Sprawa serca - pomogli policyjni i wojskowi lotnicy

2024-02-28 09:00:00(ost. akt: 2024-02-28 09:05:56)

Autor zdjęcia: asp. Tomasz Markowski/KWP w Olsztynie, sierż. Emilia Plawska/KPP w Szczytnie

Piątkowe popołudnie to nie najlepszy czas na transport drogą lądową organów do przeszczepu - mówią zgodnie koordynatorzy ds. transplantacji - szczególnie, gdy do pokonania jest kilkaset kilometrów, a w miejscu docelowym czeka już pacjent na nowe serce. Ryzyko jest zbyt duże. Dlatego jedyną wtedy szansą na uratowanie komuś życia jest dostarczenie organu drogą powietrzną.
Tak było również ostatnio, kiedy policyjni i wojskowi lotnicy kolejny raz podczas wspólnej akcji pomogli na czas dostarczyć niezwykle cenny ładunek.

— Pokrzyżować plany mogły tym razem: utrudnienia na drodze, weekendowe korki a do tego planowane protesty. Dlatego też koordynator ds. transplantacji serca wrocławskiego szpitala Mateusz Rakowski zwrócił się do policji i wojska o pomoc. Inne możliwości nie pozwalały zrealizować transportu w tym bardzo określonym limicie czasowym. Gdy tylko zapadła decyzja kierownictwa, że możemy realizować tę misję, natychmiast wyznaczyłem załogę policyjnego śmigłowca Bell-407GXi. Jej dowódca był cały czas w kontakcie z koordynatorem, a ten z dowódcą wojskowej Bryzy. Zaplanowano wszystko co do minuty. Bo i o te właśnie minuty chodzi, gdy realizowany jest transport serca. Trzeba wyeliminować wszystkie możliwe czynniki, które mogą potencjalnie wydłużyć czas transportu cennego organu — mówi insp. pil. Robert Sitek, naczelnik Zarządu Lotnictwa Policji Głównego Sztabu Policji KGP.

Tuż po 13.00 policyjna załoga wystartowała z warszawskiej bazy Lotnictwa Policji na Bemowie. Po wylądowaniu przy szpitalu na Mazurach oczekiwała zaledwie kilka minut na zespół transplantacyjny wraz z sercem do przeszczepu. Chwilę później policyjny śmigłowiec był już w drodze na lotnisko w Szymanach, gdzie czekała wojskowa Bryza. Lotnicy natychmiast przekazali sobie cenny ładunek i bezpiecznie przymocowali go w samolocie. 1 h i 15 minut później wojskowa Bryza wylądowała na wrocławskim lotnisku Wrocław-Strachowice, a serce dla 62-letniej pacjentki przetransportowano następnie karetką do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Wszystko przebiegło sprawnie i zgodnie z planem.

— Wiemy od koordynatora, że pacjentka jest już po operacji i czuje się dobrze. Trzymamy kciuki, by jak najszybciej mogła opuścić szpital i wrócić do domu — przekazał insp. pil. Robert Sitek.

— To dla naszego szpitala już 7. transplantacja serca w tym roku. Dla tej 62-letniej pacjentki nowe serce miało niezwykłe znaczenie. Bez współpracy służb nie byłoby szans na dostarczenie cennego organu na czas. Ponad 500 km z województwa warmińsko-mazurskiego do wrocławskiego szpitala zajęłoby drogą lądową ponad 5 godzin. Drogą powietrzną cały transport zajął niecałe 2 godziny — mówi Mateusz Rakowski, koordynator ds. transplantacji serca wrocławskiego szpitala. I dodaje: — Koordynacja tej transplantacji dostarczyła nam niemałych emocji, ponieważ pacjentka, która miała otrzymać ten narząd, oczekiwała w szpitalu na przeszczepienie dwunarządowe: serce i nerkę. Niestety, w trakcie przygotowań otrzymaliśmy informację, że jest pewna niezgodność immunologiczna i dla bezpieczeństwa pacjentki nie możemy przeprowadzić operacji. Serce ma najkrótszy czas zimnego niedokrwienia a zespół był już w drodze do szpitala dawcy, więc czas się nam kończyłby wszystko się udało. Wybraliśmy pacjentkę, która była najbardziej zgodna anatomicznie, czekała w domu na otrzymanie narządu od dwóch tygodni. To dość krótki czas, biorąc pod uwagę liczbę oczekujących. Ale w tym przypadku był to najbardziej zgodny pacjent kwalifikowany do transplantacji serca. Ta decyzja dawała największą szansę powodzenia. Cieszę się, że operacja przebiegła pomyślnie. Pacjentka jest przytomna i powoli wraca do zdrowia pod okiem zespołu pielęgniarsko-lekarskiego. Bez pomocy policyjnych i wojskowych lotników to by się nie udało.


Tekst: mł. insp. Anna Kędzierzawska/BKS KGP