białoruskiego pod dowództwem gen. armii Iwana Czerniachowskiego uderzyły od wschodu (na północ od Gąbina) i rozpoczęły marsz na Królewiec. Dzień później 2. Front Białoruski dowodzony przez marszałka Konstantego Rokossowskiego ruszył do natarcia od południa z okolic Serocka i Różana. Tak rozpoczęła się Operacja Wschodniopruska. Sześć dni póżniej ostródzki landrat Carl Georg Wittich otrzymał rozkaz gauleitera Ericha Kocha dotyczący powszechnej ewakuacji ludności cywilnej i dóbr materialnych.

Całkowitą ewakuację planowano na 5 dni. "19 stycznia 1945, pisze Hermann Maraun, dyrektor Kaiser-Wilhelm-Gymnasium, był dla chłopców ostatnim dniem szkolnym… Około 5 rano landrat Wittich, w rozmowie telefonicznej zarządził, że do 20 kg dokumentów gimnazjum… zostanie przyjęte przez urząd landrata i wysłane z jego dokumentami, przed wkroczeniem wojsk rosyjskich. Kilka godzin później dostarczono do urzędu 3 pakiety dokumentów, m. in. wzory wszystkich świadectw wydawanych przez szkołę, które pokwitował nadinspektor Boczek. Materiały te jeszcze w Prusach Wschodnich wpadły ręce wroga i niewątpliwie zostały zniszczone".

W relacji pt. "Ostatnie walki w powiecie ostródzkim w styczniu 1945" szeregowy, nauczyciel D. podaje: "19 stycznia wieczorem pomiędzy Wansen i Gardienen (Wądzyn i Gardyny gm. Dąbrówno) zebrano ostródzką grupę bojową - bez żadnego zaopatrzenia, oprócz 1 bochenka chleba, bez lekarza i sanitariusza, ubrana w łatane garnizonowe mundury, podczas gdy odzież zimowa pozostała w magazynach…, bez innej broni, jak karabiny z 30 nabojami na osobę, 3 karabiny maszynowe i 20 pancerfaustów - składającą się z 327 żołnierzy, w tym 5 oficerów.

Całe to działanie było czystym mordem setek starych ojców rodzin, bez sensu i celu. Po południu 20 stycznia 3 kompania została zaatakowana na pozycjach pomiędzy Wądzynem, a Leszczem przez ponad 80 czołgów i została zniszczona do ostatniego żołnierza. Kompanię marszową zaatakowały czołgi z przodu i z flanki, pomiędzy Leszczem i Jankowicami. Oprócz mnie uratowało się 6 kolegów, z którymi dołączyłem do 1 kompanii, która poniósłszy tylko 30 procent strat mogła się wycofać, aż do lasu".

Powyższe potwierdza tezę, że Niemcy spodziewali się wielkiego natarcia Rosjan w okolicach Wielkich Jezior Mazurskich i tam skierowali gros wojsk liniowych. W takich miejscowościach regionu, jak Ostróda, a nawet w stolicy rejencji - Olsztynie, pozostały tylko nieliczne oddziały żandarmerii polowej i policji. Tymczasem zasadnicze uderzenie nadeszło z południa i był to rosyjski Blitzkrieg. 20 stycznia wojska 5. Armii Pancernej Gwardii gen. płk. Wasilija T. Wolskiego (2. Front Białoruski) zajęły Nidzicę i nazajutrz (21 stycznia) żołnierze 10. Korpusu Pancernego Gwardii (wchodzącego w skład 5. Armii Pancernej), dowodzeni przez gen. mjr. M. Sachno, rozpoczęli szturm Ostródy.

Po ostrzale artyleryjskim do ataku wyruszyły, od strony Kajkowa (wówczas Buchwalde), czołgi zwiadu pod dowództwem Iwana Piotrowicza Szczabelskiego. Po kilku godzinach (prawdopodobnie o godz. 2.00 następnego dnia) miasto zostało zajęte bez większych walk.

W 25 rocznicę wojennych wydarzeń Iwan P. Szczabelski napisał list do "Głosu Olsztyńskiego", na podstawie którego redaktor (Ryszard Tyrolski – R.K.) w nr 38 gazety z dnia 14- 15 lutego 1970 r. zamieścił artykuł pod tytułem "List od bohatera". Cytat: "… Pisze on, że należał do grupy, w skład której wchodziło 30 żołnierzy i 3 czołgi. Do ataku ruszono rano. Szczególnie zacięty bój trwał na przedpolach miasta, gdzie wróg zniszczył im 2 czołgi. Trzeci czołg wraz z grupą żołnierzy wdarł się do miasta. Tu prawie przez cały dzień likwidowano poszczególne punkty oporu nieprzyjaciela.

Wieczorem na centralnym placu (obecnie Plac Tysiąclecia – R.K.) i ten czołg został podpalony. Miasto jednak zdobyto. Z owych 30 żołnierzy aż 28 poległo. Iwan Szczabelski za wzięcie Ostródy został nagrodzony przez Radę Najwyższą ZSRR tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. W swoim liście przesyła także wszystkim mieszkańcom Ostródy - z okazji 25 rocznicy wyzwolenia ich miasta - najserdeczniejsze pozdrowienia i życzenia dalszych sukcesów". Koniec cytatu i artykułu.

Bruno Kowalzick, instruktor piechoty w 1 Szkolnym Batalionie w koszarach Grolmana (czerwone koszary), bronił Kajkowa i "był chyba ostatnim żołnierzem, który opuścił Ostródę, gdy Armia Czerwona była już w mieście" relacjonuje: "Około 20 stycznia 1945 utworzono pod dowództwem kpt. Schmelinga, armatora z Kłajpedy, kompanię [… ] i rzucono ją przeciwko wrogowi, który stał już pod Ostródą (…). Środkową część (linii obronnej - dop. R.K.) wraz z Kajkowem miałem bronić ja i otrzymałem od 50 do 60 żołnierzy, bez podoficerów (…). Mieliśmy zająć pozycję na zboczu na lewo od Kajkowa i tam oczekiwać Rosjan (…). Jako broń mieliśmy do dyspozycji tylko zwykłe karabiny, a z kierownictwa powiatu dostaliśmy kilka pancerfaustów (… ). Nie otrzymaliśmy żadnego zaopatrzenia i byliśmy zdani tylko na siebie. Jednak ciężarówką przywieziono z mleczarni cały ładunek okrągłych serów, które z powodu mrozu były twarde jak kamień. Nie były one przeznaczone jako prowiant, lecz do utworzenia zapory przeciwczołgowej i później rzeczywiście taką rolę spełniły, gdy pierwsze sowieckie czołgi wtoczyły się do wioski. Ja zablokowałem przedtem wyjazd z wioski w kierunku Ostródy, używając wrót stodół i części płotów. Droga, którą wjechali Rosjanie miała odgałęzienie w lewo, w ślepą uliczkę i dopiero później odbijała w prawo, w kierunku Ostródy. Tak jak przewidzieliśmy czołgi skręciły najpierw w lewo i utknęły w ślepej uliczce. Zostały wtedy ostrzelane z pancerfaustów i te, które były w środku nie mogły cofnąć się, ponieważ unieruchomiono ostatni przy wjeździe do wioski. Tym samym odparty został pierwszy atak (…). Droga była ciągle szczelna, jednakże sytuacja przestała być dla nas korzystna, ponieważ, jak mogłem zobaczyć przez lornetkę, drogą od Olsztynka jechały w kierunku Ostródy kolumny ciężarówek z piechotą (… ), do Ostródy przeszliśmy obok koszar Adolfa Hitlera (tzw. „białe koszary” – R.K.) i spotkaliśmy tam jeden czołg przed bramą koszarową. Niestety nie trafiłem z ostatniego pancerfausta, ponieważ nie spaliśmy od dwóch nocy”.

W liście z 25 maja 1947 żona kowala Kurzhalsa z Domkowa gm. Grunwald pisze: "21 stycznia 1945 wyjechaliśmy ze wszystkimi Domkowianami w kierunku Ostródy. Rosjanin już był w Dąbrównie, ale przeklęta partia NSDAP nie pozwalała wyjechać (…). Rozległa się nagle straszna kanonada armatnia. W Kajkowie były dwa rosyjskie czołgi (… ). Była to piekielna walka. Około 2 godziny przyszedł Rosjanin i zaczęło się przesłuchanie. Nasz Henry Groschow (zapewne robotnik przymusowy – R.K.) pochwalił nas, dlatego mogliśmy wrócić do domu. Gdy zrobiło się jasno wspinaliśmy się przez stosy trupów. Najgorzej było przy ul. Kaiserstrasse (obecnie część ul. Czarnieckiego od strony Kajkowa – R.K.), która była nimi przepełniona (… ). Z lewej i prawej strony ulicy domy były spalone. Ach, było to straszne! Mój mąż musiał grzebać poległych Rosjan".

Podsumowanie

Dr Wolfgang Kowalski, tak jak większość mieszkańców grodu nad Drwęcą i Jeziorem Drwęckim, opuścił go, niosąc aż do Berlina pod mundurem, wycięty z ram obraz olejny z portretem swego przodka, Eduarda Kowalskiego, który w 1843 roku w Kętrzynie zbudował Hotel "Koenigsberg".

W Ostródzie pozostało około 2 tys. osób, głównie kobiet, dzieci i starców. Nastały okrutne dni dla miasta i jego mieszkańców. Według relacji Gerdy Wasgien (córki Waldemara Wasgiena, kierownika Państwowej Kasy Powiatowej - na zamku i mieszkającego tamże nad bramą wjazdową) przez siedem dni od wejścia czerwonoarmistów jej rodzice znosili najścia żołnierzy, którzy przychodzili każdego wieczora i plądrowali mieszkanie, zrywając tapety ze ścian i tnąc obicia mebli w poszukiwaniu drogocennych przedmiotów.

29 stycznia wezwano mężczyzn do starostwa i rozkazano im zebrać się następnego dnia o godz. 6.00 na Rynku z całą ludnością niemiecką. By uniknąć wywózki ojciec Gerdy zażył tabletki i zmarł śmiercią samobójczą tego samego dnia o godz. 23.30. Nazajutrz 30 stycznia, o wpół do piątej rano żonę zmarłego zbudził hałas. Stwierdziła ona, że zamek stoi w płomieniach, Rosjanie bowiem polewali budynki jakimś środkiem zapalającym, a następnie je podpalali. Matka zdążyła chwycić niezbędne rzeczy i uciec z domu. Zamek został wypalony do parteru wraz ze zwłokami Waldemara Wasgiena.

Kościół pw. Dominika Savio podpalono 12 maja, a następnego dnia spłonął budynek "Deutsches Theater". Zegar historii zaczął odmierzać nowy czas.
Ryszard Kowalski



Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. konserwator zabytków #2867088 | 5.173.*.* 12 lut 2020 13:03

    Skandal, że zamiast uczciwej konserwacji otoczono grzesznie czerwone koszary styropianem. Można zabytkowy budynek ocieplić subtelnie od srodka. Cegła to domena naszego regionu. Jednak totalny brak gustu i ignorancja władz i konserwatora warmińsko-mazurskiego wysuwa się na czele. Apeluję o zachowanie cegły i koncserwację zabytków oraz koszar w Ostródzie! Nie doceniamy technik konserwacji naszych pradziadów!!!!!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

  2. konserwator zabytków #2867087 | 5.173.*.* 12 lut 2020 13:03

    Skandal, że zamiast uczciwej konserwacji otoczono grzesznie czerwone koszary styropianem. Można zabytkowy budynek ocieplić subtelnie od srodka. Cegła to domena naszego regionu. Jednak totalny brak gustu i ignorancja władz i konserwatora warmińsko-mazurskiego wysuwa się na czele. Apeluję o zachowanie cegły i koncserwację zabytków oraz koszar w Ostródzie! Nie doceniamy technik konserwacji naszych pradziadów!!!!!!!

    odpowiedz na ten komentarz

  3. n #2857569 | 81.111.*.* 27 sty 2020 19:48

    Dziadek mi opowiadał, ze w budynku, który jest na rogu Placu Tysiaclecia i chyba Filtrowej (ten budynek, gdzie długi czas wisiała reklama magla) Tam w tym budynku w piwnicy schowali się ludzie, rosjanie ich wykryli i przez okno piwniczne wrzucili granaty. Później ludzie na wózkach rozerwane ciała wywozili w dół ulicy Pułaskiego na cmentarz Polska Górka, by ich pochować w zbiorowej mogile.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)