Tutaj każdy wyczekiwany gość dostaje koguta i worek jajek


2015-09-05 16:20:24 (ost. akt: 2015-09-05 16:10:39)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

W Beninie je się rękami. Alicja podczas powitalnego posiłku musiała uważać, żeby przypadkiem nie użyć lewej ręki, bo ta służy do rzeczy nieczystych. To tylko jedna z obyczajowych niespodzianek, która spotkała olsztyniankę podczas misji w Afryce. Z Alicją Appelt rozmawia Katarzyna Guzewicz.
— Skąd pomysł żeby jechać na misję do Afryki?
— Gdy szłam na studia medyczne już myślałam o wyjeździe do któregoś z krajów trzeciego świata. Chciałam nauczyć się czegoś pożytecznego i pomagać, a w krajach afrykańskich brakuje wszystkiego. W wiosce, w której mieszkaliśmy były dwa dyspansery, czyli dwie przychodnie. Jedna była państwowa, drugą prowadziły siostry zakonne. To był dla mnie pierwszy kontakt z krajem afrykański, okazja, ...

Zostało jeszcze 95% treści artykułu.