Klucz ma dobre oko

2019-02-08 09:00:00 (ost. akt: 2019-02-06 13:21:48)
Józef Klucz

Józef Klucz

Autor zdjęcia: Ada Romanowska

Józef Klucz lubi trafiać w dziesiątkę. Za każdym razem. I tak już od pięćdziesięciu lat. I ani mu się śni, żeby odłożyć broń na bok. To sport, który daje mu radość każdego dnia. Daje mu też możliwość dzielenia się nią z innymi.
W albumie zamiast zdjęć trzyma legitymacje różnego rodzaju. Jest ich kilkadziesiąt i większość dotyczy strzelectwa. Na półkach pełno pucharów, które dumnie się prezentują. Błyszczą w pełnej krasie. Wszystkie za celne strzały, bo Józef Klucz rozkochał się w strzelectwie. I właściwie tej pasji podporządkował życie. Bakcyla złapał w Gorzowie Wielkopolskim, gdy był małym chłopcem.
— Poznałem wtedy człowieka, który spytał mnie, czy bym sobie nie postrzelał — wspomina Józef Klucz. — Namówił mnie i strzelectwo mnie pochłonęło. Nie była to jednorazowa przygoda. Coś w końcu działo się w życiu. Do dziś się dzieje. Powiem, że to „taka żyłka przyjemna”. Tak, zdecydowanie kocham strzelectwo!

Pan Józef zaciągnął się w szeregi Ligi Obrony Kraju i trenował. Do Olsztyna przyjechał 1982 roku. Tu też wstąpił od razu w szeregi koła strzeleckiego. I traf chciał, że w olsztyńskim LOK-u zaproponowano mu pracę. Nie wahał się ani minuty. Chociaż miał etat w administracji, cieszył się z dodatkowego zajęcia. Rankiem biegł do pracy, popołudniu strzelał. Pracuje tam do dziś, chociaż jest już na emeryturze. Ale nie wyobraża sobie, żeby mogło być inaczej. Że mógłby siąść w kapciach przed telewizorem i przełączać kanały. Że mógłby nie słyszeć tej radości dzieci, które szkoli.
— Brałem udział w wielu zawodach i turniejach. W regionalnych, wojewódzkich, ogólnopolskich. Ile mam medali? Nie liczę. Wszystkie mam schowane w szufladzie. Pucharów też jest trochę — podkreśla pan Józef. — Zrobiłem też uprawnienia i jestem sędzią najwyższej klasy. Organizuję turnieje, obozy dla dzieci. Cały czas się coś robię.

Mówią, że miłość jest ślepa, ale chyba nie w tym przypadku. W strzelectwie trzeba mieć oko, żeby trafić w sam środek tarczy. Ale trzeba mieć też wokół siebie ludzi, którzy rozumieją tę fascynację.
— Moja żona zaczęła strzelać. Przeze mnie. Przekonałem ją do tej pasji — podkreśla pan Józef. — Dziś już odłożyła broń na bok. Syn też się wkręcił. To się chyba udziela. Nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Ale, broń Boże, nie jesteśmy żadną wystrzałową rodziną! Jesteśmy raczej pokojowi. Chociaż żona czasami skarży się, że za dużo czasu poświęcam strzelaniu. Ale ja nie potrafię inaczej. To weszło mi w krew.

Pan Józef strzela jednak tylko w strzelnicy. Z broni sportowej. Na polowania nie chodzi, bo nie o to chodzi w strzelaniu. Ma się trafić w tarczę, najlepiej w dziesiątkę. Broń pneumatyczna ma moc. I daje siłę na co dzień.
— Dzięki strzelaniu nie mam czasu na nudę — podkreśla pan Józef. — Tyle jest do zrobienia, tyle dzieci trzeba nauczyć strzelania. Czy ja mógłbym bez tego żyć?

Dziś Józef Klucz ma siedemdziesiąt lat i pół wieku strzelania. Jubileusz obchodził w 2018 roku. Ale swoją energią potrafi się dzielić. Również dobrym sercem, bo w tym roku był wolontariuszem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Legitymacja z czerwonym serduszkiem też wisi w honorowym miejscu. Tuż obok zdjęć, które zajmują całą ścianę.
— Postawiłem puszkę w LOK-u i chętni wrzucali, co mogli. Uzbierało się 300 zł. To zawsze coś! — cieszy się Józef Klucz. — Bo w życiu chodzi o to, żeby coś dobrego i ciekawego robić. Trzeba być aktywnym. Znam wielu ludzi, którzy mówią mi, że nudzą się i nie wiedzą, co robić. Mówię im wtedy, żeby coś sobie znaleźli. Żeby chociażby do strzelnicy przyszli. My tu na metrykę nie patrzymy. Strzelać może każdy, mały i duży. Chodzi o to, żeby w życiu grało.

ADA ROMANOWSKA