Gdzie pracują więźniowie z Olsztyna i ile dostają pieniędzy

2016-02-07 08:00:00 (ost. akt: 2016-02-05 12:37:26)
Marek Grzybicki: Na pracę skazanych jest duże zapotrzebowanie, a my staramy się je zaspokoić. I u nas nie jest to związane z zapowiedziami polityków, ale zjawiskiem stałym od lat

Marek Grzybicki: Na pracę skazanych jest duże zapotrzebowanie, a my staramy się je zaspokoić. I u nas nie jest to związane z zapowiedziami polityków, ale zjawiskiem stałym od lat

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada, że pracować musi więcej więźniów. O tym, jak to jest z zatrudnianiem osadzonych w naszym mieście, rozmawiamy z kpt. Markiem Grzybickim, starszym inspektorem aresztu śledczego w Olsztynie.
— Resort sprawiedliwości ogłosił, że dołoży starań, żeby zachęcać osadzonych do podejmowania pracy. Zgadza się pan z tym, że nadal zbyt mało ich pracuje?
— Codziennie z zakładu przy ul. Opolskiej wychodzi około 80-90 skazanych, żeby pracować na zewnątrz. To prawie jedna trzecia wszystkich osadzonych. Są zatrudniani odpłatnie lub nieodpłatnie jako wolontariusze. W sytuacji, gdy mowa o pracy zarobkowej, muszą uzyskać wynagrodzenie minimalne. Pracują na przykład w Indykpolu na dwie zmiany po 8 godzin. Są u nas pracodawcy, którzy mogą zatrudnić wielu skazanych, bo ludzie z ulicy nie zawsze chcą do nich przychodzić. Powodem są wymagające warunki pracy i nie dość atrakcyjna płaca. Osoby pozbawione wolności mają inne oczekiwania. U nas mają zapewnione wyżywienie, ubranie, zakwaterowanie i opiekę medyczną. Więc gdy ...

Zostało jeszcze 85% treści artykułu.