Pomyślałem sobie: to dziecko da sobie w życiu radę
2025-08-29 14:00:28(ost. akt: 2025-08-29 14:33:44)
Artykuł
sponsorowany
Rodzicielstwo zastępcze to nie tylko szansa dla dzieci na bezpieczny dom. Rodziny zastępcze pokazują, że uratowane dziecko uczy radości z każdego małego sukcesu, rozwija nas samych.
— Tylko zaniosę psy na górę i możemy rozmawiać – mówi Jolanta Głębocka-Ostrówka, otwierając drzwi domu.
Naszemu spotkaniu towarzyszą zwierzęta. W kącie leży Blanka, uratowana ze schroniska, za nią cichutko kładzie się duża biała suczka - Demi, której hodowcy nie chcieli, bo „już nie rodziła szczeniąt”. Na podwórku przechadzają się dwa koty. Tutaj schronienie znalazły też świnki morskie. Dziś jest ich pięć. W ich rodzinie każde życie się liczy. Z czułością opowiadają historię każdego z nich.
Naszemu spotkaniu towarzyszą zwierzęta. W kącie leży Blanka, uratowana ze schroniska, za nią cichutko kładzie się duża biała suczka - Demi, której hodowcy nie chcieli, bo „już nie rodziła szczeniąt”. Na podwórku przechadzają się dwa koty. Tutaj schronienie znalazły też świnki morskie. Dziś jest ich pięć. W ich rodzinie każde życie się liczy. Z czułością opowiadają historię każdego z nich.
— Zawsze była w nas wrażliwość na inne zwierzęta. Gdyby nie moja stanowczość, to pewnie byłoby ich więcej — mówi na wstępie Mirosław Ostrówka.
To miejsce tętni obecnością i wrażliwością. To w takim domu jest miejsce na miłość, bezpieczeństwo i akceptację. Pani Jolanta i pan Mirosław poznali się w policji. Pracowali w różnych wydziałach, mijali się, aż w końcu los sprawił, że zaczęli dostrzegać siebie coraz bardziej. Każde z nich miało swoje doświadczenia, wcześniejsze związki, dzieci. Nie było łatwo zaczynać wszystko od nowa, ale ich historia pokazuje, że nigdy nie jest za późno, by uwierzyć w drugiego człowieka.
W 2008 roku urodziła się ich córka Olga. Po porodzie otrzymała dziesięć punktów w skali Apgar.
W 2008 roku urodziła się ich córka Olga. Po porodzie otrzymała dziesięć punktów w skali Apgar.

— Była zdrowym dzieckiem, tak wtedy myślałam. Jednak kilka godzin później okazało się, że coś jednak nie gra. Badania, które w końcu wykonano, wykazały niedrożność dwunastnicy, która w zespole Downa jest dość częsta. Konieczna była natychmiastowa operacja. I tak dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko jest niepełnosprawne – wspomina pani Jola.
Diagnoza brzmiała jak wyrok, a przyszłość napawała niepokojem. Jednak Olga wniosła do ich życia ogrom miłości i nauczyła cierpliwości, której nikt inny by nie potrafił dać. Mijały lata. Olga miała sześć lat, kiedy pan Mirosław, choć był już wówczas na emeryturze, zaczął dorabiać w przedszkolu.
— Pracująca tam kucharka, w jednej z naszych rozmów, opowiedziała mi, że z racji tego, że była kiedyś pogotowiem opiekuńczym, zwrócono się do niej, by zaopiekowała się kilkunastomiesięczną dziewczynką z zespołem Downa — wspomina pan Mirosław. — Opowiedziała mi o swoich rozterkach, w końcu stwierdziła: „Ale wy już macie doświadczenie, to może byście wzięli. Ja już za stara jestem”.
Z taką informacją wrócił do domu.
Z taką informacją wrócił do domu.
– Przyszedłem do domu i powiedziałem Joli, że jest taka mała dziewczynka, która czeka na dom. Wiedziałem, że musimy o niej porozmawiać – wspomina pan Mirosław.
— Jednak najpierw chciałam poznać, jaki stopień niepełnosprawności ma Kasia — wspomina pani Jola. — Z Olgą nie było większych problemów, więc musieliśmy wiedzieć, czego się spodziewać.
Decyzja zapadła szybko. – Czuliśmy, że możemy temu podołać – mówią. I tak Kasia znalazła swój prawdziwy dom.
— Jednak najpierw chciałam poznać, jaki stopień niepełnosprawności ma Kasia — wspomina pani Jola. — Z Olgą nie było większych problemów, więc musieliśmy wiedzieć, czego się spodziewać.
Decyzja zapadła szybko. – Czuliśmy, że możemy temu podołać – mówią. I tak Kasia znalazła swój prawdziwy dom.

— Możemy powiedzieć, co nas przekonało. Pamiętam jedną z naszych wizyt w pogotowiu opiekuńczym. Przebywała w nim wówczas szóstka dzieci – od półrocznych po siedmiolatka. I nagle widzimy Kasię, która bawi się samochodzikiem. Podchodzi do niej czterolatek i wyrywa go jej z rąk. Co robi Kasia? Nie daje się. Zabiera mu samochód i bawi się dalej. Pomyślałem sobie: to dziecko da sobie w życiu radę. Bierzemy ją — opowiada pan Mirosław.
— Pomyślałam sobie wtedy: to takie pogodne dziecko, nie może być głęboko zaburzone — wtrąca pani Jola. —To był ostatni dzwonek, by trafiła do rodziny zastępczej. Pomyśleliśmy wtedy, że tak małe dziecko nie może znaleźć się w domu pomocy społecznej. Stwierdziliśmy, że mamy już doświadczenie z Olgą i możemy spróbować odnaleźć się w nowej roli. Jasne, było wiele rozterek. Olga była już bardziej samodzielna, a z Kasią znów czekały nas pampersy, uczenie jej codzienności, praca nad sprawnością. Ale zrobiliśmy to.
Przeszli obowiązkowe szkolenie, kwalifikację i Kasia mogła znaleźć się w ich domu.
Przeszli obowiązkowe szkolenie, kwalifikację i Kasia mogła znaleźć się w ich domu.
Na początku dziewczynka nie chodziła samodzielnie, jej mięśnie były wiotkie, każdy ruch wymagał ogromnego wysiłku.
—Wiedzieliśmy od razu, że niczego nie wolno przyspieszać ani wymuszać. Wszystko musiało przyjść w swoim czasie. Konieczna była intensywna rehabilitacja – wspominają.
—Wiedzieliśmy od razu, że niczego nie wolno przyspieszać ani wymuszać. Wszystko musiało przyjść w swoim czasie. Konieczna była intensywna rehabilitacja – wspominają.
Początki były naprawdę trudne. Wymagały cierpliwości, codziennej pracy i przede wszystkim wiary, że z czasem będzie lepiej, a każdy, nawet najmniejszy krok naprzód, jest wielkim osiągnięciem. Każdy uśmiech, każdy gest stawał się powodem do radości. Po latach, dzięki wysiłkowi obojga włożonemu w rozwój, Kasia rozpoczęła edukację w ośrodku specjalnym. Z dziecka, które nie mogło skupić się na jednej czynności, dziś idzie do kina, zaczyna być coraz bardziej otwarta w kontaktach społecznych.
— Kasia samodzielnie decyduje, co obejrzy, czego wysłucha. Ma swoje zdanie na różne tematy. Jest bardzo asertywnym dzieckiem. Kiedy nie chce czegoś zrobić, to koniec i kropka — opowiada ze śmiechem pani Jola. — W szkole musi komunikować się używając tabletu. Oczywiście tam wykonuje polecenia. W domu już nie. Stanowczo oddziela czas poświęcony na pracę i odpoczynek.

Rodzicielstwo zastępcze uczy innego spojrzenia na życie. Z dziećmi z zespołem Downa odkrywa się, że tempo rozwoju jest inne, ale bogactwo uczuć – nieporównywalne. To dzieci z niepełnosprawnością uczą nas, że miłość i bliskość są ważniejsze niż szybkie efekty. Że trzeba czekać, towarzyszyć i cieszyć się z małych zwycięstw.
— Może to lata pracy w policji przyzwyczaiły mnie do tego, że jeśli jest wyzwanie, to trzeba mu sprostać. Nie ma innego wyjścia, nie ma dyskusji — uważa Mirosław Ostrówka.
— Może to lata pracy w policji przyzwyczaiły mnie do tego, że jeśli jest wyzwanie, to trzeba mu sprostać. Nie ma innego wyjścia, nie ma dyskusji — uważa Mirosław Ostrówka.
Dziś ich córka Olga w listopadzie będzie obchodzić 17 urodziny, a Kasia 13. Syn pani Joli z pierwszego związku – Wiktor, dziś ma już 21 lat. Jasne, czasem są wyczerpani, ale wiedzą też, że dzięki nim Kasia ma obok siebie kochających ją ludzi.
.— Kiedy dziewczyny były małe, robiłem miesięcznie niemal 3,5 tysiąca kilometrów samochodem. Tylko wożąc je z rehabilitacji czy innych zajęć. W tym czasie mój kolega taksówkarz przejeżdżał może z 2 tysiące kilometrów — dodaje.
Rodziny zastępcze nie są bohaterami z pomników. To zwykli ludzie, którzy nie wahają się i podejmują decyzję. Otwierają serce dziecku, które los wystawił na próbę. W Polsce wciąż brakuje takich domów. Tysiące dzieci czekają na swoją szansę. Rodziny zastępcze opowiadają, że w systemie konieczne są zmiany. Przede wszystkim, by osoby z niepełnosprawnością mogły być włączane w życie społeczności, a ich rodzice nie martwili się, co czeka je w przyszłości, kiedy ich zabraknie.
.— Kiedy dziewczyny były małe, robiłem miesięcznie niemal 3,5 tysiąca kilometrów samochodem. Tylko wożąc je z rehabilitacji czy innych zajęć. W tym czasie mój kolega taksówkarz przejeżdżał może z 2 tysiące kilometrów — dodaje.
Rodziny zastępcze nie są bohaterami z pomników. To zwykli ludzie, którzy nie wahają się i podejmują decyzję. Otwierają serce dziecku, które los wystawił na próbę. W Polsce wciąż brakuje takich domów. Tysiące dzieci czekają na swoją szansę. Rodziny zastępcze opowiadają, że w systemie konieczne są zmiany. Przede wszystkim, by osoby z niepełnosprawnością mogły być włączane w życie społeczności, a ich rodzice nie martwili się, co czeka je w przyszłości, kiedy ich zabraknie.
— Byłem w Belgii, gdzie widziałem jak osobami z zespołem Downa opiekowała się inna, młoda osoba, nie rodzice. Pomyślałem sobie wtedy, jakie to fajne, że aktywnie uczestniczą w życiu społeczności, a nie siedzą zamknięte w domach — opowiada pan Mirosław.
Pojawia się coraz więcej dobrych przykładów. Powstają kolejne miejsca, które zatrudniają osoby z niepełnosprawnością intelektualną. To pomaga oswoić lęki.
Historia małżeństwa to dowód, że piecza zastępcza nie jest tylko obowiązkiem prawnym czy formalnością. To doświadczenie, które uczy cierpliwości, empatii, buduje poczucie spełnienia i daje codzienną radość z drobnych osiągnięć. To możliwość obserwowania, jak ktoś, kto potrzebuje wsparcia, rozwija skrzydła i odkrywa świat – i jednocześnie zmienia nas samych.
— Nie wyobrażamy sobie dziś innego życia, bez Kasi — kończą.
Historia małżeństwa to dowód, że piecza zastępcza nie jest tylko obowiązkiem prawnym czy formalnością. To doświadczenie, które uczy cierpliwości, empatii, buduje poczucie spełnienia i daje codzienną radość z drobnych osiągnięć. To możliwość obserwowania, jak ktoś, kto potrzebuje wsparcia, rozwija skrzydła i odkrywa świat – i jednocześnie zmienia nas samych.
— Nie wyobrażamy sobie dziś innego życia, bez Kasi — kończą.
Kajot
Publikacja powstała w ramach projektu „Pozytywna przyszłość PLUS. Promocja rodzicielstwa zastępczego, wsparcie istniejących rodzin zastępczych oraz osób usamodzielnianych i opuszczających rodzinną lub instytucjonalną pieczę zastępczą” dofinansowanego ze środków UE.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zaloguj się lub wejdź przez