Dzięki jego streszczeniom lektur ci leniwsi zdają kartkówki

2016-04-23 16:00:00 (ost. akt: 2016-04-27 22:37:47)

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Recenzuje filmy, ale tylko te najgorsze. Streszcza lektury szkolne dla zabawy i ku uciesze leniwych uczniów, którym wystarcza to na zaliczenie. Rozmawiamy z Mietkiem Mietczyńskim!
— Twoje streszczenia książek biją w internecie rekordy popularności, ale choć uchodzisz w niektórych kręgach internetów za fachowca od lektur, to z tego co wiem, nie masz wykształcenia polonistycznego.
— Ani żadnego innego. To znaczy mam średnie. Najpierw poszedłem do liceum sportowego, w którym w ogóle się nie uczyłem, bo myślałem, że będę superpiłkarzem. Okazało się, że nie będę superpiłkarzem, więc poszedłem do normalnego liceum, które skończyłem, a potem zacząłem studia.

— Skąd więc pomysł na streszczenia lektur?
— Jakoś tak samo przyszło. Urodziło mi się to po prostu w głowie. Pierwsze były „Cierpienia młodego Wertera”. Przypomniałem sobie o tej książce i chciałem uzewnętrznić, jak bardzo tego nie lubię. Werter cierpiał, ja cierpiałem...

— Gimnazjaliści czasem korzystają z tych twoich streszczeń. Jak uważasz – jakie mają szanse na pozytywną ocenę?
— Dostają pozytywne oceny! Wysyłają mi wiadomości, że dostali trójkę, czy nawet czwórkę z kartkówki, ucząc się właśnie z moich streszczeń?

— Jest pedagogiczna duma, Profesorze Niczego?
— Pewnie, to przyjemne. Chociaż z drugiej strony nie najlepiej świadczy o systemie. Ale jakąś tam treść jednak przekazuję, na trojkę jest jak znalazł — jak ktoś nie ma większej ambicji, to czemu nie. Po takich wiadomościach czuję większą odpowiedzialność i lepiej się przygotowuje — czytam już całe książki, nie streszczenia. Teraz czytam „Fausta”.


Rozmawiał: Łukasz Wieliczko

Cały wywiad z Mietkiem Mietczyńskim w sobotnim wydaniu "Gazety Olsztyńskiej"!
Czytaj e-wydanie


Oto niektóre tylko z filmów naszego rozmówcy:




Źródło: Gazeta Olsztyńska