Kiedy żona pisze, lepiej jej nie przeszkadzać

2017-07-01 20:00:00 (ost. akt: 2017-06-30 20:26:46)
Hanna i Kazimierz Brakonieccy

Hanna i Kazimierz Brakonieccy

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

― Gdy żona pisze, wszystkie obowiązki domowe spadają na mnie ― mówi mąż Wioletty Sawickiej, autorki pięciu powieści. Zapytaliśmy mężów olsztyńskich pisarek, jak wygląda ich wspólne życie. Opowiadają Janusz Sawicki, Kazimierz Brakoniecki i Piotr Matwiejczuk.
Wioletta i Janusz Sawiccy pobrali się 27 lat temu. To ona mu się oświadczyła.
― Bo jest artystką ― tłumaczy Sawicki. ― A zachowania artystów są niestandardowe.
Poznali się, gdy byli bardzo młodzi. Zwróciła na siebie jego uwagę inteligencją i oczytaniem.
― Kiedy zaczęliśmy rozmawiać, wydała mi się elokwentna, precyzyjna w formułowaniu myśli. Nie pomyliłem się ― mówi Sawicki. Sam zawodowo zajmuje się handlem nieruchomościami. Żona ― dziennikarstwem radiowym i prasowym.
― Samego pisania bała się, myślała, że sobie nie poradzi. Nie każdy dziennikarz może być pisarzem, ale u mojej żony była to naturalna kolej rzeczy. Po powrocie z emigracji tkwiła w zawieszeniu, szukała nowej drogi. Potrzebowała czegoś, co doda jej życiowej energii ― wspomina początki twórczej pracy żony.
― Teraz już wiem, że gdy żona pisze, zatraca się w tym zupełnie. Dosłownie nie ma z nią kontaktu. Wykonuje tylko jakieś prozaiczne rzeczy. Na co dzień jesteśmy związkiem partnerskim, uzupełniamy się w pracach domowych, zajmowaniu się dzieckiem, psem, ale gdy ona jest w swoim „transie” pisarskim, wszystko spada na mnie. Ale nie trwa to non stop ― mówi Sawicki. ― Zwykle przez kilka, kilkanaście godzin dziennie, kilkanaście dni z rzędu. Czasem zwracam żonie uwagę: "już przestań, poróbmy coś innego".
I dodaje: ― Kiedy jedziemy samochodem, a żona obmyśla sobie jakiś wątek albo część powieści, potrafi nie odzywać się całą drogę.

Ale Janusz Sawicki nie skarży się. Przyzwyczaił się, że w głowie żony rodzą się wtedy najlepsze pomysły.
― Kiedy się odzywam, słyszę na przykład: „nie płosz moich myśli” ― o to się jednak nie obraża.
― Mnie to fascynuje. Jestem dumny, że stałem się pierwszym recenzentem powieści mojej żony. Dostaję fragmenty i mam dzielić się uwagami. Nie wtrącam się oczywiście w stylistykę, bo się na tym nie znam, ale czasem sugeruję np. przestawienie kolejności zdarzeń. Żona złości się, gdy coś jest nie po jej myśli, ale słucha moich uwag.

Wioletta Sawicka posłuchała męża także na początku pisarskiej drogi, kiedy nie podejrzewała jeszcze, że jej powieści zostaną wydane w jednym z największych wydawnictw w kraju.
― Przeczytałem fragmenty jej powieści, potem całość. Był 2013 rok ― wspomina. ― Dawno i niedawno. Mówiłem: „Słuchaj, trzeba iść z tym dalej, musisz znaleźć wydawcę”. Wiedziałem, że to nie może trafić do szuflady. Mieszkałem wtedy jeszcze za granicą, Wioletta w Polsce. Specjalnie wziąłem wolne w pracy, przyleciałem do kraju i zabrałem ją na targi książki.
Ich plan: porozmawiać z wydawnictwami, zostawić wydrukowane fragmenty powieści.
― Musiałem ją do tego trochę popychać, namawiać. Pamiętam noc przed wyjazdem do Warszawy. Wiele godzin drukowałem portfolio złożone z pierwszych części książki. To było kilkadziesiąt, a może i kilkaset egzemplarzy. Drukarka się zacięła.

Ostatecznie Wioletta Sawicka dotarła z mężem do trzech stoisk. Opowiedziała, że nosi się z wydaniem powieści. Rozmowę usłyszała dyrektor działu wydawniczego. Po kilku miesiącach odpowiedź: "bierzemy".
― Niesamowita radość! Żona nabrała wiatru w żagle. Teraz już wiem, że poszło dość łatwo, bo inni wysyłali swoje prace do kilkudziesięciu wydawnictw, zanim ktokolwiek się odezwał.
Dziś mówi otwarcie: pisanie scala ich związek.
― Na bieżąco wymieniamy się opiniami o tym, co napisała Wioletta. Po prawie trzydziestu latach małżeństwa wciąż mamy o czym rozmawiać.
Piotr Matwiejczuk, z wykształcenia muzykolog, a prywatnie mąż Katarzyny Matwiejczuk, autorki „Jury”, piszącej żonie stara się... nie przeszkadzać. Kiedy rozmawiamy Piotr pracuje w ogrodzie, Katarzyna zajmuje się tłumaczeniami.
― Dzielimy się obowiązkami domowymi, przygotowywaniem jedzenia czy robieniem zakupów. Czasem proszę ją o pomoc albo, żebyśmy zrobili coś razem. To się układa samo, z dnia na dzień ― opowiada Piotr. ― Kiedy żona pisze, to głównie jednak daję jej spokój.
Poznali się dzięki programowi, który Piotr Matwiejczuk prowadził na antenie Polskiego Radia.
― Była fanką moich audycji, zaczęliśmy korespondować, później spotykać się. Zwróciłem uwagę, że jest osobą nieśmiałą, ale uroczą ― mówi. ― Można powiedzieć, że to symetryczna relacja. Żona realizuje się literacko i nie tylko, ja także cały czas robię audycje, piszę o muzyce. Tylko, że dla mnie pisanie to udręka. Z niektórych tekstów, owszem, jestem zadowolony, ale bardziej zadowolony jestem, gdy nie muszę pisać ― śmieje się. Katarzynę jednak wspiera w pisaniu.
― Jestem wszędzie tam, gdzie ona występuje jako pisarka. Nagroda Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, którą otrzymała za debiut, to także trochę dzięki mnie ― zdradza. ― Znalazłem informację w gazecie, opowiedziałem żonie, że to coś dla niej. Wysłała książkę na konkurs.
― Żona pisała zawsze, od podstawówki. Kiedy ją poznałem, wiedziałem, że pisanie to jej wielka pasja. „Jurę ”zaczęła pisać kiedy już się znaliśmy.
Dziś przyznaje, że z żoną ma wiele wspólnego. A różnice?
― Ja raczej twardo stąpam po ziemi. Żona nie buja w obłokach, ale bardzo ważna jest dla niej sfera emocjonalna. Biję się w piersi, że czasem zaniedbuję naszą relacje. Żona z kolei często nie zwraca uwagi na inne rzeczy. Ogrodem, ziemią, domem częściej zajmuję się ja. Staramy się rozmawiać, tłumaczyć sobie, co jest dla nas ważne, czego nam brakuje w drugim człowieku. To jedyny ratunek.
Relacja Hanny i Kazimierza Brakonieckich od początku wyglądała inaczej, bo przez większą część małżeństwa to Kazimierz był osobą piszącą. Hanna zaczęła tworzyć po odejściu na emeryturę ― w wieku 53 lat. Początkowo to ona była krytykiem twórczości męża.
― I współuczestnikiem tego, co ja pisałem ― tłumaczy Brakoniecki. Według Kazimierza latem 1976 roku połączyła ich wrażliwość i… umiłowanie literatury.
― Jako dziewczynka miała nieśmiałą nadzieję, że będzie pisarką. Wykonała niesamowitą pracę nad sobą.

Wychodząc od nieśmiałej licealistki, studentki, dzięki różnym doświadczeniom życiowym, wzmocniła się. Dziś jest osobą o silnym charakterze, a jednocześnie niezwykle wrażliwą na ludzką krzywdę, ale też na głupotę ― mówi o żonie Brakoniecki. Uważność na drugiego człowieka to oś miniatur tworzonych przez Brakoniecką. ― Nie myślała, że przejście na emeryturę będzie związane z tworzeniem. Początkowo pisała do szuflady. Ale ponieważ Hania bardzo lubi spotkania z ludźmi, zaczęła przenosić na papier rozmowy. Najpierw zapisków tych słuchała rodzina, potem przyjaciółki, znajome, a potem zaczęły się spotkania w szerszym kręgu ― opowiada Brakoniecki.

― Dzisiaj to ja jestem pierwszym czytelnikiem twórczości mojej żony ― mówi. ― Choć nie wszystkich tekstów, bo mam ograniczony czas. Ale ponieważ żona pisze krótko, więc codziennie dam radę wysłuchać jakiejś opowieści.
Jej twórczość komentuje zwykle krótko.
― Nie rozdrabniam się. Czasami sugeruję, że powinna zmienić jakieś słowa, czasem, że jest zbyt sentymentalnie. Moja żona jest dziś wytrawną pisarką, mistrzynią krótkiej formy, więc rzadko interweniuję ― śmieje się. ― Najczęściej mówię: „Zostaw to, dobre”.

Kazimierz Brakoniecki przyznaje, że żona w domu nie zajmuje się praktycznymi rzeczami.
― Oprócz jednej ― od czasu do czasu musi mi zrobić obiad. ― śmieje się. ― Sprzątanie, zakupy… tym często zajmuję się ja. Wykonuję gros obowiązków domowych. Hania w tej chwili głównie poświęca czas samej sobie, pisze i spotyka się z ludźmi.
Nie skarży się jednak:
― Mnie to wystarczy. Jestem ascetą i nie potrzebuję wielu rzeczy. Kompletne partnerstwo ― podsumowuje.
Jak przyjął wiadomość, że w rodzinie będzie odtąd więcej osób piszących?
― Nic mnie to nie zdziwiło, bo pisanie to normalne życie. Niepisanie jest czymś nienormalnym.

Hanna Łozowska
h.lozowska@gazetaolsztynska.pl

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Wiesio11 #2385489 | 87.205.*.* 29 lis 2017 09:50

    ROSLAN to zespół fachowców o ugruntowanej pozycji zawodowej, których połączyła pasja. Posiadamy bardzo duże doświadczenie, a także wysokie kwalifikacjew budowaniu domów. http://roslandomdesign.pl/

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) odpowiedz na ten komentarz

  2. Dziadu #2277102 | 213.73.*.* 2 lip 2017 10:25

    Ponawiam usunięte pytanie przez szwabów - kto to jest Wioletta Sawicka?

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Nie inteligent #2276881 | 165.120.*.* 1 lip 2017 20:56

      Ładny kotek na zdjęciu

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

    2. Piszą wymyślają kombinują #2276858 | 83.6.*.* 1 lip 2017 20:39

      A później donosy i pomówienia. Można śmiało stwierdzić polska specjalność.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) odpowiedz na ten komentarz